7 maja 2015 roku
poczta
zaloguj się
 
Poczet Lekarzy
medycyna praktyczna dla pacjentów

Hematolog dziecięcy Katowice

Parametry wyszukiwania:

 Wszyscy  A B C Ć Č D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W Y Z Ź Ż

Wyniki wyszukiwania

Dr n. med. Agnieszka Mizia-Malarz

Onkolog dziecięcy, Pediatra

Onkologia i hematologia dziecięca, Pediatria

Lekarz Katarzyna Musioł

Onkolog dziecięcy, Pediatra

Onkologia i hematologia dziecięca, Pediatria

Poczet Lekarzy zawiera wyłącznie wizytówki stworzone przez lekarzy. Jesteś lekarzem i nie ma Cię w bazie: stwórz wizytówkę!

Przeczytaj też

  • Czyich praw broni Rzecznik Praw Dziecka?
    Marek Michalak sprzeciwia się decyzjom samorządów, które postanowiły ograniczyć dostęp do publicznych żłobków i przedszkoli rodzicom, którzy nie szczepią dzieci ze względu na swoje przekonania.
    Więcej

    Marek Michalak sprzeciwia się decyzjom samorządów, które postanowiły ograniczyć dostęp do publicznych żłobków i przedszkoli rodzicom, którzy nie szczepią dzieci ze względu na swoje przekonania. Argumentuje, że w sytuacji konfliktu prawa do ochrony zdrowia z prawem do nauki nie można chronić jednego prawa kosztem drugiego. Czy aby na pewno? I czy RPD, który ma stać na straży praw wszystkich dzieci, wystarczająco zgłębił temat?

    Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. Fot. Jola Lipka

    Nie sądzę. Mówiąc szczerze – gdyby z podobną inicjatywą wystąpiło Ministerstwo Edukacji Narodowej, czułabym się nieswojo, ale zrozumiałabym. Resortowość, wąskie spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, to jedna z największych przywar i problemów Rzeczypospolitej, o której tylko przy okazji największych świąt mówi się w kategoriach dobra wspólnego. Więc nie zdziwiłabym się, gdyby MEN oprotestowało decyzje Częstochowy, przygotowywane uchwały w Krakowie czy Białymstoku. Ale Rzecznik Praw Dziecka?

    Najpierw garść faktów. Od kilku miesięcy, gdy na przełomie grudnia i stycznia w Stanach Zjednoczonych doszło do wybuchu lokalnych epidemii odry, wiele krajów przechodzi do proszczepionkowej ofensywy. Urzędnicy, politycy, ale i kreatorzy opinii publicznej – czyli po prostu media – zdały sobie sprawę, że tolerowanie działalności ruchów antyszczepionkowych prowadzi w prostej konsekwencji do zagrożenia zdrowia publicznego w jego najbardziej czułym obszarze – zdrowia tych, których odporność na choroby zakaźne jest bliska zeru: najmłodszych dzieci (noworodków), dzieci jeszcze nienarodzonych, dzieci i osób starszych pozbawionych odporności w wyniku innych chorób lub ich leczenia (na przykład chorób nowotworowych).

    Każda z „banalnych chorób wieku dziecięcego” dla nich może się okazać chorobą śmiertelną lub ciężką chorobą okupioną poważnymi powikłaniami. Dlatego właśnie rząd Australii wprowadza zasadę – zaaprobowaną przez opozycję – że rodzice uchylający się od szczepień będą pozbawiani socjalnych benefitów z tytułu opieki nad dzieckiem. Dlatego w Niemczech trwa dyskusja o przywróceniu obowiązku szczepień, a w niektórych stanach USA – o zamykaniu placówek opiekuńczych i oświatowych przed dziećmi niezaszczepionymi. To dlatego część pediatrów i lekarzy rodzinnych, głównie ze Stanów Zjednoczonych ale też Wielkiej Brytanii, wysyła powiadomienia do rodziców nieszczepiących dzieci z informacją, że muszą znaleźć dla swojej pociechy innego lekarza, bo poczekalnia lekarska nie jest miejscem, w którym powinno się narażać innych pacjentów – np. noworodki czy kobiety w ciąży – na kontakt z potencjalnie śmiertelnym dla nich wirusem.

