22 lipca 2014 roku
poczta
zaloguj się
 
Poczet Lekarzy
medycyna praktyczna dla pacjentów

Onkolog Zamość

Parametry wyszukiwania:

Profile lekarzy i opisy placówek medycznych są całkowicie bezpłatne
 Wszyscy  A B C Ć Č D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W Y Z Ź Ż

Wyniki wyszukiwania

Brak lekarzy spełniających wybrane kryteria.

Poczet Lekarzy zawiera wyłącznie wizytówki stworzone przez lekarzy. Jesteś lekarzem i nie ma Cię w bazie: stwórz wizytówkę!

Przeczytaj też

  • Terroryzowani
    Istotniejsze od natarczywego bodźcowania chorującego jest schowanie do kieszeni swoich wyobrażeń na temat tego, jak powinien się on zachowywać. Lepiej w zamian uruchomić empatię, elastyczność i uważność.
    Więcej

    Istotniejsze od natarczywego bodźcowania chorującego jest schowanie do kieszeni swoich wyobrażeń na temat tego, jak powinien się on zachowywać. Lepiej w zamian uruchomić empatię, elastyczność i uważność.

    Nie poddawaj się, dasz radę – rodzina i znajomi w dobrej wierze dopingują. Chcemy, byś był silny. Nie możemy patrzeć na twoje cierpienie. Człowieku, zamknij lęki w piwnicy, odzyskaj dawną witalność. Wytrzaśnij ją nawet z kosmosu – to trampolina do sukcesu.

    Matko, ile taki człowiek musi znieść! Nie dość, że chory, to jeszcze terroryzowany przez otoczenie hurraoptymizmem. Hurraoptymizmem, który jest niczym innym, jak wyrazem strachu (otoczenia), to po pierwsze, a po drugie – egoizmu. Strachu – bo to przerażające patrzeć na lęk ukochanej osoby. Egoizmu – bo myślimy o naszym wyłącznie komforcie. On stoi wyżej niż dyskomfort tego, którego zalewają fale bólu psychicznego i fizycznego. Pod płaszczykiem troski – dogadzania, załatwiania, gotowania, podawania – myślimy w pierwszej kolejności o sobie. A chorego wpychamy do lochu poczucia winy, ignorując jego zmęczenie, które ściga się z uporczywą myślą: przecież nie mogę zawieść żony, męża, dzieci, lekarza…. Wodą na młyn są świadectwa celebrytów dzielących się ze społeczeństwem refleksją nad tym, jak rak odmienił ich egzystencję – z chwilą zachorowania wlali w nią lepszą jakość.

    Zapanowała kultura zwycięzców. Zadowolonych z siebie cyborgów – samowystarczalnych i nieśmiertelnych. Nie lubimy przegrywać i nie lubimy patrzeć na przegranych. Kto nie bierze życia za łeb, nie wyrywa dla siebie tego, co mu się należy – odpada z gry. Te same reguły obowiązują w chorobie. Wyścig szczurów po sukces wydaje się nie mieć końca, także w chwili, kiedy czwarta chemia na karku, a świat jawi się jako jedna czarna dziura. Ogromny wydawniczy sukces „Chustki” – najpierw bloga, potem książki – zapisu zmagań z rakiem Joanny Sałygi, ma związek nie tylko z literacką sprawnością, swadą, dystansem i poczuciem humoru, do których ta młoda kobieta była zdolna, ale także, a może przede wszystkim, z jej wojowniczą postawą – mimo przeciwności losu, wzbija się na wyżyny niemarudzenia, nieględzenia, nieobciążania (Boga i innych). Sałyga nie traciła nadziei, a kiedy miała świadomość, że jest już bardzo źle, potrafiła nadać humanistyczny sens niełatwym splotom relacji z sobą i z ludźmi.

    Wojowników wokół można policzyć nas na placach jednej ręki – stanowią 10 procent populacji. Reszta – jak ja i część z państwa, którzy te słowa czytacie, to zwykli ludzi, którzy w obliczu zagrożeń, najchętniej zapadliby w sen zimowy. Jasne, zdarzają się herosi żyjący latami w marazmie, rozleniwieniu, właściwie na skraju depresji, a w czasie chorowania zaczynają góry przenosić. Częściej jednak reagujemy na chorobę tak, jak do momentu jej rozpoznania reagowaliśmy na silny stres choleryk weźmie się w garść, flegmatyk jeszcze bardziej zwolni, melancholik rozpuści się w oceanie smutku. Jest jak jest, będzie jak będzie – trzeba to uszanować. Pozwolić choremu być tym, kim jest. To nie czas na przepracowywanie struktury osobowości czy przekuwania słabości w zalety etc. Nieprawdą jest, że zdrowieje wyłącznie ten, kto się nie podda. Wygrywają silni i silni przegrywają. To samo dotyczy słabszych. Odporność psychiczna jako bijące źródło długowieczności jest przeinwestowana. Istotniejsze od natarczywego bodźcowania chorującego jest schowanie do kieszeni swoich wyobrażeń na temat tego, jak powinien się on zachowywać. Lepiej w zamian uruchomić empatię, elastyczność i uważność. Wsłuchać się w potrzeby bliskiego – mówić, gdy chce słuchać, milczeć, gdy słowa, nawet te najczulsze, są jak ostrze miecza. Być blisko – tyle.

