31 stycznia 2015 roku
poczta
zaloguj się
 
Poczet Lekarzy
medycyna praktyczna dla pacjentów

Pulmonolog Przemyśl

Parametry wyszukiwania:

 Wszyscy  A B C Ć Č D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W Y Z Ź Ż

Wyniki wyszukiwania

Dr n. med. Przemysław Bieleń

Pulmonolog, Internista

Choroby płuc, Choroby wewnętrzne

Lekarz Beata Ner

Pulmonolog, Internista

Choroby płuc, Choroby wewnętrzne

Poczet Lekarzy zawiera wyłącznie wizytówki stworzone przez lekarzy. Jesteś lekarzem i nie ma Cię w bazie: stwórz wizytówkę!

Przeczytaj też

  • System jak zarys piramidy. Wywiad z Dorotą Hedwig, prezes Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą
    Chorzy na mukowiscydozę mogą zyskać dodatkowe 10-15 lat życia, jeśli wdrożymy odpowiedni model opieki ambulatoryjnej, a oddziały szpitalne zadbają o sanitarny reżim – przekonuje Dorota Hedwig, prezes Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą.
    Więcej

    Chorzy na mukowiscydozę mogą zyskać dodatkowe 10-15 lat życia, jeśli wdrożymy odpowiedni model opieki ambulatoryjnej, a oddziały szpitalne zadbają o sanitarny reżim – przekonuje Dorota Hedwig, prezes Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą.

    Jerzy Dziekoński: Ile osób w Polsce choruje na mukowiscydozę?

    Dorota Hedwig: Mamy zarejestrowanych ok. 1,4 tys. chorych. Szacujemy, że ogółem w kraju jest ok. 2 tys. osób dotkniętych tym schorzeniem.

    Jak Pani ocenia opiekę nad pacjentami z mukowiscydozą?

    Na samym początku jest naprawdę dobrze. Mamy przesiew noworodkowy, więc dzieci są od początku zdiagnozowane. Gorzej jest później. System leczenia mukowiscydozy w naszym kraju przedstawiam jako piramidę – początek leczenia, sama podstawa piramidy, jest na odpowiednim poziomie. Dotykamy też wierzchołka piramidy, bo rozpoczęły się przeszczepy płuc. Jest ich niewiele, bo, powiedzmy, na 15 koniecznych przeszczepów wykonywane są dwa rocznie. Ale to i tak dobry start. Jednak cała konstrukcja, która powinna znajdować się między podstawą a wierzchołkiem, w zasadzie nie istnieje.

    Czyli mamy zarys systemu, a nie system...

    Kiedy dziecko zostanie zdiagnozowane, pojawia się problem – bo trafi na oddział, gdzie nie ma odpowiednich warunków. Kluczową sprawą w leczeniu mukowiscydozy jest ograniczenie zakażeń. Jeżeli maleńki pacjent zostanie przyjęty do szpitala, gdzie nie będzie odizolowany od innych dzieci, gdzie personel jest nieprzeszkolony, to bardzo szybko złapie infekcję, gronkowca czy – nie daj Boże – pałeczkę ropy błękitnej. I tu zaczynają się problemy, dziecko częściej choruje, bo mukowiscydoza szybciej postępuje. Standardem na zachodzie są warunki izolacyjne i wysoki reżim sanitarny. To właśnie jest klucz do sukcesu.

    W Polsce trudno ten klucz odnaleźć?

    Napotykamy w tej kwestii na barierę. Nie ukrywam, że zależy nam przede wszystkim na tym, aby Ministerstwo Zdrowia zmodernizowało istniejące ośrodki, żeby chorzy, trafiając na oddział, mieli odpowiednie warunki, byli umieszczani w izolatkach. Jeżeli na sali leży pacjent zakażony pałeczką ropy błękitnej i obok zostaje położony drugi pacjent z mukowiscydozą, to nie ma takiej możliwości, żeby w ciągu dwóch tygodni się nie zakaził.

    Nie ma w kraju ośrodków leczenia mukowiscydozy, które trzymałyby standardy?

