28 marca 2015 roku
poczta
zaloguj się
 
Poczet Lekarzy
medycyna praktyczna dla pacjentów

Neurochirurg Zielona Góra

Parametry wyszukiwania:

 Wszyscy  A B C Ć Č D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W Y Z Ź Ż

Wyniki wyszukiwania

Poczet Lekarzy zawiera wyłącznie wizytówki stworzone przez lekarzy. Jesteś lekarzem i nie ma Cię w bazie: stwórz wizytówkę!

Przeczytaj też

  • Dolegliwości psychosomatyczne: Jak leczyć chorych na stres
    Według różnych metod można przyjąć, że 10-15 proc. zaburzeń ma pochodzenie psychosomatyczne. Medically Unexplained Symptoms, czyli objawy medycznie niewytłumaczalne. Pacjenci nie wierzą, że ich psychika ma tak olbrzymie oddziaływanie na ciało.
    Więcej

    Rozmowa z dr hab. Sławomirem Czachowskim, lekarzem rodzinnym, pediatrą

    Natalia Waloch-Matlakiewicz: Co to są schorzenia psychosomatyczne?

    Dr hab. Sławomir Czachowski: Dolegliwości, których pochodzenia nie można do końca wyjaśnić. W różnych krajach różnie się je klasyfikuje, według obowiązującego u nas systemu ICD10 są to zaburzenia oznaczone kodem F45. Najbardziej podoba mi się angielski termin MUS - Medically Unexplained Symptoms, czyli objawy medycznie niewytłumaczalne.

    Coś mnie boli, lekarz wysyła mnie na jedne, drugie, trzecie badania, w których nic nie wychodzi?

    - Tak. Lekarz nie znajduje przyczyn dolegliwości na podstawie badań krwi, rentgenowskich, USG, tomografii itd.

    Ilu pacjentów ma zaburzenia psychosomatyczne?

    - W ogólnej populacji według różnych metod można przyjąć, że 10-15 proc. zaburzeń ma pochodzenie psychosomatyczne.

    Jakie objawy najczęściej zgłaszają tacy pacjenci?

    - Pierwsza grupa to objawy ze strony przewodu pokarmowego. Na przykład zespół jelita nadwrażliwego - kolonoskopia nie ujawnia żadnych fizycznych zmian. Przewlekłe biegunki. Zespół napięcia przedmiesiączkowego, który rozumieją tylko kobiety. Zespół przewlekłego bólu w miednicy. Wykonywane jest badanie ginekologiczne, które niczego niepokojącego nie ujawnia. Druga grupa to objawy neurologiczne, np. fibromialgia, czyli bóle mięśni. W psychiatrii natomiast wyodrębnia się tzw. somatoformy, do których zaliczają się m.in. cierpnięcie kończyn, mrowienie palców, napady pseudopadaczkowe, bóle brzucha, zamglone widzenie, szumy i dzwonienie w uszach. Częstym schorzeniem psychosomatycznym jest zespół przewlekłego zmęczenia, czyli uczucie ciągłego wyczerpania.

    Każdego czasem bez widocznego powodu boli głowa czy brzuch. Czy są poważniejsze dolegliwości?

    - Miałem pacjentkę, która w wieku 14 lat doznała porażenia kończyn, po prostu przestała chodzić. Sam wiozłem ją do szpitala. Podejrzewano guz w kanale kręgowym, hospitalizowano ją dwa tygodnie, ale badania niczego nie ujawniły. Sytuacja powtórzyła się trzy razy. Po kilku latach, już jako dorosła osoba, w liście do mnie ujawniła, że po raz pierwszy straciła władzę w nogach zaraz po ujrzeniu swojej matki, alkoholiczki zresztą, w niedwuznacznej sytuacji z obcym mężczyzną. Przeżyła taki wstrząs, że nastąpiła konwersja zjawisk psychicznych na fizyczne.

    Nie wierzę.

    - Ha, to jest właśnie problem. Pacjenci sami nie wierzą, że ich psychika ma tak olbrzymie oddziaływanie na ciało. Większość stawia potężny opór, kiedy po serii badań, które nic nie wniosły do diagnozy sprawy, próbuję im powiedzieć, że ich dolegliwości są na tle psychicznym.

    Ta dziewczyna traciła władzę w nogach trzy razy. Za każdym razem przyłapywała matkę in flagranti?