    Takim miejscem nie powinno być też – w moim najgłębszym przekonaniu – przedszkole czy żłobek, placówki finansowane ze środków publicznych.

    Rzecznik Praw Dziecka zastrzega, że uważa szczepienia ochronne za skuteczny sposób zapobiegania chorobom zakaźnym i nie popiera postaw lekceważących prawny obowiązek szczepienia dzieci... Ale: „(…) mając na uwadze prawo dziecka do nauki i prawo do ochrony zdrowia, których to bezpośrednio dotyczy przedstawiona wyżej społeczna debata, należy zauważyć, iż niedopuszczalna jest sytuacja, gdy realizacja jednego prawa dziecka odbywa się poprzez ograniczanie innego”.

    Gdy się mówi A, trzeba też być gotowym na powiedzenie kolejnych liter alfabetu – jednak tej ludowej mądrości nie przyswoiły jak widać organy państwowe. Z jednej strony wojewodowie (wszyscy, poza śląskim) podpisują decyzje o karze grzywny dla rodziców uchylających się od obowiązku szczepień. Z drugiej – gdy władze publiczne (bo samorządy gminne są taką samą władzą publiczną, jak rząd czy parlament) wykazują inicjatywę zmierzającą do uporządkowania kwestii związanych ze szczepieniem dzieci – inny organ państwa mówi „non possumus”. Pytanie, dlaczego w zasadzie nie możemy?

    Rzecznik Praw Dziecka twierdzi, że uchwały samorządów skutkują konfliktem: zachodzi on między prawem dziecka nieszczepionego ze względów ideologicznych do ochrony zdrowia (to prawo zamierzają egzekwować samorządy) a jego prawem do nauki. Tak, to prawda. Ale tylko częściowa.

    Bo znacznie ważniejszy jest konflikt zachodzący między prawem do nauki dziecka nieszczepionego ze względów ideologicznych a prawem do ochrony zdrowia i życia:
    - dzieci, których rodzice dopełnili w przeszłości obowiązku szczepień, ale ze względu na inne choroby czy też zdarzenia losowe dzieci te mają obniżoną odporność,
    - dzieci, które zaszczepione być nie mogą ze względu na upośledzoną odporność, choroby uniemożliwiające przyjęcie szczepionki,
    - matek i opiekunek dzieci, wychowawczyń i pracownic placówek opiekuńczych i edukacyjnych, które są w ciąży (a także ich nienarodzonych jeszcze dzieci).

    Jeśli nawet Rzecznik Praw Dziecka dostrzega ułomności zawarte w decyzjach samorządów, powinien zlecić swoim ekspertom takie ich doprecyzowanie, by zachowując literę prawa broniły przede wszystkim jego ducha – prawo do ochrony zdrowia i życia nie może ustępować przed innymi prawami, które również należy chronić.

    Rzecznik Praw Dziecka powinien stanąć po stronie tych, którzy sami bronić się nie mogą. I którzy często są pozbawiani jakiegokolwiek wyboru. O ile rodzice dzieci nieszczepionych z powodów ideologicznych mogą realizować prawo do nauki np. w przedszkolach i szkołach prywatnych, lub nawet w domu, a rodzice mają wybór i są w stanie podjąć samodzielnie decyzje, opierając się na przesłankach, które uważają za ważne, o tyle rodzice dzieci zagrożonych zachorowaniem (np. cierpiących na choroby obniżające odporność) takiego wyboru nie mają – placówka nie udzieli im informacji, czy w grupie przedszkolnej lub szkolnej są dzieci nieszczepione (bo takich informacji przedszkole i szkoła nie posiadają, a nawet gdyby posiadały, to obowiązuje ochrona danych osobowych, a dane dotyczące zabiegów medycznych są danymi wrażliwymi). Gdyby zaś doszło do zakażenia, powikłań – rodzice takiego dziecka nie mają w aktualnym stanie prawnym możliwości dochodzenia roszczeń.