    « Poprzedni
  • Wybrane nowotwory dziedziczne
    Nowotwory określane mianem dziedzicznych stanowią w zależności od opracowań i przyjętej definicji 1–10% wszystkich nowotworów. W rzeczywistości lepsze jest określenie „nowotwory występujące rodzinnie”, czynnikiem dziedziczonym nie jest bowiem nowotwór, ale skłonność do zachorowania na niego.
    Więcej

    Nowotwory określane mianem dziedzicznych stanowią w zależności od opracowań i przyjętej definicji 1–10% wszystkich nowotworów. W rzeczywistości lepsze jest określenie „nowotwory występujące rodzinnie”, czynnikiem dziedziczonym nie jest bowiem nowotwór, ale skłonność do zachorowania na niego.

    Możliwe przyczyny występowania tej grupy nowotworów to: dziedziczenie mutacji dotyczących genów supresorowych, onkogenów, genów kontrolujących naprawę uszkodzonego materiału genetycznego (DNA) albo przekazywanie z pokolenia na pokolenie zwiększonej predyspozycji do rozwoju nowotworów (wynikającej np. ze zwiększonej wrażliwości organizmu na działanie karcynogenów).

    Aby objaśnić niezbędne definicje, poniżej przybliżono niektóre pojęcia

    Geny supresorowe, zwane także antyonkogenami, kontrolują procesy wzrostu oraz podziału komórek i dzięki temu utrzymują prawidłową ich liczbę w ustroju poprzez supresję (hamowanie) proliferacji lub aktywację apoptozy (tj. procesu zaprogramowanej śmierci komórek). Uszkodzenie i utrata funkcji tego rodzaju genów powoduje niekontrolowane namnażanie się i przeżywanie komórek w różnych miejscach organizmu ponad prawidłowy poziom. Opisano już ponad 100 genów supresorowych, ale wydaje się, że najważniejsze są dwa z nich: TP53 i RB. Białka kodowane przez te dwa geny są uszkodzone w większości nowotworów występujących u ludzi.

    Onkogeny, czyli aktywowane protonkogeny, odpowiadają za regulację proliferacji i stopnia zróżnicowania komórek oraz przekazywanie sygnałów międzykomórkowych. Protonkogeny są prawidłowymi genami, które w wyniku uszkodzenia (mutacji) lub nadmiernej ekspresji stają się onkogenami i odpowiadają wówczas za niekontrolowane podziały oraz namnażanie się komórek. Protoonkogeny kodują białka o różnych funkcjach w komórce – czynniki wzrostu, receptory czynników wzrostu, białka przekaźnikowe (przekazują określony sygnał w obrębie komórek), czynniki transkrypcyjne i białka regulujące cykl komórkowy.

    Geny regulujące naprawę uszkodzonego DNA – w ciągu całego życia komórki człowieka są stale narażone na działanie różnych czynników pochodzenia zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego, które uszkadzają materiał genetyczny. Jest to zupełnie normalne i częste zjawisko. Dlatego w genomie człowieka istnieją geny naprawcze, których zadaniem jest szybka i sprawna naprawa DNA, zapobiegająca powstawaniu mutacji i przekazaniu ich komórkom potomnym. Opisano około 100 genów biorących udział w mechanizmach naprawy DNA. Oczywiście mutacje w obrębie tych genów mogą zwiększyć skłonność do rozwoju pewnych nowotworów.

    Mutacje dotyczące wszystkich trzech rodzajów wymienionych genów mogą w końcowym efekcie prowadzić do rozwoju nowotworu. Nowotwory rozwijają się najczęściej wskutek mutacji genu supresorowego; nowotwory związane z mutacją onkogenu występują rzadziej. W tabelach 1.–3. wymieniono najczęściej spotykane mutacje określonych genów i nowotwory rozwijające się w wyniku tych zmian genetycznych.