    Mamy Rabkę, gdzie – trzeba przyznać – warunki są przyzwoite. Jest to ośrodek pediatryczny dostępny dla 400 chorych rocznie, także dorosłych. Wprawdzie są tylko dwie izolatki, ale dba się o to, aby na sali z pacjentem z mukowiscydozą leżał chory z lżejszym schorzeniem, np. z astmą, w przypadku której nie występuje ryzyko zakażenia. Tam pacjenci leczeni są w miarę bezpiecznych warunkach.

    Mówiąc o innych większych ośrodkach, np. o Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, gdzie leczy się ok. 350 osób rocznie, to – bez owijania w bawełnę – warunki są skandaliczne. Jest tam kilka sal wieloosobowych i jedna toaleta. Podjęliśmy się dużego wyznania, chcemy bowiem w Instytucie Matki i Dziecka stworzyć klinikę mukowiscydozy, w której znajdowałoby się sześć izolatek i pełne zaplecze medyczne. Kilka dni temu mieliśmy w dłoniach projekt tego przedsięwzięcia. Inwestycja zamknie się zapewne w kwocie ponad 2 mln. złotych. Zainspirowała nas Justyna Kowalczyk, która przekazała na ten cel sporo pieniędzy. Brakującą sumę wciąż staramy się pozyskać. Mamy nadzieję, że przy pomocy ludzi dobrej woli w ciągu dwóch lat uda się nam tego dokonać. Jak na razie, jeśli chodzi o pediatrię ocenianą pod kątem mukowiscydozy, Warszawa wygląda nieciekawie.

    A co z leczeniem dorosłych?

    Jest Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc przy ul. Płockiej. Powiem w ten sposób: lekarz jest fantastyczny, ma ogromną wiedzę, ale jest dramatycznie mało miejsca dla chorych na mukowiscydozę. Jest tam tylko jedna izolatka, więc większość pacjentów trafia do sal wieloosobowych. Jeśli ktoś czeka na przeszczep płuc, nie może dojść do jakiegokolwiek zakażenia, a w salach wieloosobowych, wiadomo, bardzo o nie łatwo. Poza tym nie ma tam psychologa i nie ma fizjoterapii.

    Jaką rolę w leczeniu odgrywa fizjoterapia?

    Fizjoterapia w leczeniu mukowiscydozy jest niezbędna. Dzięki niej można o wiele lat przedłużyć życie naszym pacjentom. Niestety w naszym kraju fizjoterapia dla chorych na mukowiscydozę nie jest finansowana i co za tym idzie, na oddziałach pulmonologicznych niedostępna.

    Czy są jakieś szanse na pozytywne zmiany?

    W tej chwili prowadzimy program obejmujący 90 chorych, którzy są pod opieką 25 wyszkolonych przez nas fizjoterapeutów. Dzięki temu możemy zapewnić garstce chorych dwa razy w tygodniu zajęcia. To przynosi wspaniałe efekty. Chcemy to pokazać i przekonać decydentów, że w systemie ochrony zdrowia fizjoterapia dla chorych na mukowiscydozę jest niezbędna. Na naszym rodzimym gruncie brakuje fizjoterapeutów, brakuje psychologów i dietetyków, żebyśmy mogli dobić do zachodnich standardów. Proszę mi wierzyć, pacjenci, którzy trafiają na leczenie, mają tak duże obciążenie psychiczne, że pomoc psychologiczna jest niezbędna. Dużo jest jeszcze zatem do zrobienia.

    Jak przedstawia się struktura wiekowa chorych? Jaki jest odsetek osób dorosłych?

    Pocieszające jest to, że ich liczba rośnie, co oznacza, że nasze działania przynoszą rezultaty. W tej chwili jest to ok. 40 procent wszystkich chorych i ten odsetek będzie rósł dalej. Smutne jest natomiast to, że dorośli pacjenci nie mają gdzie się leczyć. Ośrodki pulmonologiczne nie chcą przyjmować chorych na mukowiscydozę, ponieważ wyceny są zbyt niskie. Jeśli już trafiają na oddział pulmonologiczny, to jest duża szansa, że nie będą właściwie leczeni. Pomijając już sam fakt, że szpitalom to się zupełnie nie opłaci, trzeba jasno powiedzieć, że lekarze nierzadko nie wiedzą, jak takiego pacjenta leczyć: że wymaga wyższej dawki leków, że leczenie musi trwać minimum dziesięć, a najlepiej czternaście dni. Są pewne standardy, które trzeba wdrożyć w oddziałach szpitalnych w całym kraju.