    W majestacie prawa, na straży którego staje Rzecznik Praw Dziecka, rodzice, którzy prawa przestrzegają, są pozbawiani prawa do ochrony zdrowia i życia swojego dziecka.

  • "Ja wytrzymam!"
    W Polsce system ochrony zdrowia nie działa doskonale, ale pospolite ruszenie serc – bez zarzutu. Dzięki darczyńcom siedmioletnia Zuzia Macheta z Gogolina będzie jednym z pierwszych dzieci na świecie, które poddane zostaną eksperymentalnemu leczeniu pęcherzowego oddzielania się naskórka (Epidermolysis Bullosa – EB).
    Więcej

    W Polsce system ochrony zdrowia nie działa doskonale, ale pospolite ruszenie serc – bez zarzutu. Dzięki darczyńcom siedmioletnia Zuzia Macheta z Gogolina będzie jednym z pierwszych dzieci na świecie, które poddane zostaną eksperymentalnemu leczeniu pęcherzowego oddzielania się naskórka (Epidermolysis Bullosa – EB).

    Zuzia Macheta / fot. Facebook.com/Zuzia.Macheta.EB

    Dziecko cierpi na najcięższą postać tej genetycznej choroby, z którą – według szacunków – żyje w Polsce kilkaset osób

    Terapia w USA będzie możliwa dzięki niezwykłemu, nawet jak na polskie warunki, pospolitemu ruszeniu serc. W marcu rodzice dziewczynki, szukający ratunku dla dziecka, którego większa część ciała pokryta jest głębokimi ranami, dowiedzieli się, że na Uniwersytecie w Minnesocie siedem lat temu odkryto, iż osobom z EB może pomóc przeszczep szpiku oraz komórek macierzystych. Leczeniu od tamtej pory poddanych zostało kilkoro dzieci, a wyniki terapii są dobre: ich skóra zaczęła produkować kolagen, rany się goją, poprawiło się też funkcjonowanie układu pokarmowego (również uszkadzanego systematycznie przez chorobę).

    Konsylium lekarskie przeanalizowało dokumentację Zuzi i okazało się, że dziewczynka może podjąć leczenie za oceanem. Nadzieja i proza życia – kosztorys na 1,5 miliona dolarów – przyszły jednocześnie.

    – Przez siedem lat dzień w dzień patrzyłam na nią, zapłakaną, zrezygnowaną, ciągle pytającą, dlaczego jest chora, czy będzie zdrowa, i targały mną skrajne emocje – wspomina mama Zuzi, Sylwia Macheta. – Ile jeszcze tego bólu i cierpienia zniesie jej skrajnie wykończone ciałko? Patrzyłam i nie mogłam nic zrobić poza codzienną walką z chorobą, która jest jak walka z wiatrakami.

    Rodzice wiedzieli, że leczenia nie sfinansuje ani NFZ, ani Ministerstwo Zdrowia. – To terapia eksperymentalna, nawet w Stanach Zjednoczonych nie ma mowy o opłacaniu jej z ubezpieczenia – mówiła otwarcie matka dziewczynki w jednym z programów telewizyjnych. Jedynym wyjściem była zbiórka publiczna. Ale uzbierać równowartość sześciu milionów złotych, w tym czterech milionów szybko, bo stan dziecka pogarsza się z tygodnia na tydzień?