    - Nie. Nawroty następowały na wspomnienie tamtej sytuacji i były słabsze. Po latach, kiedy przypominała sobie scenę z dzieciństwa, czuła tylko drętwienie nóg. Przez wiele lat miałem też pacjentkę z afonią, okresowo zupełnie traciła głos. Pochodziła z domu z dużą ilością przemocy. Są też przypadki ślepoty i głuchoty na tle psychicznym.

    Jak działa mechanizm konwersji? Dlaczego ciało w ten sposób reaguje na bodźce?

    - Nie ma wątpliwości, że istnieje korelacja między sferą psychiczną a fizyczną, ale nie jest to do końca wyjaśnione. Jednym z pierwszych, którzy ją zauważyli, był Zygmunt Freud. Wykrył m.in. związek między psychicznymi urazami a zdolnością osiągania orgazmu. W jego zamienionym w muzeum domu w Londynie można obejrzeć film pokazujący reakcję żołnierzy, którzy dostali bilety na pociąg jadący na front. Jesteśmy świadkami napadów pseudopadaczkowych, porażeń kończyn, wielu przyjęto do szpitala. Ta wymowna praca to przykłady wielkiej siły konwersji. Freud uważał, że problemy można rozwiązać, używając podobnego mechanizmu jak podczas badania neurologicznego (lekarz bierze młotek, puka w kolano, noga automatycznie odskakuje). Liczył, że jeśli człowiek wypowie na głos swoją traumę, lęk, to zaburzenie fizyczne minie.

    Co powoduje zwiększenie ryzyka schorzeń psychosomatycznych?

    - Przede wszystkim to rodzina, związki z najbliższymi. Bardzo trudna i problematyczna bywa relacja matka - córka. To są niebywale silne emocje, związki często na granicy uzależnienia. Kolejny obszar to sprawy majątkowe, bytowe.

    I wreszcie, nasze życie biologiczne ze szczególnym wskazaniem na prokreację. Kobiety, które chcą, a nie mogą mieć dzieci, które chcą, ale nie mogą znaleźć stałego partnera, są narażone na takie reakcje organizmu. Niemożność posiadania dzieci jest równie niszcząca dla mężczyzn, tylko u nich chodzi bardziej o brak zrealizowania atawistycznego celu, czyli możliwości powielenia swojego DNA. 85 proc. samobójców w Polsce to mężczyźni, a wśród nich olbrzymią grupę stanowią ci bez partnerek i bez dzieci. Z ręką na sercu przez 30 lat życia zawodowego nie spotkałem mężczyzny z poczuciem winy, że zrobił dziecko na boku.

    Co ze sferą zawodową?

    - Negatywną rolę mogą odegrać złe relacje, ale najgorsze dla psychiki, a w konsekwencji również dla zdrowia fizycznego jest zjawisko "magistra na zmywaku", czyli pracy poniżej kwalifikacji, szczególnie na emigracji. Ostatni obszar, który ma ogromne znaczenie, to podstawowe kwestie bytowe. Takie pozornie drobne, ale uporczywie wlekące się sprawy, których z jakichś przyczyn nie można rozwiązać, jak cieknące rury, brak światła czy ciepłej wody. Wszystko, co powoduje przedłużający się dyskomfort.

    Przychodzi kobieta z bólami głowy. Badania nic nie wyjaśniają. I co?

    - Zaczynają się problemy, bo pacjenci nie lubią wychodzić z gabinetu lekarskiego bez rozpoznania, a jednocześnie - o czym już wspomniałem - nie są skorzy przyjmować do wiadomości, że ich schorzenie jest na tle psychicznym, emocjonalnym.

    Woleliby usłyszeć, że są chorzy?

    - Wielu tak, bo choroba, paradoksalnie, pozwoliłaby im rozwiązać inne problemy. Proszę sobie wyobrazić mężczyznę, który skarży się żonie na bóle stawów, z ich powodu ciągle odmawia robienia w domu podstawowych porządków. Atmosfera staje się napięta, żona się denerwuje. W końcu mężczyzna idzie do lekarza, po czym wraca do domu i oznajmia, że w gabinecie usłyszał, że to przez stres. Większość żon stwierdzi, że w takim razie nic mu nie jest i każe wreszcie sprzątnąć piwnicę albo wziąć się do roboty i zacząć w końcu porządnie zarabiać. Jeśli natomiast ten człowiek wróciłby z konkretnym rozpoznaniem, z numerem choroby - to co innego.

    Ucieczka w chorobę.