    Tabela 1. Uszkodzenie konkretnych genów supresorowych i związane z tym zespoły chorobowe oraz nowotwory
    gen wrodzone zespoły chorobowe i nowotwory
    RB siatkówczak płodowy (retinoblastoma), mięsak kościotwórczy (osteosarcoma)
    WT-1 guz Wilmsa (nephroblastoma)
    APC rodzinna polipowatość gruczolakowata jelita grubego, rak jelita grubego
    NF-1 nerwiakowłókniakowatość typu I i mięsaki (sarcoma)
    NF-2 nerwiakowłókniakowatość typu II, nerwiaki nerwu VIII (schwannoma) i oponiaki (meningioma)
    VHL zespół von Hippla i Lindaua
    TGFBR2 zespół niepolipowatego raka jelita grubego (zespół Lyncha II, HNPCC [hereditary non-poliposis colon cancer])
    PTC zespół Gorlina
    TP53 zespół Li i Fraumeniego

    Tabela 2. Niektóre protoonkogeny, funkcja kodowanych przez dany gen białek oraz nowotwory związane z mutacją tego genu
    protoonkogen funkcja kodowanego białka nowotwory
    EGFR (ERB-B1) receptor dla czynnika wzrostu naskórka (EGF) płaskonabłonkowy rak płuca, glejak wielopostaciowy
    ERB-B2 (HER-2/NEU) receptor dla czynnika wzrostu naskórka (EGF) rak piersi i rak jajnika
    KIT receptor dla czynnika komórek macierzystych GIST (gastrointestinal stromal tumor), mięsak Ewinga
    RET receptor dla czynników neurotropowych zespół mnogiej gruczolakowatości wewnątrzwydzielniczej (zespół MEN – multiple endocrine neoplasia) IIA i IIB, rodzinny rak rdzeniasty tarczycy
    ABL kinaza tyrozynowa przewlekła białaczka szpikowa (CML)
    K-RAS białko błonowe o funkcji GTPazy rak jelita grubego
    L-MYC czynnik transkrypcyjny rak drobnokomórkowy płuc

    Tabela 3. Geny regulujące naprawę DNA oraz zespoły i nowotwory związane z ich mutacjami
    gen zespoły i nowotwory wrodzone
    ATM (ataxia-teleangiectasia mutated) zespół ataksja-teleangiektazja
    BRCA-1 rak piersi i rak jajnika
    BRCA-2 rak piersi, rak jajnika, rak trzustki, rak pęcherza moczowego
    geny XP skóra pergaminowata barwnikowa (xeroderma pigmentosum), rak skóry i czerniak skóry
    geny naprawcze typu mismatch repair genes (hMSH2, hMLH1, hPMS1, hPMS2) rak jelita grubego niezwiązany z polipowatością (zespół Lyncha, HNPCC)

    Hipoteza Knudsona, dotycząca mechanizmów powstawania nowotworów u ludzi, została sformułowana w latach 70. XX w i odnosiła się bezpośrednio do rozwoju siatkówczaka. Stwierdzono, że do wystąpienia tego nowotworu niezbędne są dwa uszkodzenia DNA (czyli dwie mutacje). W przypadku postaci wrodzonej siatkówczaka pierwszą mutację dziecko dziedziczy od jednego z rodziców, natomiast druga mutacja występuje w okresie dzieciństwa.

    Siatkówczak płodowy (retinoblastoma). W przypadku dziedzicznych nowotworów tego typu w każdej komórce organizmu brakuje jednego allelu genu RB – jest to zmiana dziedziczona w sposób autosomalny dominujący. Wystąpienie mutacji w drugim (prawidłowym) allelu prowadzi do rozwoju nowotworu. Siatkówczaki wrodzone są złośliwymi nowotworami gałki ocznej, które pojawiają się w młodszym wieku niż postacie sporadyczne takich nowotworów (niezwiązane z dziedziczeniem mutacji), wykazują tendencję do wieloogniskowego i obustronnego występowania oraz występują u więcej niż jednej osoby w rodzinie.

    Guz Wilmsa (nephroblastoma). Gen WT-1 koduje czynnik transkrypcyjny WT-1 (białko), który z kolei aktywuje geny odpowiedzialne za prawidłowy rozwój i różnicowanie się nerek oraz gonad (jąder i jajników). Guz Wilmsa rozwija się oczywiście w przypadku inaktywacji obu kopii (alelli) genu WT-1. Jest to najczęstszy pierwotny złośliwy nowotwór nerki występujący u dzieci, zwykle między 2. a 5. rokiem życia (jednak przypadki rodzinnie rozwijającego się guza to jedynie ok. 5% tych nowotworów). Rodzinnie uwarunkowane guzy są zwykle obustronne i pojawiają się w młodszym wieku.