    Jest jeszcze druga droga. Złożyliśmy miesiąc temu w Ministerstwie program, którego celem jest poprawienie warunków ambulatoryjnych dla chorych na mukowiscydozę. Program ten otwiera furtkę, która umożliwia skuteczne zajmowanie się dorosłymi chorymi bez konieczności częstych hospitalizacji. Pacjent od czterech do sześciu razy w roku stawia się w przychodni ambulatoryjnej, gdzie przeprowadzane są odpowiednie badania, gdzie ma konsultację fizjoterapeutyczną, podczas której jest korygowany i dowiaduje się, jak ma ćwiczyć, oraz konsultację psychologiczną. Pacjent dobrze prowadzony nie trafia na oddział i nie musi być tygodniami leczony dożylnie. Mamy same korzyści: rzadsza hospitalizacja to oszczędności i brak ryzyka zakażenia szpitalnego. Pacjent lepiej funkcjonuje i zyskuje wyższą jakość życia. Ten program mógłby zmienić nasz całkowicie przestarzały system leczenia mukowiscydozy.

    Dlaczego zatem system nie jest zmieniany? Czy bariery mają charakter finansowy, czy raczej mentalny?

    Jeśli chodzi o leczenie dorosłych, to wycena świadczeń musi być wyższa bez dwóch zdań. Uważam jednak, że przeszkody mają charakter raczej mentalny. Wiemy co i jak zrobić, żeby pacjenci z mukowiscydozą mogli żyć lepiej i dłużej. Program leczenia ambulatoryjnego oraz wprowadzenie reżimu sanitarnego na oddziałach to dla chorych 10-15 dodatkowych lat życia. Z punktu widzenia umierającej 15-letniej, czy nawet 18-letniej osoby to bardzo dużo. Kiedy o przeszczepie płuc myśli się w wieku 35 lat, a nie w wieku 15 lat, to już zyskujemy bardzo wiele czasu. Sądzę, że powoli znajdujemy zrozumienie w ministerstwie i NFZ. Jest dialog i to jest ważne. Mam tylko nadzieję, że za rozmowami pójdą konkretne działania.

    Rozmawiał Jerzy Dziekoński

  • Czy po roku od kontaktu z osobą prątkującą mogę być chora na gruźlicę?
    Moja siostra cioteczna była chora na gruźlicę (prątkującą - leczyła się). W związku, że z nią trochę się spotykałam postanowiłam zbadać siebie i dzieci. Wszystko było dobrze. Po roku od tych badań zachorowałam. Męczy mnie dwa tygodnie suchy, dręczący kaszel i boli trochę w plecach. Czy to gruźlica?
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    Moja siostra cioteczna była chora na gruźlicę (prątkującą - leczyła się). W związku, że z nią trochę się spotykałam postanowiłam zbadać siebie i dzieci. U jednego dziecka RTG i próba tuberkulinowa były dobre - badanie się zakończyło. U syna natomiast obraz RTG prawidłowy, ale próba duża. Wylądował w szpitalu na badaniu popłuczyn (wyszły ok). Brał izoniazyd w celu chemioprofilaktyki. Najgorzej ze mną - w RTG wyszły jakieś cienie (lekarka powiedziała, że to jakaś niewyleczona choroba). Moja próba była bardzo duża, więc coś nie tak. Badanie plwociny - wynik prawidłowy. Wniosek - RTG cienie, próba duża, badanie plwociny niczego nie wykazało. Badania się zakończyły - nie przyjmowałam żadnych leków na gruźlicę.
    Moje pytanie brzmi następująco: po roku od tych badań zachorowałam. Męczy mnie dwa tygodnie suchy, dręczący kaszel i boli trochę w plecach, chyba przez ten kaszel. Kaszel raczej jest suchy, ale czasami trochę wykrztuszam. Nie schudłam, nie pocę się. Mam tylko kaszel, żadnych innych objawów gruźlicy nie mam. Czy może jestem jednak chora na gruźlicę?