    - W skrajnych przypadkach mamy do czynienia z zespołem Münchhausena, czyli wywoływaniem u siebie objawów po to, by wymusić hospitalizację, a nawet operację. To miewa tragiczny finał. Sam pamiętam kilka zgonów pacjentów, mężczyzn, którzy, można się domyślić, woleli zmagać się ze stresem - i ostatecznie zmarli z powodu wielu powikłań, głównie naczyniowych - niż rozstać się z toksyczną żoną, kochanką lub zerwać kontakty z matką.
    Najczęściej zabijały ich nadmierne wymagania: partnerki domagały się domów, samochodów i wakacji, a matki opieki i nieustannego zainteresowania. Mężczyźni na skraju wyczerpania często wolą złą diagnozę od żadnej, żeby mieć usprawiedliwienie dla żony ze swojej słabości, na którą nasza kultura po prostu nie przyzwala.

    Samce alfa nie miewają problemów psychosomatycznych?

    - Oczywiście, że miewają. Na ogół szukają niewłaściwych rozwiązań. Miałem pacjenta - prezesa dużej firmy. Wobec narastających kłopotów postanowił się wzmocnić i wpadł na pomysł, że pojedzie na kurs surwiwalowy organizowany na pustyni przez Legię Cudzoziemską. Coś takiego kosztuje kilka tysięcy dolarów, jest tam bezwzględna selekcja ludzi, bez litości dla słabeuszy, ale jak się przetrwa, dostaje się dyplom. Prezes pytał mnie, czy taka podróż to dobry pomysł. Spytałem go więc, czy jego zdaniem przebiegnięcie 100 km po pustyni z plecakiem wypełnionym kamieniami nauczy go lepiej rozmawiać z żoną i pracownikami czy też przy kolejnym konflikcie pokaże im dyplom na ścianie. Leczenie nie może polegać na uciekaniu przed chorobą.

    Jak więc pan leczy osoby, które według badań krwi, USG czy rezonansu są całkiem zdrowe?

    - Zna pani takie powiedzenia, które się serwuje zdenerwowanym ludziom, jak "policz do dziesięciu" albo "napij się wody"?

    Znam. Strasznie denerwujące.

    - Ale nie takie głupie.

    Mam liczyć do dziesięciu, kiedy stracę władzę w nogach z powodu mobbingu w pracy?

    - Ma pani zrobić cokolwiek, co zatrzyma pani uwagę i pozwoli zauważyć, co się z panią dzieje. Innymi słowy odpowiedzią na schorzenia psychosomatyczne jest praktyka uważności, szerzej znana jako mindfulness.

    To brzmi jak porada w duchu New Age.

    - Tak, bo wszystko, co jest związane z zen, z którego mindfulness się wywodzi, w ostatnim czasie się bardzo skomercjalizowało, a co za tym idzie straciło znaczenie. Ale są naukowe dowody na to, że mindfulness, czyli mówiąc w uproszczeniu, zachodnia wersja zen, potrafi działać leczniczo. Ze znajomym lekarzem z King's College London zbadaliśmy 140 osób i stwierdziliśmy ponad wszelką wątpliwość, że nie ma dowodu na to, aby któraś z wielkich terapii - psychoanaliza, terapia humanistyczna, systemowa lub behawioralno-poznawcza - działała lepiej niż terapia uważnością.

    W jaki więc sposób ona działa?

    - Chodzi o nauczenie się kontrolowania impulsów, jakie do nas napływają i oddziałują na naszą psychikę, a następnie na ciało.

    Czyli kiedy następnym razem pana pacjentkę zdenerwuje zaborcza, domagająca się uwagi matka, poradzi jej pan...

    -...żeby najpierw zauważyła - to słowo klucz: zauważyła - że na sam dźwięk telefonu od matki się zdenerwowała, a następnie, aby zauważyła, że potem nastąpiło napięcie szczęki, skrócony oddech i skurcz w brzuchu.

    I to wszystko?

    - To pierwszy etap: zauważam, co się ze mną dzieje, i przyjmuję to. Drugi krok to umiejętność zostawienia tego za sobą.

    To już wydaje się trudniejsze.

    - Owszem. Ale złych rzeczy, sprzeczki z matką, nieszczęśliwego dzieciństwa nie można rozpamiętywać. To prowadzi do ruminacji, czyli mówiąc po ludzku, przeżuwania złych myśli, co jest zabójcze dla psychiki i w konsekwencji dla ciała. Tu z pomocą przychodzą nam dystraktory uwagi, czyli rzeczy, działania, które ją odwracają od natrętnego rozmyślania.