    W Polsce system ochrony zdrowia nie działa doskonale, ale pospolite ruszenie serc – bez zarzutu. W końcu marca na e-donacyjnym portalu siepomaga.pl ruszyła zbiórka na leczenie Zuzi. Cel: sześć milionów złotych. Funduszy przybywało powoli, zbyt powoli. Tak było do piątku, 17 kwietnia, gdy materiał o niezwykłej dziewczynce z Opolszczyzny wyemitowało główne wydanie „Wiadomości”.

    Nie wiadomo, co bardziej trafiło do serc tysięcy Polaków: widoczne gołym okiem cierpienie dziecka, jego ogromna determinacja by żyć normalnie, talent plastyczny i marzenia (Zuzia, mimo niesprawnych rąk, przepięknie maluje, a w przyszłości chciałaby zostać lekarzem albo weterynarzem), radość i nadzieja w oczach dziewczynki... W każdym razie serwery na siepomaga.pl padły. W ciągu czterech dni – do poniedziałkowego wydania „Wiadomości” udało się zebrać pierwszy milion złotych. Podziękowania i przejmujące słowa „Ja wytrzymam!” – i do akcji włączyli się kolejni darczyńcy. Do dziś – tylko na tym portalu – uzbierano 3,8 mln zł. Już wiadomo, że czas na załatwianie wiz medycznych, bo Zuzia wkrótce będzie mogła zacząć leczenie.

    Historia siedmiolatki po raz kolejny obnażyła kwestię braku Narodowego Programu Leczenia Chorób Rzadkich. Problemem nie jest niemożność sfinansowania leczenia dziecka z pieniędzy publicznych – nawet gdyby taki program był, trudno sobie wyobrazić, by w budżecie znalazła się taka kwota na leczenie, które jest w fazie eksperymentu. Jednak „przy okazji” wyszły na jaw takie kwestie, jak cofnięcie refundacji na część opatrunków niezbędnych w tej chorobie (wzrost miesięcznych wydatków rodziny z kilkuset złotych do ponad dwóch tysięcy) czy brak placówki, w której dzieci z rzadkimi chorobami mogły być kompleksowo leczone (Zuzia na takie leczenie jeździ do kliniki w Salzburgu).

    Narodowy Program Leczenia Chorób Rzadkich został przez resort zdrowia obiecany w 2011 roku.

  • Techniki inhalacyjne u dzieci
    W ostatnim czasie, będąc na stażu podyplomowym zauważyłem, że matki coraz częściej stosują przystawki do nebulizatorów w kształcie smoczka. Czytałem, że są one niezalecane, nie znalazłem jednak żadnych źródeł oficjalnych, jedynie komercyjne. Czy mógłbym prosić o wyjaśnienie tej sprawy?
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    W ostatnim czasie, będąc na stażu podyplomowym zauważyłem, że matki coraz częściej stosują przystawki do nebulizatorów w kształcie smoczka. Czytałem, że są one niezalecane, nie znalazłem jednak żadnych źródeł oficjalnych, jedynie komercyjne. Czy mógłbym prosić o wyjaśnienie tej sprawy?

    Odpowiedziała

    dr n. med. Grażyna Durska
    Zakład Medycyny Rodzinnej
    Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie
    Poradnia alergologiczna „Podgórna” w Szczecinie

    Według wszystkich dostępnych rekomendacji, dotyczących przewlekłego leczenia inhalacyjnego dzieci poniżej 4. roku życia, zaleca się podawanie leków wziewnych z inhalatora ciśnieniowego (pressurized metered dose inhaler - pMDI) z użyciem komory inhalacyjnej z maseczką twarzową. Metodą alternatywną może być podawanie leku za pomocą nebulizatora z małą maską twarzową.

    U dzieci powyżej 4. roku życia preferowaną metodą inhalacyjną jest podawanie leku pMDI (inhalator ciśnieniowy) przez ustnik. Metodą alternatywną może być nebulizacja z inhalatora pneumatycznego z zastosowaniem ustnika.