    Odpowiedział

    dr hab. med. Ernest Kuchar
    Klinika Pediatrii i Chorób Zakaźnych
    Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu

    Kaszel, który trwa 2 tygodnie oraz wywiad obciążony kontaktem z gruźlicą przed ponad rokiem, po którym już wykluczono czynne zakażenie prątkiem, to zbyt mało, by podejrzewać gruźlicę. Jak sama Pani pisze, brakuje innych objawów czynnej gruźlicy: stanów podgorączkowych, osłabienia, złego samopoczucia, nocnych potów czy spadku masy ciała. Wreszcie, jak rozumiem, nie została Pani ponownie narażona na styczność z osobą prątkującą.

    W pierwszej kolejności należy zatem wziąć pod uwagę powszechne przyczyny kaszlu, takie jak: przeziębienie, zapalenie oskrzeli i inne zakażenia dróg oddechowych, np. krztusiec, palenie papierosów, nadreaktywność oskrzeli, alergie, narażenie na czynniki drażniące oraz refluks żołądkowo-przełykowy.

    Po zakażeniu dróg oddechowych kaszel ma prawo utrzymywać się przez kilka tygodni. Diagnostyki wymaga kaszel, który utrzymuje się ponad 7-8 tygodni.

    Jeżeli jednak niepokoi się Pani o swój stan zdrowia, proszę o zgłoszenie się do lekarza pierwszego kontaktu, który w razie potrzeby zleci odpowiednie badania lub pokieruje Panią do specjalisty, np. chorób płuc.

  • Chlamydiozy
    Ostatnio dowiedziałam się o istnieniu bakterii Chlamydia. Czy te objawy, które mam, mogą być z nią związane?
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    Od 4 lat mam następujący problem. Na początku miałam uczucie „czegoś” w gardle, potem wydzielina, której czasem nie dało się odkrztusić. Na początku tego roku pojawił się też kaszel, ostatnio bardzo męczący i duszący czasem z odkrztuszaniem wydzieliny (która cały czas gdzieś tam jest). Często mam duszności. Miałam spirometrię oraz RTG płuc i zatok, wyniki prawidłowe. Ostatnio dowiedziałam się o istnieniu bakterii Chlamydia. Czy te objawy, które mam, mogą być z nią związane? Obecnie leczę się u lekarza rodzinnego, ale bez żadnych efektów, a ciężko jest żyć z takimi objawami. Dodam jeszcze, że często odczuwam bóle pleców w okolicy lędźwiowej, a ostatnio bardzo często plecy bolą mnie na wysokości klatki piersiowej, zwłaszcza z lewej strony i przeważnie przy kaszlu. Mam także przyspieszony puls. Bardzo proszę o pomoc, o jakąś podpowiedź, co to może być, bo teraz już czuję, że odbija się to także na moim zdrowiu psychicznym.

    Odpowiedziała

    lek. med. Iwona Witkiewicz
    specjalista chorób płuc
    Ordynator Oddziału Chorób Płuc i Gruźlicy Specjalistycznego Szpitala im. prof. A. Sokołowskiego w Szczecinie
    Konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób płuc i gruźlicy województwa zachodniopomorskiego

    Chlamydie to bakterie, bezwzględne wewnątrzkomórkowe, co oznacza, że ich bytowanie oraz rozwój poza komórkami gospodarza jest niemożliwy. Łączą one w sobie cechy zarówno bakterii, jak i wirusów. Nie dają się hodować na pożywkach, a jedynie, w hodowlach tkankowych, co powoduje, że praktycznie rzadko badamy obecność chlamydii w tkankach, częściej badamy poziom przeciwciał przeciwko tym mikroorganizmom.

    Istnieją trzy gatunki chlamydii patogennych dla ludzi.

    1. Chlamydia trachomatis - przenoszona drogą płciową
    2. Chlamydia pneumoniae - przenoszona drogą kropelkową
    3. Chlamydia psittaci - przenoszona przez kontakt z chorym ptactwem.

    Chlamydiozy, czyli zakażenia dróg oddechowych wywołane przez te drobnoustroje, przez odmianę Chlamydia pneumoniae są stosunkowo częste i mają zmienny, najczęściej łagodny przebieg. Do zakażenia dochodzi, podobnie jak w przypadku większości zakażeń dróg oddechowych, drogą kropelkową. Niekiedy infekcje mogą przyjmować postać epidemii. Źródłem zakażenia są osoby chore oraz nosiciele Chlamydia pneumoniae w górnych drogach oddechowych.