    Najpierw zauważam, że na wspomnienie niemiłej rozmowy z szefem mam skręt kiszek, a potem włączam na cały regulator ulubioną piosenkę albo oglądam komedię? To działa?

    - Badania dowodzą, że to redukuje objawy psychosomatyczne dużo skuteczniej niż inne rodzaje terapii. W Holandii skuteczność tę uznano na tyle, że lekarzom finansuje się z publicznych pieniędzy 140-godzinne kursy mindfulness. Nauka nie wie, dlaczego tak się dzieje, ale pacjenci z niewyjaśnionymi objawami są bardzo podatni na sugestię. W Londynie działa finansowany przez państwo Royal London Hospital for Integrated Medicine, czyli szpital medycyny zintegrowanej. Wcześniej placówka nazywała się szpitalem homeopatycznym, choć z naukowego punktu widzenia tzw. leki homeopatyczne to żadne leki, tylko woda z różnorodnymi śladowymi substancjami, czyli placebo.

    Chce pan powiedzieć, że na schorzenia psychosomatyczne działa coś, co z medycznego punktu widzenia nie powinno działać?

    - Tak. Ten szpital udziela około 40 tys. porad rocznie. O 18 proc. spadła liczba wypisywanych recept na leki uspokajające, przeciwlękowe i przeciwdepresyjne. Nauka wciąż nie do końca wyjaśniła mechanizm efektu placebo.

    Siła sugestii?

    - Skuteczna siła. Podobnie działają na ludzi wierzących pielgrzymki do świętych miejsc.

    Co to w praktyce oznacza?

    - To oznacza, że lekarz powinien z pacjentem rozmawiać o sprawach niejasnych, próbować dojść do przyczyn objawów, a nie usuwać je za pomocą leków przeciwbólowych czy uspokajających. Badania pokazują, że zwykła uważna rozmowa lekarza z pacjentem trwająca dłużej niż 8 min redukuje objawy o 30 proc.

    Jak taka rozmowa wygląda?

    - Najpierw lekarz poznaje historię pacjenta, robi obszerny wywiad: z jakiej jest rodziny, jaka jest jego osobista sytuacja. Potem słucha szczegółowej opowieści o dolegliwościach, okolicznościach, w jakich występują itd. Następnie wyjaśnia choremu korelację między sferą psychiczną a fizyczną oraz próbuje zapoznać go z technikami uważności. Na tym etapie pacjent albo akceptuje takie postawienie sprawy, albo nie.

    Co jeśli nie akceptuje?

    - Często trzeba włączyć leki przeciwdepresyjne czy uspokajające.

    Nie lepiej wysłać do psychiatry?

    - Ci pacjenci nie powinni być wysyłani do psychiatry, o ile nie podejrzewa się klinicznej depresji czy groźnego schorzenia. Nie powinno się też zlecać niezliczonej ilości badań, bo oni sądzą, że podejrzewa się poważną chorobę. W obu przypadkach ich stan się pogarsza.

    Rozmowa z pacjentem - brzmi to dziecinnie prosto, ale pana wywód pokazuje, że to skomplikowane mechanizmy.

    - Sporo można wyjaśnić ewolucją. Zmiany w naszym mózgu zachodzą powoli, do tego trzeba dziesiątków, setek lat. A świat zmienia się bardzo szybko. Internet, SMS-y pozwalają się błyskawicznie komunikować i zdobywać informacje, samoloty pozwalają się przemieszczać. Tempo życia i wymagania nam stawiane są inne niż 100 lat temu. Nasze mózgi za tym nie nadążają. Chcemy, żeby nasz organizm działał jak pilot do telewizora: pstryk i włączam, pstryk - wyłączam. Pacjent przychodzi z zapaleniem gardła i chce antybiotyk, aby następnego dnia być zdrowym. A tak się nie da. Zapalenie musi potrwać kilka dni. Podobnie nie da się zneutralizować skutków stresu lub traumy.

    Prowadząc małą przychodnię, ma pan wpływ na liczbę pacjentów i może sobie pozwolić na rozmowę. W wielu poradniach to niemożliwe.

    - To jest problem polskiej służby zdrowia. Lekarz powinien mieć przynajmniej 15 min na rozmowę z pacjentem. W Holandii, która w mojej opinii ma najlepszą opiekę medyczną na świecie, system opiera się w zasadzie w całości na lekarzach rodzinnych. Mają pierwszy kontakt z pacjentem i decydują, czy trzeba kogoś posłać na badania do specjalistów.