    U pacjentów powyżej 6. roku życia metodą zalecaną jest pMDI z komorą inhalacyjną z ustnikiem lub inhalacja z inhalatora aerozolowego aktywowanego wdechem pacjenta (breath actuated pressurized metered dose inhaler - pMDI-BA) lub inhalacja z inhalatora suchego proszku aktywowanego wdechem pacjenta (dry powder inhaler - DPI). Metodą alternatywną jest inhalacja z inhalatora pneumatycznego z zastosowaniem ustnika.

    Zalecenia te dotyczą głównie chorych na astmę.

    U chorych na ostre infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych, leki najczęściej podawane są za pomocą inhalatora pneumatycznego (lub ultradźwiękowego) z zastosowaniem maseczki twarzowej.

    Podawanie leku przez ustnik smoczek, nie gwarantuje prawidłowej depozycji leku w płucach, ponadto ten sposób inhalacji zwiększa ryzyko miejscowych działań niepożądanych. Podawanie leków wziewnych w postaci nebulizacji powinno być zarezerwowane dla pacjentów niepotrafiących korzystać z innych typów urządzeń inhalacyjnych.

    Zaletą nebulizacji jest możliwość podawania dużych dawek leku, łączenia kilku leków w jednej nebulizacji, nawilżanie dróg oddechowych (0,9% roztwór NaCl, poprawa klirensu śluzowo-rzęskowego - 0,9% roztwór NaCl, hipertoniczne roztwory NaCl) bierne podawanie aerozolu, możliwość jednoczasowego podawania tlenu.

    Ograniczenia nebulizacji to:

    • długi czas inhalacji
    • duża depozycja ustno-gardłowa
    • duże straty leku
    • zwiększone ryzyko miejscowych działań niepożądanych (dotyczy to głównie leczenia wziewnymi glikokortykosteroidami).

    Lepszą depozycję leku w dolnych drogach oddechowych zapewnia spokojny tor oddechowy chorego, co przy długim czasie inhalacji, zwłaszcza u małych dzieci nie zawsze jest możliwe do osiągnięcia.

    Należy pamiętać, że maseczka twarzowa musi szczelnie obejmować usta i nos dziecka. W wielu badaniach wykazano, że odsunięcie maseczki na 1 cm powoduje zmniejszenie depozycji leku o 50%, odległość 2 cm zmniejsza depozycję do 20%.

    Na wielkość depozycji płucnej poza techniką inhalacyjną wpływają również cechy inhalatora, różne dla poszczególnych typów nebulizatorów.

    Stosowane powszechnie inhalatory pneumatyczne gwarantują depozycję płucną wielkości 5%-10% dawki nominalnej, dlatego dawki leków podawanych w ten sposób wielokrotnie (6-10 razy) przewyższają dawki podawane z inhalatorów ciśnieniowych.

    Znacznie lepsze parametry depozycji płucnej (60%-75% dawki nominalnej) uzyskuje się podczas inhalacji z nebulizatorów pneumatycznych kontrolowanych oddechem oraz inhalatorów wibrującej membrany. Inhalatory te ze względu na ich wysoką cenę nie są powszechnie stosowane.

    Wszystkie wymienione ograniczenia powodują, że nie należy stosować w leczeniu przewlekłym inhalacji z zastosowaniem inhalatorów.

    Piśmiennictwo:

    Al-Ansari K., Sakran M., Davidson B.L i wsp.: Porównanie skuteczności nebulizacji NaCl o różnym stężeniu w leczeniu zapalenia oskrzelików u dzieci. Medycyna Praktyczna Pediatria 2011; 1 (73): 98-101.
    Emeryk A., Bartkowiak-Emeryk M.: Glikokortykosteroidy wziewne w astmie - jakie, komu, kiedy, jak? Alergoprofil, reprint 2011; 7(3): 1-8.
    Emeryk A., Bartkowiak-Emeryk M.: Właściwy dobór inhalatora drogą do skuteczniejszego leczenia astmy. Terapia. Alergologia. 2009: 3 (222): 69-74.
    Hermanowicz-Salamon: Znaczenie aerozoloterapii w chorobach układu oddechowego. Terapia. Pulmonologia. 2007: 10 (201): 27-33.
    Kupryś-Lipińska I., Kuna P.: Nebulizacja jako metoda podawania leków w chorobach układu oddechowego. Terapia. Alergologia. 2013; 3(285): 21-22, 25-27.
    Mazurek H., Mazurek-Durlak Z.: Zastosowanie soli hipertonicznej w schorzeniach dróg oddechowych. Terapia. Pneumonologia. Alergologia 2014 11 (313): 75-84.
  • Szczepienie MMR nie powoduje autyzmu nawet u dzieci z grup ryzyka
    Takie wnioski wyciągnęli naukowcy na podstawie wyników badania kohortowego, którym objęto ponad 95 000 dzieci. To kolejny dowód obalający hipotezę o rzekomym związku MMR z zachorowaniem na choroby ze spektrum autyzmu.
    Więcej

    W dużym badaniu kohortowym z retrospektywnym zbieraniem danych, którego wyniki opublikowano w najnowszym numerze czasopisma „Journal of the American Medical Association” (JAMA) wykazano, że nie ma związku przyczynowego między szczepieniem preparatem skojarzonym przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR) a rozwojem chorób spektrum autyzmu (ASD) u dzieci (p. MMR i liczba szczepień a ryzyko chorób ze spektrum autyzmu).

    Amerykańscy naukowcy przebadali 95 727 dzieci, a wśród nich również te, których rodzeństwo choruje na autyzm, a więc należące do grupy zwiększonego ryzyka rozwoju ASD ze względu na predyspozycje genetyczne. Główna autorka badania – dr Anjali Jain z The Lewin Group w Stanach Zjednoczonych – ujawniła, że wszystkie dzieci obserwowano od urodzenia przez co najmniej 5 lat.

    Z przeprowadzonych analiz wynika, że wśród 7 735 dzieci nieobciążonych zwiększonym ryzykiem ASD, których nie zaszczepiono, zachorowało 0,7% (56 dzieci). W analogicznej grupie dzieci, które otrzymały 2 dawki szczepionki MMR ASD stwierdzono u 0,5% (244 dzieci z 45 568 badanych). Podobne wyniki uzyskano porównując dzieci z grupy zwiększonego ryzyka, a więc rodzeństwa chorych na ASD: wśród 269 nieszczepionych zachorowało 8,6% (23 dzieci), natomiast w grupie 796 zaszczepionych MMR tylko 3,8%.

    „W grupie zwiększonego ryzyka dzieci częściej chorowały na choroby ze spektrum autyzmu bez względu na to, czy były szczepione, czy też nie” – podkreśla dr Anjali Jain. Dodała także, że dzieci z grupy ryzyka nieco rzadziej są szczepione MMR z obawy przed powtórzeniem się autyzmu u kolejnego rodzeństwo. Jak pokazują badania, obawy te są zupełnie nieuzasadnione.

    Dr Bryan King, dyrektor Autism Center w Seattle Children's Hospital również podkreślił, że w rodzinach, których zdarzyła się jedna z chorób ze spektrum autyzmu, ryzyko ASD jest takie samo bez względu na to, czy dzieci są szczepione, czy też nie.

    Niestety mimo 15 lat badań, które obaliły hipotezę o rzekomym związku pomiędzy szczepieniem MMR a ryzkiem ASD u dzieci, nadal około 25% rodziców wierzy w plotki rozpowszechnione w Internecie przez przeciwników szczepień (p. Artykuł Wakefielda wiążący szczepionkę MMR z autyzmem był oszustwem i Jak spreparowano dowody przeciwko szczepionce MMR).