    Rodzinna polipowatość gruczolakowata jelita grubego (familial adenomatous polyposis – FAP). Białko kodowane przez gen APC hamuje funkcję innego białka w komórce – beta-kateniny, która aktywuje proliferację komórek. W rodzinnej polipowatości dochodzi do dziedziczenia jednego zmutowanego allelu genu APC, a w momencie utraty drugiej kopii genu pojawiają się mnogie gruczolaki jelita grubego (potocznie nazywane polipami). Zwykle ma to miejsce już przed 20. rokiem życia. Kolejne mutacje (inne niż pierwsza, dziedziczona po rodzicach) powodują rozwój raka gruczołowego w niektórych polipach. Ze względu na niemal pewność, że z biegiem lat u chorego z mutacją genu AFP dojdzie do wystąpienia raka jelita grubego, chorym tym proponuje się prewencyjne wycięcie całego jelita grubego w młodym wieku (ok. 20. rż.).

    Nerwiakowłókniakowatość (neurofibromatoza) typu I (choroba von Reclinghausena). Gen NF-1 koduje białko neurofibrominę, uszkodzenie tego genu powoduje więc produkcję uszkodzonego, nieaktywnego białka. Neurofibromina pełni w komórce ważną rolę regulacyjną – „pilnuje”, żeby inne białko nie powodowało namnażania się komórek. Brak neurofibrominy sprawia, że kontrolowane przez nią białko jest stale aktywne i stale pobudza komórkę do podziału. Chorzy na zespół nerwiakowłókniakowatości typu I jedną – zmutowaną – kopię genu dziedziczą, a wystąpienie mutacji w obrębie drugiej kopii genu prowadzi do całkowitej inaktywacji genu NF-1. Pojawiają się wówczas guzy zwane nerwiakowłókniakami, z których część może się przekształcić w nowotwór złośliwy (neurofibrosarcoma). Ryzyko zachorowania na inne nowotwory u chorych z nerwiakowłókniakowatością typu I jest 2–4 razy większe.

    Nerwiakowłókniakowatość (neurofibromatoza) typu II (choroba Bourneville’a). Gen NF-2 koduje białko merlinę, której funkcje w komórce nadal są przedmiotem badań. U chorych cierpiących na ten zespół stwierdza się zwiększone ryzyko rozwoju nerwiaków VIII nerwu czaszkowego (schwannoma), a także mnogich oponiaków (meningioma) i glejaków (zwłaszcza wyściółczaków [ependymoma] rdzenia kręgowego).

    Zespół von Hippla i Lindaua. Jest to zespół dziedziczony w sposób autosomalny dominujący; dziedziczona mutacja dotyczy genu VHL, kodującego białko pVHL, związanego z regulacją procesów zachodzących podczas transkrypcji i po niej. Brak prawidłowego białka pVHL prowadzi do szeregu zmian w przemianach innych białek komórkowych, m.in. do zwiększenia stężenia białka (HIF-1), powodującego zwiększenie ekspresji czynnika wzrostu śródbłonka naczyń (VEGF). U chorych na ten zespół występują charakterystyczne nowotwory – heamangioblastoma móżdżku, guz chromochłonny nadnerczy (pheochromocytoma), rak jasnokomórkowy nerki oraz liczne torbiele nerek, wątroby i trzustki.

    Zespół Gorlina. Jest to zespół chorobowy związany z mutacją w obrębie genu PTC (PATCHED), kodującego białko błony komórkowej – receptor dla czynników wzrostu z rodziny białek hedgehog. Mutacje dotyczące tego genu powodują rozwój bardzo licznych raków podstawnokomórkowych skóry (carcinoma basocellulare). Raki tego typu pojawiają się już u dzieci oraz osób młodych – objaw ten jest jednym z elementów zespołu newoidalnego Gorlina (oprócz zmian występujących w układzie kostnym, nerwowym, w obrębie narządu wzroku i narządów płciowych). Ostatnio wykazano, że w wyniku mutacji dotyczącej genu PATCHED i aktywacji szlaku komórkowego hedgehog rozwija się także nowotwór złośliwy występujący w móżdżku u dzieci – rdzeniak zarodkowy (medulloblastoma).

    Zespół Li i Fraumeniego. Gen TP53 koduje białko p53, zwane czasem „strażnikiem genomu”. Białko p53 nie pozwala, aby w cykl komórkowy (czyli następującą po sobie sekwencję zdarzeń prowadzących do podziału komórki) weszły komórki z uszkodzonym materiałem genetycznym. Mutacje dotyczące tego genu są najczęściej stwierdzanymi mutacjami w komórkach nowotworowych człowieka (występują w ponad połowie nowotworów).