    W Polsce pacjent na ogół uważa, że lekarz pierwszego kontaktu to cerber, który broni dostępu do specjalistycznych badań.

    - A w sprawnie działającym systemie lekarz rodzinny jest w stanie rozwiązać wiele problemów.

    Polecą na pana gromy, że chce pan zablokować chorym ludziom dostęp do specjalistyki.

    - Ale dane są nieubłagane. London School of Economics dokładnie co jakiś czas wszystko szacuje i wychodzi z tego, że koszty leczenia, badań, refundowanych leków oraz hospitalizacji pacjentów z objawami psychosomatycznymi to 6 do 10 mld funtów rocznie. Wielu wydatków można uniknąć, odpowiednio prowadząc pacjentów.

    Dla lekarza chory, któremu nie wiadomo, co dolega, to problem.

    - Wielu lekarzy negatywnie reaguje na takich pacjentów. Komunikacja z nimi często jest bardzo trudna, wyjaśnienie sprawy nieoczywiste. Nie potrafiąc sobie poradzić, odsyłają ich na badania do specjalistów. Ale problem nie znika.

    Skoro schorzenia psychosomatyczne to nie choroby, to może nie chcą się im poświęcać.

    - Ależ to są choroby, tylko o trudniejszym do wyjaśnienia pochodzeniu. A ich skutki bywają bardzo poważne. Taki niezdiagnozowany pacjent, który z jednej strony ma trudne objawy, bo np. męczą go bóle, a z drugiej, gnębi go przewlekły stres czy trauma, zaczyna mieć problemy w związku, izoluje się, zaczyna zaliczać porażki w życiu zawodowym i osobistym, może uciec w nałóg.

    Ciekawe jest to, jak na to, o czym rozmawiamy, reagują Polacy i cudzoziemcy. Skandynawowie przyjmują naturalnie to, co mówię im podczas wykładów. A w Polsce wyczuwam próbę trywializacji problemu przez studentów. Dla nich prawdziwa medycyna to konkret: zoperować, uciąć nogę. Kwestie, o których mówię, traktują jako niejasne. I niewielu z nich chce być lekarzami rodzinnymi.

    O lekarzach rodzinnych nie robi się seriali. To mało efektowna działka medycyny.

    - Dla mnie to naukowa pasja: znaleźć przyczynę konwersji, wyjaśnić, w jaki sposób psychika odbija się na ciele. W Interdyscyplinarnym Centrum Nowoczesnych Technologii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu zaczęliśmy program badań nad mózgiem, w którym zajmujemy się m.in. tymi mechanizmami. Zebraliśmy opowieści pacjentów, ale będziemy ich nagrywać, aby zanalizować ich sposób mówienia, mimikę. Może zbadamy ruchy gałek ocznych, tor oddechowy. To mogą być wskazówki. W przyszłości może nawet będziemy robić skany mózgu.

    Ale bywa, że bardzo znerwicowany pacjent naprawdę jest ciężko chory i nie ma to nic wspólnego z nieszczęśliwym dzieciństwem czy stresującą pracą.

    - Oczywiście. Psychosomatyczne objawy, które wymieniłem na początku, mogą być symptomami nowotworów, stwardnienia rozsianego, anemii, reumatoidalnego zapalenia stawów itd. Ale lekarz rodzinny powinien potrafić rozróżnić chorobę czysto fizyczną od schorzenia psychosomatycznego. Za to właśnie się mu płaci - żeby wziął odpowiedzialność za trafną diagnozę.

  • Przyczyny nadmiernej senności
    Nie potrafię obudzić się na budzik. Śpię ok. 11 h, wstając ok. 13, a kładąc się między 24 a 2. Proszę o pomoc i wskazówki, czym może być to spowodowane i gdzie mogłabym z tym ewentualnie pójść.
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    Od kilku tygodni mam problem ze wstawaniem. Nie potrafię obudzić się na budzik. Śpię ok. 11 h, wstając ok. 13, a kładąc się między 24 a 2. Jeżeli mam np. na 7:30, to wolę się nie położyć, bo wiem, że po prostu nie wstanę. Nie radzę sobie z tym. Ponieważ niezależnie od tego jak ważne jest wyjście gdzieś rano, ja i tak nie wstanę. Proszę o pomoc i wskazówki, czym może być to spowodowane i gdzie mogłabym z tym ewentualnie pójść.