    Znaczenie Chlamydia pneumoniae w infekcjach dróg oddechowych wzrasta w ostatnich latach. Bakteria ta powoduje rozwój ok. 10% pozaszpitalnych zapaleń płuc, znaczny odsetek zapaleń gardła czy zapaleń oskrzeli.

    Zakażenia dróg oddechowych wywołane przez Chlamydia psittaci dotyczą głównie hodowców ptactwa.

    Chlamydiozy leczy się antybiotykami (doksycykliną lub makrolidami).

    Trudno jednoznacznie odnieść się do faktu czy objawy, jakie Pani opisuje, mogą się łączyć z zakażeniem chlamydiami. O ile kaszl jest, owszem, objawem chlamydiozy, o tyle bóle pleców raczej trudno z takim zakażeniem łączyć i wymagają one same w sobie diagnostyki (np. RTG kręgosłupa). Bóle w klatce piersiowej nasilające się podczas kaszlu przy prawidłowym RTG klatki piersiowej też łączyłabym bardziej ze zmianami w kręgosłupie piersiowym. To, że boli podczas kaszlu, może być konsekwencją gwałtownych, intensywnych ruchów, jakie wykonuje klatka piersiowa w trakcie tego manewru. Niestety, nie pisze Pani nic ani o swoim wieku, ani o chorobach, na które Pani choruje lub chorowała, więc trudno sugerować czy chodzi o zmiany zwyrodnieniowe, czy też problem z kręgosłupem jest zupełnie inny. Podobnie z wysokim pulsem, który wymaga przede wszystkim diagnostyki kardiologicznej.

    Jeżeli chciałaby Pani sprawdzić ewentualne zakażenie chlamydiami, to powinna Pani zbadać poziom przeciwciał przeciwko Chlamydia pneumoniae. Przeciwciała te rutynowo wykonuje się w dwóch klasach: w klasie IgM, gdzie podwyższony wynik mówi o świeżym zakażeniu i w klasie IgG, gdzie miano przeciwciał rośnie w starych, przebytych zakażeniach i jest wyrazem pamięci immunologicznej. Badanie należy wykonać dwukrotnie, analizując nie tylko sam poziom przeciwciał, ale również jego tendencje do wzrostu lub spadku. Dopiero taki wynik daje nam w miarę jasny pogląd na ewentualne zakażenie. W przypadku reinfekcji (ponownej infekcji) najbardziej jednak rosną miana przeciwciał w klasie IgA, których nie bada się rutynowo. Warto również wiedzieć, że nie wszystkie laboratoria wykonują takie badania. Leczenie antybiotykiem powinno trwać dłużej niż standardowa terapia (nawet do 3 tyg.).

    Piśmiennictwo:

    Antczak A. (red.): Pulmonologia. Medical Tribune POLSKA
    Chazan R. (red.): Zakażenia układu oddechowego. α-medica Press, 1998
  • Ciało obce w oskrzelu
    Połknęłam tabletkę, chyba źle poszła, bo od razu poczułam, jakby się na moment zablokowała. Poczułam niepokój i ciężko mi oddychać, trzęsą mi się nogi i czuję jakbym miała ją w przełyku. Na początku lekko kręciło mi się w głowie.
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    Połknęłam tabletkę, chyba źle poszła, bo od razu poczułam, jakby się na moment zablokowała. Poczułam niepokój i ciężko mi oddychać, trzęsą mi się nogi i czuję jakbym miała ją w przełyku. Na początku lekko kręciło mi się w głowie. Minął już kwadrans, boję się zasnąć. Dodam, że nie chciało mi się kaszleć. Czy po takim odstępie czasu może mi się coś stać? Czytałam o nerwicy lękowej, ale też i o przedostaniu się ciała obcego do oskrzeli. Czy da się odróżnić te dwa przypadki?