    W zespole Li i Fraumeniego mutacja jednego allelu genu TP53 występuje w każdej komórce organizmu, a więc pojawienie się mutacji w obrębie drugiego allelu tego genu prowadzi do rozwoju nowotworów. Choroba jest dziedziczona autosomalnie dominująco. U osób z tym zespołem stwierdza się różne nowotwory – przede wszystkim mięsaki (nowotwory tkanek miękkich), raki piersi, nowotwory OUN i białaczki. U takich chorych ryzyko wystąpienia nowotworów złośliwych przed 50. rokiem życia jest 25 razy większe niż w populacji ogólnej.

    Zespół niepolipowatego raka jelita grubego (zespół Lyncha, HNPCC – hereditary non-polyposis colon cancer). Zespół ten jest związany z występowaniem mutacji w obrębie genów odpowiedzialnych za naprawę dwuniciowej cząsteczki kwasu dezoksyrybonukleinowego, polegającą na usuwaniu błędnie sparowanych zasad w łańcuchu DNA. Brak tego systemu naprawczego prowadzi do gromadzenia się mutacji w materiale genetycznym i w efekcie do rozwoju nowotworów. W przypadku opisywanego zespołu stwierdza się rodzinne występowanie raków jelita grubego. Członkowie rodzin obciążonych tym zespołem wymagają szczególnego nadzoru.

    Rodzinny rak piersi. Geny BRCA-1 i BRCA-2 kodują białka biorące udział w naprawie uszkodzonego DNA. Brak aktywności wymienionych genów prowadzi do zaburzeń w naprawie materiału genetycznego, gromadzenia się błędów i zwiększonego ryzyka rozwoju nowotworów. W przypadku BRCA-1 dochodzi do rozwoju raka piersi lub raka jajnika. Rak piersi u kobiet, które są nosicielkami mutacji w BRCA-1, pojawia się wcześniej niż w populacji ogólnej i może występować obustronnie. Dziedziczne mutacje w genie BRCA-2 zwiększają ryzyko rozwoju m.in. raka piersi, jajnika i trzustki. Ryzyko wystąpienia raka piersi w ciągu całego życia u kobiet-nosicielek mutacji w genach BRCA jest podobne.

    Zespoły mnogiej gruczolakowatości wewnątrzwydzielniczej IIA i IIB (zespoły MEN IIA i IIB). W zespołach tych dochodzi do mutacji w obrębie protoonkogenu RET i w rezultacie rozwija się m.in. rak tarczycy, określany mianem rdzeniastego (specjalna postać histologiczna raka tarczycy). U chorych na zespół MEN IIB ta postać nowotworu tarczycy pojawia się wcześniej i ma bardziej agresywny przebieg. W obu wymienionych zespołach chorym proponuje się działanie profilaktyczne w postaci operacyjnego usunięcia tarczycy, zanim rozwinie się w niej rak (w zależności od typu mutacji operację tę przeprowadza się nawet w 1. rż. dziecka).

    Zespół ataksja-teleangiektazja. Związany jest z mutacjami w genie ATM, który koduje białko rozpoznające uszkodzenia dwuniciowego DNA zachodzące pod wpływem promieniowania jonizującego. U chorych stwierdza się nadwrażliwość na działanie promieniowania jonizującego, zaburzenia dotyczące limfocytów i predyspozycję do rozwoju nowotworów układu odpornościowego oraz utraty komórek zwojowych móżdżku. Skóra pergaminowata barwnikowa (xeroderma pigmentosum). Zespół ten związany jest z mutacjami w obrębie kilku genów naprawczych, określanych wspólną nazwą genów XP. Białka kodowane przez wymienione geny rozpoznają uszkodzenia DNA (powodowane m.in. przez promieniowanie ultrafioletowe) i biorą udział w ich naprawie. Zespół jest dziedziczony w sposób autosomalny recesywny – osoby cierpiące na tę chorobę dziedziczą mutację w jednym z wymienionych genów i w rezultacie cechują się nadwrażliwością na działanie promieniowania UV, co znacznie zwiększa ryzyko (ok. 2000 razy) wystąpienia u nich nowotworów skóry (raków i czerniaka).

  • Sam, sami
    Kiedy z bratem tłumaczyliśmy ojcu, w czym tkwi istota leczenia, nie chciał wnikać. Wolał byśmy decyzję – czy ryzykować przyjęcie chemii – podjęli za niego. Nigdy wcześniej na to nie pozwalał – ten krowoderski zuch w chorobie okazał się bezradny, pogubiony, nie wiedział, co począć.
    Więcej

    Kiedy z bratem tłumaczyliśmy ojcu, w czym tkwi istota leczenia, nie chciał wnikać. Wolał byśmy decyzję – czy ryzykować przyjęcie chemii – podjęli za niego. Nigdy wcześniej na to nie pozwalał – ten krowoderski zuch w chorobie okazał się bezradny, pogubiony, nie wiedział, co począć.