    Odpowiedziała

    lek. med. Katarzyna Jamruszkiewicz
    specjalista medycyny rodzinnej
    Poradnia Lekarza POZ
    Szpital Specjalistyczny im. Rydygiera w Krakowie

    Nadmierna senność, jeśli jest przejściowa może być zjawiskiem fizjologicznym. Wówczas nie towarzyszą jej inne objawy. Gdy jest wywołana chorobą, występują również inne, niepokojące objawy. Nadmierna senność może być spowodowana między innymi:

    • chorobami serca (np. niewydolność serca)
    • chorobami płuc (np. gruźlica, obturacyjny bezdech senny)
    • chorobami endokrynologicznymi (np. niedoczynność tarczycy)
    • zaburzeniami metabolicznymi (np. cukrzyca)
    • zaburzeniami wodno-elektrolitowymi
    • chorobami nerek
    • chorobami wątroby
    • chorobami infekcyjnymi
    • chorobami alergicznymi
    • użyciem niektórych leków
    • chorobami psychicznymi (np. depresja).

    Proponuję konsultację u lekarza pierwszego kontaktu. Po zebraniu wywiadu oraz badaniu lekarskim będzie można zdecydować czy jest powód do niepokoju i w razie konieczności wykonać dodatkowe badania, które pomogą rozpoznać lub wykluczyć przyczynę nadmiernej senności. Z badań laboratoryjnych, w pierwszej kolejności należy ocenić morfologię, CRP, glikemię, THS, parametry wątrobowe i nerkowe oraz elektrolity. Dalsze postępowanie (obserwacja, dalsze konsultacje i badania, leczenie) będzie zależało od ewentualnych nieprawidłowości w badanu fizykalnym i od wyników badań dodatkowych.

  • Czy schizofrenia może przybrać objawy choroby afektywnej dwubiegunowej?
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    Czy schizofrenia może w pewnym momencie przybrać objawy choroby afektywnej dwubiegunowej? Mam stwierdzoną ChAD, natomiast od dziecka borykam się z takimi objawami, jak halucynacje czy głosy.

    Odpowiedziała

    dr n. med. Joanna Borowiecka-Karpiuk
    specjalista psychiatra
    Centrum Dobrej Terapii

    Jak najbardziej istnieje taka możliwość, że jeśli w przeszłości zdiagnozowano u Pani schizofrenię, to po kilku latach obraz aktualnych objawów chorobowych może spełniać kryteria diagnostyczne choroby afektywnej dwubiegunowej. W obrazie choroby afektywnej dwubiegunowej mogą występować także objawy psychotyczne, na przykład halucynacje (w tym słuchowe - głosy) i urojenia charakterystyczne zarówno dla epizodu depresji, jak i epizodu manii.

    Do różnicowania diagnostycznego warto byłoby wziąć pod uwagę również tzw. zaburzenia schizoafektywne, czyli jednoczesne współwystępowanie objawów schizofrenii oraz objawów choroby afektywnej dwubiegunowej. Jednak dla pełnej diagnostyki istotny jest szereg dodatkowych informacji dotyczących między innymi dominujących obecnie objawów chorobowych, ich nasilenia, czasu ich trwania, nawrotowości, aktualnych możliwości i sposobów radzenia sobie z nimi, związku z różnymi wydarzeniami życiowymi i aktualną sytuacją życiową, aktualnych relacji z innymi ludźmi, cech osobowości, ewentualnie stosowanych używek, współwystępowania chorób somatycznych czy też chorób psychicznych występujących w najbliższej rodzinie. I przede wszystkim przydatne byłyby dane na temat rodzaju odpowiedzi na wdrożone leczenie.

    Dlatego, jeśli prowadzący Panią lekarz, który zna dotychczasową historię Pani chorowania w powyżej przytoczonych aspektach, zdiagnozował obecnie u Pani ChAD, to najprawdopodobniej obraz objawów tej jednostki chorobowej jest u Pani dominujący i decydujący o ustalonym rozpoznaniu.