    Odpowiedziała

    lek. med. Iwona Witkiewicz
    specjalista chorób płuc
    Ordynator Oddziału Chorób Płuc i Gruźlicy Specjalistycznego Szpitala im. prof. A. Sokołowskiego w Szczecinie
    Konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób płuc i gruźlicy województwa zachodniopomorskiego

    Ciało obce w oskrzelach znajdujemy trzykrotnie częściej u dzieci niż u osób dorosłych, jednak i w tej grupie chorych takie przypadki się zdarzają. Dotyczą one najczęściej osób nadużywających alkoholu, nadużywających leków uspokajających, osób nieprzytomnych lub też osób ze schorzeniami neurologicznymi. We wszystkich tych stanach zaburzone są odruchy krtaniowe i chory nie jest w stanie wykrztusić zaaspirowanego ciała obcego. U chorych z prawidłowymi odruchami krtaniowymi ciało obce w oskrzelu zdarza się zdecydowanie rzadziej, bo chorzy tacy gwałtownym kaszlem usuwają na ogół ciało obce z dróg oddechowych.

    U osób uprzednio zdrowych każda aspiracja ciała obcego wiąże się z gwałtownym napadem kaszlu. Po tym, jeżeli nie doszło do usunięcia ciała obcego, występuje dłuższy lub krótszy okres niemy klinicznie, tzn. zupełnie bez objawów. Okres bezobjawowy jest różny w zależności od rodzaju ciała obcego. W przypadku drażniących substancji chemicznych okres ten jest krótki i już po kilku godzinach mogą pojawić się objawy zachłystowego zapalenia płuc (kaszel, gorączka, odkrztuszanie). W przypadku substancji pokarmowych, które są najczęściej spotykanymi ciałami obcymi, występuje kilkudniowy okres bez objawów klinicznych, kości zaś, zęby, koronki stomatologiczne czy metal mogą dać długi okres bez objawów klinicznych trwający od kilku tygodni do kilku lat.

    Generalnie objawy towarzyszące obecności ciała obcego w drzewie oskrzelowym to kaszel, nawracające infekcje dróg oddechowych, odkrztuszanie ropnej plwociny. Długo zalegające ciała obce mogą prowadzić do tworzenia ropni płuc, zapaleń płuc, niedodmy płatowej czy ropniaków opłucnej. W obrazie RTG najczęściej jest obraz zapalenia płuc, a jeżeli ciało obce obrośnie ziarniną zapalną, może imitować guza płuca.

    W Pani przypadku brak kaszlu wyklucza raczej obecność ciała obcego w oskrzelu. Objawy sugerują raczej bolesny skurcz przełyku. Gdyby jednak stało się inaczej, to jako że tabletka jest substancją chemiczną, relatywnie szybko powinny pojawić się burzliwe objawy chemicznego zapalenia płuc (gorączka, odkrztuszanie ropnej plwociny). Mimo nietypowego przebiegu (brak kaszlu), jeżeli takie objawy pojawiłyby się, proszę zgłosić się do najbliższego oddziału pulmonologicznego lub laryngologicznego, gdzie jest możliwość wziernikowania drzewa oskrzelowego (wykonania bronchofiberoskopii) i usunięcia ciała obcego.

    Piśmiennictwo:

    Pirożyński M.: Bronchofiberoskopia. α-medical Press, 1999
    Szafrański W. i wsp.: Ciała obce zalegające długo w oskrzelach - analiza przypadków w materiale własnym. Pneumonologia i Alergologia Polska 2013; 81(1): 40-44
  • Diagnostyka zapalenia płuc z nadwrażliwości (AZPP)
    Napad duszności i problem z oddychaniem po kilkuminutowym siedzeniu w jacuzzi.
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    „Napad duszności i problem z oddychaniem po pływaniu w basenie”. Zauważyłem u siebie objawy, takie jak opisane w odpowiedzi pani doktor Durskiej z 10.04.2013, czyli AZPP, tylko u mnie różnica polega na tym, że te objawy pojawiły się po kilkuminutowym siedzeniu w jacuzzi, samo pływanie w basenie nie powoduje żadnych dolegliwości. Po pierwszym razie nie skojarzyłem, myśląc, że to jakaś grypa czy przeziębienie (wyszedłem rozgrzany z budynku itd.) Po drugim razie już znalazłem rzeczony artykuł i sprawdziłem - poszedłem popływać i nic. Moje pytanie brzmi - czy tylko pływając w basenie, nie narażam się na powolny rozwój AZPP i jakie ewentualnie badania należałoby wykonać?