    A do czego ty, jesteś potrzebna? – obruszył się, kiedy zaproponowałam, że pójdę z nim do onkologa. – No, ten, posłucham, co mówi, zanotuję. – Czy ja zwariowałem, że nie mogę zrobić tego sam?

    Z wizyty nie zapamiętał nic. Dopytywałam – Jakie zaproponowano ci leczenie? Co będzie dla ciebie, tato, najlepsze? – Wspominał o chemii zaczynającej się na „a”, nie, nie, nie na „u”. A może na „e”? Okazało się, że najlepsza byłaby na „y”, ale w końcu dostał tę na „f”.

    W silnym stresie człowiek wchodzi w inny stan świadomości. Tzn. słyszy to, co chce albo nic. Myśl goni myśl: złośliwy czy łagodny? Może uda się bez chemii? Ile mi zostało? Zdarza się, że chory dowiadując się o diagnozie, nie jest w stanie w nią uwierzyć. Bęcwał jeden pomylił się, pójdę do kogoś innego – broni się przed prawdą. Mówi się, że bliscy mają towarzyszyć osobie, która zmaga się z chorobą. Wspierać, odprowadzać, karmić, rozmawiać, załatwiać. Mają. Tylko że nie każdy chory tego potrzebuje.

    Wsiadał rano w auto i sam jechał z Krakowa do Gliwic wziąć chemię. Wracał po południu. Pokazywał, że nic mu nie dolega – sobie i nam. Chciał usłyszeć: będzie dobrze, wyzdrowiejesz. Słyszał: zdobędziemy nowy lek, jest nadzieja. Zaprojektował swoje życie na 10 lat do przodu. Wierzył, że zwalczy czerniaka i jeszcze na niejednym meczu Cracovii zasiądzie na trybunie jako kibic. Bardzo chciałam ten czas dla niego wyprolongować, ścigałam się z losem i negocjowałam z NFZ refundację Yervoy. Kiedy z bratem tłumaczyliśmy ojcu, w czym tkwi istota leczenia (aktywizacja układu immunologicznego), nie chciał wnikać. Machał ręką, wolał byśmy decyzję – czy ryzykować przyjęcie chemii – podjęli za niego. Nigdy wcześniej na to nie pozwalał – ten krowoderski zuch, za PRL-u więzień sumienia, odkąd pamiętam, manifestujący suwerenność myśli – w chorobie okazał się bezradny, pogubiony, nie wiedział, co począć.

    Pamiętam jak dziś: upalny koniec lipca 2011 roku. Tata z mamą na wakacjach w Bieszczadach, ja odbieram wynik jego badania tomograficznego. Płaski obraz USG pokazywał miesiąc wcześniej dwumilimetrową zmianę, teraz czytam, że guz ma wielkość 7 na 10 cm. Dopiero za tydzień ojciec ma wrócić do Krakowa. Przez siedem dni biję się z myślami. Ukryć wynik? Nie wolno, bez sensu, to jego zdrowie, życie. Powiedzieć? A jak się załamie? Topiłam się w morzu smutku. Nie chciałam, żeby cierpiał, choć wiedziałam, że w tej sprawie mocy sprawczej nie mam. Kombinowałam, kluczyłam, przez telefon mówiłam, że coś tam wiem, ale nie do końca. On wiedział, że ja wiem, ale wolał wszystkiego jeszcze nie wiedzieć – miał w końcu wakacje. Kiedy już stanął w drzwiach mojego mieszkania, spojrzał na mnie tym jednym niebieskim okiem. Niedobrze, co? – rzucił. Mogłoby być lepiej, ale zadziałamy, tato. Przeczytać ci? – zaproponowałam. W odpowiedzi wziął kartkę, w skupieniu analizował bezlitosny opis stanu jego wątroby. Słyszałam jego oddech i walenie mojego serca. W tym momencie był najbardziej samotnym człowiekiem na świecie. Chciałam go objąć, ale czuły gest by odtrącił, współczucia nie chciał. Wolał działanie – motywował go konkret. Pokazałam napisany do NFZ kolejny wniosek odwoławczy o umożliwienie leczenia. Właśnie idę złożyć go na dziennik podawczy – zakomunikowałam. Dziękuję, Kasiu. I dodał – A po wizycie u lekarza, to ja sobie pójdę na mecz.

    « Poprzedni

    Następny »

  • Czy leczenie przeciwnowotworowe może spowodować bezpłodność? W jaki sposób można uniknąć bezpłodności?
    Leczenie przeciwnowotworowe może utrudnić lub nawet uniemożliwić posiadanie potomstwa, zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn.
    Więcej

    Leczenie przeciwnowotworowe może utrudnić lub nawet uniemożliwić posiadanie potomstwa, zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn.