  • Jak pomóc osobie, która nie wyraża zgody na leczenie psychiatryczne?
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    Witam. Mój 24-letni syn choruje na schizofrenię paranoidalną od 18. roku życia. Wiem, jak postępować, jak rozmawiać, wspierać albo przytakiwać, aby nie przyłożył. Problem się nasilił, gdy syn dostał rentę socjalną, przez tydzień wydaje 600 zł na alkohol, marihuanę i może amfetaminę, bo zauważyłam, że często wtedy chodzi do łazienki i pije dużo wody. Muszę coś z tym zrobić, bo się zmarnuje. Ubezwłasnowolnienie nie da nic, bo będzie agresja i szpital. Żadne rozmowy nie pomagają, twierdzi, że nie ma pieniędzy na nic, bo musi żyć, i jak nie dam papierosów, to też nie da mi się ruszyć. Pracuje na parterze, a mieszkamy na piętrze. Co robić? Na terapię się nie zgadza, lekarz prowadzący powiedział, że jeśli nawet wyślemy na siłę, to jak jej nie podejmie, wróci za tydzień. Jak mu pomóc?

    Odpowiedziała

    dr n. med. Joanna Borowiecka-Karpiuk
    specjalista psychiatra
    Centrum Dobrej Terapii

    Z opisanej w pytaniu sytuacji wynika, że Pani syn choruje na schizofrenię paranoidalną i jednocześnie pije alkohol, przyjmuje marihuanę i być może amfetaminę. Syn ma swojego lekarza prowadzącego, który proponował mu już dodatkowe formy terapii, ale Pani syn nie zgadza się na ich podjęcie. Jednak, aby odpowiedzieć na Pani pytanie, „jak mu pomóc?”, potrzeba szeregu dodatkowych informacji, między innymi, czy syn wyraża zgodę na leczenie farmakologiczne i zgłasza się na systematyczne wizyty kontrolne u swojego lekarza prowadzącego oraz czy regularnie przyjmuje leki w zaleconych dawkach. Istotna byłaby także wiedza, na ile syn w obecnej chwili ma nasilone objawy choroby, a przyjmowanie wspomnianych używek wynika z jego aktualnych objawów chorobowych, czy też jest na przykład w tzw. remisji funkcjonalnej schizofrenii, a przyjmowanie używek wynika z jego cech charakteru i osobowości, czy też może ze schizofrenią współistnieje u syna zespół uzależnienia od tych substancji. Ważne byłyby również informacje, na ile syn spełnia kryteria do wspomnianego przez Panią ubezwłasnowolnienia i co to pełniej znaczy, że Pani syn „pracuje na parterze”.

    Odpowiedzi na te pytania dają możliwości skorzystania z różnych sposobów profesjonalnego postępowania i leczenia. Niemniej jednak jeśli Pani syn, z pewnymi wyjątkami, nie wyrazi zgody na proponowane formy leczenia, nie ma możliwości leczenia go bez jego zgody. Wspomnianym wyjątkiem jest tutaj między innymi podana w pytaniu informacja, że Pani syn okresowo jest agresywny czynnie w stosunku do osób drugich. Jeśli agresja ta wynika z aktualnych objawów schizofrenii, syn może być kompleksowo leczony psychiatrycznie w ramach hospitalizacji psychiatrycznej bez swojej zgody. Niemniej jednak wspomina Pani, że sama unika sytuacji, które mogłyby taką agresję syna spowodować. Dlatego do rozważenia byłyby w tej sytuacji możliwie częstsze wizyty kontrolne u lekarza prowadzącego, jeśli syn do tej pory wyraża na nie zgodę. Czasami pacjenci, którzy nawet przez długi czas nie wyrażają zgody na proponowane przez lekarza dodatkowe do farmakoterapii zajęcia terapeutyczne, w trakcie którejś kolejnej wizyty zaczynają rozmowę na ten temat, dopytują i podejmują decyzję o skorzystaniu z tej formy leczenia.

    W opisywanej sytuacji warto też rozważyć kontakt z Zespołem Leczenia Środowiskowego (ZLŚ) właściwego dla miejsca zamieszkania, w ramach którego, jeśli syn zostanie zakwalifikowany do tej formy leczenia i wyrazi na nie zgodę, możliwe będą (refundowane przez NFZ) wizyty domowe lekarza psychiatry i ewentualnie psychologa czy terapeuty środowiskowego. W ramach takich wizyt możliwa jest także terapia rodzin (osoby chorującej i opiekującej się nią rodziny), umożliwiająca między innymi rozeznanie i poprawę sposobów wzajemnego komunikowania się w rodzinie, wyznaczanie zadań i obowiązków poszczególnych osób w rodzinie, czy na przykład współodpowiedzialność za budżet rodzinny.