    Odpowiedziała

    lek. med. Iwona Witkiewicz
    specjalista chorób płuc
    Ordynator Oddziału Chorób Płuc i Gruźlicy Specjalistycznego Szpitala im. prof. A. Sokołowskiego w Szczecinie
    Konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób płuc i gruźlicy województwa zachodniopomorskiego

    Ostre alergiczne zapalenie pęcherzyków płucnych (AZPP), czyli zapalenie płuc z nadwrażliwości, to jak Pan przeczytał w odpowiedzi p. dr Durskiej cała kaskada zjawisk immunologicznych w odpowiedzi na rozproszone we wdychanym powietrzu antygeny z mikroorganizmów, białek roślinnych i zwierzęcych. Antygeny takie mogą występować także w systemie klimatyzacji oraz w wodzie basenów, jacuzzi itp.

    Jeżeli objawy o których Pan pisze pojawiły się dwukrotnie po skorzystaniu z jacuzzi, a nie pojawiają się w żadnej formie po korzystaniu z basenu, to można przyjąć, że mikroflora środowiska basenu jest inna niż w jacuzzi i, że w basenie nie naraża się Pan na rozwój tej choroby, bo jak czytał Pan wcześniej choroba ma konkretny przebieg i konkretne objawy. W ostrej postaci objawy są dynamiczne: pojawia się duszność niekiedy tak silna, że wymaga hospitalizacji, gorączka i kaszel. W obrazie radiologicznym (zdjęciu RTG) pojawiają się nacieki. Nacieki te pojawiają się w najczęściej ciągu 4-6 godzin od ekspozycji, a ponieważ potrafią zniknąć po 24-48 godzinach możemy nie stwierdzić patologii na zdjęciu rentgenowskim.

    W postaci przewlekłej w obrazie RTG pojawiają się cechy choroby śródmiąższowej, czyli pojawia się obraz guzków, obraz zmian guzkowo-siateczkowych, a w końcu obraz „siateczki”.

    Chorzy z postacią przewlekłą nie zgłaszają skarg tak dynamicznych, jak w postaci ostrej, ale powoli narastają u nich skrócenie oddechu, kaszel, zmęczenie, utrata apetytu oraz utrata masy ciała.

    Oczywiście najlepiej unikać ekspozycji, czyli zrezygnować z jacuzzi. Nadal otwarte pozostaje pytanie, czy musi rezygnować Pan z basenu, skoro nigdy nie miał pan objawów po pływaniu w basenie i skoro choroba nie została u Pana potwierdzona. Sadzę, że nie, ale musi się Pan bacznie obserwować.

    Jednoznacznie potwierdzić diagnozę można, badając odczyny precypitacyjne z krwi chorego z użyciem powszechnych antygenów wywołujących zapalenie płuc z nadwrażliwości (AZPP), choć trzeba pamiętać, że zdarzają się tu odczyny zarówno fałszywie dodatnie (czyli potwierdzające chorobę, której nie ma), jak i fałszywie ujemne (czyli niepotwierdzające choroby, która jest).

    Ważnym badaniem jest RTG klatki piersiowej (w postaci ostrej wykonanym pomiędzy 4. a 24. godziną po ekspozycji) w razie wątpliwości uzupełnionego badaniem tomografii komputerowej, która jednoznacznie uwidacznia cechy choroby śródmiąższowej typowej dla przewlekłych i podostrych postaci AZPP.

    Warto także wykonać badania czynnościowe układu oddechowego, a więc spirometrię i bodypletyzmografię z badaniem dyfuzji, które to badania wykażą ewentualne cechy restrykcji będącej konsekwencją uszkodzenia śródmiąższu płuc oraz upośledzenie przepuszczalności pęcherzyków dla gazów oddechowych, co również stanowi dowód, że w tkance śródmiąższowej toczy się proces zapalny lub, że rozpoczęło się włóknienie zrębu płuca.

    Piśmiennictwo:

    Antczak. A. (red.): Pulmonologia Medical Tribune POLSKA
    Szczeklik A. (red.): Choroby wewnętrzne. Stan wiedzy na rok 2010. Medycyna Praktyczna, Kraków 2010.
    Weinberger S., Cockrill B., Mandel J.: Choroby płuc. Elsevier Urban & Partner, 2014