    Trwała niepłodność

    Przyczyną trwałej niepłodności jest przebycie operacji z powodu nowotworu złośliwego, której następstwem jest trwała utrata czynności układu rozrodczego (czyli np. wycięcie macicy z jajnikami z powodu raka trzonu macicy lub obustronne usunięcie jąder z powodu obustronnego raka jąder). Mężczyźni, u których konieczne jest obustronne usunięcie jąder (operację usunięcia jądra nazywa się orchiektomią), mogą zdeponować nasienie w banku nasienia, aby w odpowiednim czasie wykorzystać je do sztucznej inseminacji (tj. wprowadzenia nasienia do jamy macicy) lub w innych metodach wspomaganego rozrodu. W przypadku kobiet istnieją techniczne możliwości mrożenia komórek jajowych (zapłodnionych i niezapłodnionych) oraz przeprowadzenia procedury sztucznego zapłodnienia w całości poza jej organizmem (in vitro, czyli w warunkach laboratorium). Jeśli zamrożenie komórek jajowych lub nasienia nastąpiło przed rozpoczęciem leczenia, procedurę wspomaganego rozrodu można rozpocząć po upływie odpowiedniego czasu od zakończenia leczenia nowotworu. W przypadku konieczności poddania się operacji, która uniemożliwi posiadanie potomstwa w przyszłości, warto wcześniej poprosić o konsultację ginekologa zajmującego się rozrodczością.

    Czasem leczenie przeciwnowotworowe wymaga wyłączenia aktywności hormonalnej układu rozrodczego – dobrym przykładem jest zablokowanie czynności jajników stosowane u niektórych chorych na raka piersi. W większości przypadków rak piersi to nowotwór złośliwy podlegający działaniu hormonów (estrogenów), pod wpływem których ulega on rozwojowi. Dlatego czasem pożądane jest wyeliminowanie działania hormonów, aby w ten sposób spowolnić lub zatrzymać rozwój choroby. O jednej metodzie już wspominano – polega ona na operacyjnym wycięciu obu jajników („kastracja chirurgiczna”), aby w ten sposób znacząco zmniejszyć stężenie estrogenów. Jajniki można także zniszczyć, nie uciekając się do operacji – stosuje się w tym celu radioterapię (odpowiednia duża dawka promieniowania trwale zniszczy jajnik – „kastracja radiologiczna”). Obie te metody prowadzą jednak do nieodwracalnego uszkodzenia czynności jajników i trwałej niepłodności. Po takich zabiegach nie ma żadnej możliwości przywrócenia naturalnej płodności, dostępne są jednak metody rozrodu wspomaganego.

    Niepłodność odwracalna

    Obecnie aktywność hormonalną jajnika można zablokować czasowo za pomocą odpowiednich leków, tzw. analogów gonadoliberyn. Są to leki, które na pewien czas (1–6 miesięcy, w zależności od zastosowanej postaci) blokują uwalnianie hormonów regulujących cykl miesięczny; zajście w ciążę w okresie ich stosowania jest niemal niemożliwe. Po ustaniu ich działania powraca naturalny cykl miesięczny, a zajście w ciążę ponownie staje się możliwe.

    Trzeba jednak pamiętać, że samo leczenie przeciwnowotworowe może się stać przyczyną niepłodności w następstwie niezamierzonych działań niepożądanych. Radioterapia obejmująca narządy miednicy może być przyczyną niezamierzonej „kastracji radiologicznej”. Także leczenie systemowe z użyciem cytostatyków (powszechnie, choć niezupełnie precyzyjnie, określane terminem chemioterapii) może doprowadzić do zmniejszenia płodności. Stopień zmniejszenia płodności zależy przede wszystkim od stosowanych leków i ich dawek. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że stosowanie niektórych leków (np. cyklofosfamidu, busulfanu, melfalanu, chlorambucylu, dakarbazyny, prokarbazyny, ifosfamidu, tiotepy, mechloretaminy) wiąże się z trwałym ustaniem miesiączkowania u co najmniej 80% kobiet, które w chwili rozpoczęcia leczenia miesiączkowały. Z kolei w przypadku stosowania innych leków (np. metotreksatu, bleomycyny, fluorouracylu, aktynomycyny D, merkaptopuryny, winkrystyny) ryzyko trwałego ustania miesiączek po leczeniu wynosi mniej niż 20%. W przypadku innych cytostatyków ryzyko trwałego ustania miesiączek mieści się w szerokim zakresie 20–80% i zależy głównie od wieku (im młodsza kobieta, tym większe prawdopodobieństwo powrotu czynności hormonalnej jajników) oraz zastosowanych dawek leków. Zdaniem ekspertów cytostatyki powodują „zahamowanie dojrzewania i zmniejszenie liczby pęcherzyków pierwotnych w jajnikach oraz plemników w jądrach”.