    Jeśli jednak syn i na takie formy leczenia nie wyrazi zgody, do rozważenia jest podjęcie przez samą Panią uczestnictwa w grupie psychoedukacyjnej czy grupie wsparcia dla rodzin (np. rodziców, małżonków) osób chorujących na schizofrenię. W trakcie tych spotkań uzyska Pani pełną informację na temat choroby Pani syna, informację, jak w podobnych sytuacjach postępują inni rodzice, oraz wsparcie i informacje dotyczące możliwości codziennego postępowania i stopniowej zmiany w opisywanej przez Panią sytuacji.

  • Jak żyć z osobą z nerwicę lękową, depresją i zaburzeniami osobowości?
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    Mam 18 lat i od około 3 lat jestem z pewną dziewczyną, którą bardzo kocham. Ma zdiagnozowaną nerwicę lękową i depresję i w związku z tym leczy się, uczęszczając na terapię do poradni. Podejrzewam, że ma niezdiagnozowane zaburzenie osobowości (borderline). Od jakiegoś czasu czytam artykuły na podobnych forach, dzięki którym znalazłem wyjaśnienie jej nieznośnych zachowań. Jestem już bardzo zmęczony takimi zachowaniami, jak branie do siebie nawet najbardziej nieistotnych głupot, obarczanie winą za całe zło, którego doświadcza, szantażowanie swoją śmiercią w przypadku, kiedy nie chcę lub nie mogę poświęcić jej czasu w danej chwili, zarzucanie egoizmu, ograniczanie moich kontaktów z innymi ludźmi, kłamaniem, byle tylko zmusić mnie do przyjścia, kiedy mam jej skrajnie dość. Jakiś czas temu dostała szału, gdy chciałem wyjść z jej mieszkania, żeby uniknąć kolejnej kłótni, zasłaniała drzwi sobą i krzyczała, że jeśli wyjdę to się zabije... Nie potrafię tego dłużej znieść, jej rodzice i znajomi oskarżają mnie o jej stan i zachowania, a ona sama twierdzi, że jest zawsze niewinna i próbuje mi wmawiać, że to ja mam z sobą problem i jestem egoistą. Po dzisiejszej rozmowie, która dotyczyła moich podejrzeń, powiedziała, że znajdzie psychoterapeutę. Co mogę zrobić, jak mogę jej pomóc, nauczyć się kontrolować swoje reakcje? Jak mam się zachowywać w stosunku do niej, kiedy mnie rani? Odejść nie pozwoli, a ranić nie przestanie. Co robić, kiedy dostaje szału? Kocham tego człowieka, ale już dłużej nie potrafię, proszę o radę, jak żyć z takim człowiekiem?

    Odpowiedziała

    dr n. med. Joanna Borowiecka-Karpiuk
    specjalista psychiatra
    Centrum Dobrej Terapii

    W pytaniu podaje Pan informacje, że bliska osoba, której zachowania Pan opisuje, z jednej strony „uczęszcza na terapię do poradni”, a z drugiej - jest w trakcie podejmowania decyzji o rozpoczęciu psychoterapii. Trudno z tego wnioskować, czy dana osoba już jest w procesie psychoterapeutycznym, czy na przykład w terapii/leczeniu farmakologicznym. Jednak niezależnie od tego, wydaje się, że przy tak opisywanych przez Pana zachowaniach, jest to najbardziej adekwatna (poza ewentualnie już stosowanym leczeniem farmakologicznym), droga do zmiany przeżyć i zachowań, między innymi rozeznania ich znaczenia oraz możliwości radzenia sobie z nimi w inny, bardziej satysfakcjonujący i konstruktywny niż do tej pory sposób.

    Pyta Pan o radę, „jak żyć z takim człowiekiem?”. Nie ma ogólnej odpowiedzi na takie pytanie. Oczywiście podejmowane są próby doradztwa w takich sytuacjach na różnych stronach internetowych, o których Pan wspomina, ale w pełni profesjonalna pomoc w tym zakresie związana jest z indywidualnym podejściem do Pana i przedstawionej przez Pana relacji. Wymaga to całego szeregu dodatkowych informacji, w tym pełniejszego rozeznania Pana konkretnej sytuacji, obaw związanych z omawianą relacją i motywacji do pozostawania w niej; ale też: Pana możliwości jej utrzymania, rozeznania, co to dla Pana znaczy, że „kocha” daną osobę, jak radził Pan sobie dotychczas w tej relacji. Dlatego wydaje się, że korzystna mogłaby być tutaj także dla Pana, np. konsultacja psychologiczna, szczególnie ważna w sytuacji, kiedy ma Pan 18 lat i czuje się zastraszony i „szantażowany samobójstwem” bliskiej osoby.