    Ogółem, uwzględniając fakt, że większość kobiet poddawanych chemioterapii znajduje się w okresie okołomenopauzalnym, do powrotu miesiączkowania po chemioterapii dochodzi u mniej więcej co trzeciej chorej poddawanej leczeniu; w tym miejscu ponownie trzeba podkreślić, że u kobiet młodszych odsetek ten jest znacznie większy.

    Aktywność płciowa

    Eksperci podkreślają, że przebycie chemioterapii nie wpływa na zdolność od utrzymywania aktywności płciowej i odczuwania przyjemności ze współżycia. Jednakże radioterapia i chirurgia, jako metody skutkujące fizycznym zniszczeniem tkanek, mogą niekorzystnie wpłynąć na oba wymienione aspekty. Na przykład konsekwencją radioterapii stosowanej w leczeniu raka gruczołu krokowego może być niezdolność do uzyskania wzwodu (erekcji). Ten sam skutek może mieć operacja wycięcia stercza (czyli tzw. prostatektomia). Z kolei następstwem wycięcia odbytnicy u mężczyzn (zwłaszcza w przypadku nowotworów położonych blisko odbytu) może być brak zdolności do uzyskania wzwodu (erekcji) i zaburzenia ejakulacji (wytrysku), a u kobiet – dyspareunia (bolesność podczas stosunku płciowego) i suchość pochwy. Wymienione powikłania występują z różną częstością i nie u wszystkich chorych, są jednak istotne klinicznie, gdyż w znaczący sposób wpływają na pogorszenie jakości życia chorych po leczeniu. Nowoczesna technika radioterapii oraz stosowanie odpowiednich osłon, a także ustawiczne doskonalenie precyzji pracy chirurgów (w tym także wprowadzenie zabiegów z wykorzystaniem laparoskopii oraz robotów chirurgicznych), sprawiają, że ryzyko powikłań ulega systematycznemu zmniejszeniu, ale nadal pozostaje istotnym elementem procesu radykalnego leczenia niektórych nowotworów.

    Bezpieczeństwo w czasie ciąży i zdrowie dziecka

    Po przebyciu leczenia przeciwnowotworowego, o ile nie wiązało się ono z kastracją, wiele kobiet może zajść w naturalną ciążę i urodzić zdrowe dziecko, a mężczyzna może zostać ojcem zdrowego dziecka. Eksperci zalecają jednak, by unikać poczęcia potomstwa co najmniej przez 12 miesięcy po zakończeniu leczenia z powodu nowotworu złośliwego, stosując odpowiednią metodę antykoncepcji. W przypadku chorych na raka piersi, zważywszy na silną zależność tego nowotworu do stanu hormonalnego kobiety, planowanie ciąży kobieta powinna odłożyć na 2–3 lata po zakończeniu leczenia (w ciągu do 2 lat od zakończenia leczenia obserwuje się większość nawrotów raka).

    Nie ma żadnych wiarygodnych danych, które wskazywałyby na większe ryzyko wystąpienia wad wrodzonych u dzieci urodzonych przez kobiety, które wcześniej poddano leczeniu przeciwnowotworowemu. Nie zauważono także, by dzieci takich kobiet rozwijały się nieprawidłowo. Nie stwierdzono również u nich większego ryzyka zachorowania na nowotwór złośliwy niż u ich rówieśników.

    Podejmując decyzję o posiadaniu dziecka po leczeniu przeciwnowotworowym, kobieta powinna zgłosić się do swojego onkologa, by przeprowadzić wszystkie badania potwierdzające brak nawrotu raka, a następnie szczegółowo omówić tę sprawę z ginekologiem. Nie ma danych, które by bez wątpienia wskazywały na to, że ciąża po przebytym leczeniu przeciwnowotworowym, zwłaszcza po upływie 2–3 lat, pogarsza ogólne rokowanie.

    Objętość mleka wytwarzana tylko w jednej piersi (u kobiety, u której drugą pierś amputowano z powodu raka) jest zazwyczaj wystarczająca, aby zapewnić dziecku niezbędne substancje odżywcze. Po przebytej w przeszłości chemioterapii można karmić niemowlę piersią, nie ma w tej sprawie żadnych ograniczeń. Przebycie radioterapii, która objęła górną połowę klatki piersiowej, również nie stanowi przeciwwskazania do karmienia piersią, nie wolno natomiast karmić piersią w czasie otrzymywania chemioterapii. Zdaniem ekspertów przebyta chemioterapia i/lub radiaterapia nie powodują zmian w składzie mleka. Trzeba również podkreślić, że w trakcie laktacji można bezpiecznie wykonać ultrasonografię piersi, a po opróżnieniu piersi z mleka także mammografię.