  • Jest jedna prawda o szczepieniach
    „Nie ma dwóch prawd – prawdy ruchu antyszczepionkowego i prawdy resortu zdrowia na temat szczepień; jest jedna prawda: szczepienia są skuteczne, bezpieczne i akceptowalne” – podkreśla Izabela Kucharska z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
    Więcej

    „Nie ma dwóch prawd – prawdy ruchu antyszczepionkowego i prawdy resortu zdrowia na temat szczepień; jest jedna prawda: szczepienia są skuteczne, bezpieczne i akceptowalne” – podkreśla Izabela Kucharska z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

    W poniedziałek rozpoczął się Europejski Tydzień Szczepień. Podczas konferencji zorganizowanej z tej okazji przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – PZH specjaliści przekonywali, że kluczowa w tej sprawie jest edukacja rodziców, którzy powinni wiedzieć, czym ryzykują, nie szczepiąc dzieci. Rzetelna wiedza o skutkach zaniechań w tym zakresie to ich zdaniem najskuteczniejszy oręż z walce z mitami krążącymi na temat szczepień.

    Jak podała Kucharska , obserwowana jest wzrostowa tendencja liczby osób uchylających się od szczepień - w 2014 r. było to ponad 12,3 tys. przypadków. Dla porównania, w 2011 r. w Polsce nie zostało zaszczepionych ok. 3 tys. dzieci, w 2012 r. było już ich 5,3 tys. a w 2013 r. - ok. 7,2 tys.

    Jej zdaniem intensyfikację negatywnego zjawiska wywołały m.in. spekulacje, że szczepionka przeciwko śwince, odrze i różyczce (MMR) może powodować powikłania, na co nie ma żadnego naukowego potwierdzenia.

    „Mitów powielanych przez przeciwników szczepień jest wiele, należy z nimi zdecydowanie walczyć, bo są szalenie szkodliwe” – podkreśliła dr Paulina Miśkiewicz, dyrektor Biura WHO w Polsce. Przypomniała, że badanie z 1998 r., którego wyniki spowodowały obawy dotyczące ewentualnego istnienia związku między podaniem szczepionki MMR a autyzmem, było obarczone poważnymi wadami, a pismo, w którym praca badawcza została opublikowana, podjęło decyzję o jej wycofaniu.

    „Niestety, publikacja wywołała panikę, która doprowadziła do spadku poziomu zaszczepienia i w konsekwencji do wystąpienia ognisk chorób zakaźnych. Nie ma żadnych, żadnych, żadnych naukowych dowodów, które wskazywałyby na istnienie związku między podaniem szczepionki MMR a wystąpieniem autyzmu lub zaburzeń ze spektrum autyzmu” – powiedziała Miśkiewicz.

    Kolejny mit, który – jak stwierdziła - wywołuje histerię w temacie szczepień, to kwestia zawartości w nich rtęci.

    „Tiomersal to organiczny związek zawierający nietoksyczną postać rtęci, dodawany do niektórych szczepionek jako substancja konserwująca. Nie ma żadnych dowodów wskazujących, że ilość tiomersalu wykorzystywanego w szczepionkach stwarza zagrożenie dla zdrowia” - powiedziała.

    Inny powszechny mit – jak wskazała - dotyczy tego, że lepiej przejść chorobę niż zostać zaszczepionym. „Szczepionki wchodzą w interakcje z układem odpornościowym, wywołując podobną odpowiedź immunologiczną jak naturalnie rozwijająca się infekcja, ale nie powodują u zaszczepionej osoby wystąpienia choroby ani potencjalnych powikłań” – podkreśliła Miśkiewicz. Jak mówiła, koszty uzyskania odporności dzięki przebyciu choroby zakaźnej mogą być bardzo wysokie - w postaci powikłań.

    Biuro Światowej Organizacji w Polsce stara się rozprawić także z innymi mitami. W informacji zamieszczonej w poniedziałek na swojej stronie organizacja neguje zasadność teorii rozpowszechnianych przez przeciwników szczepień, takich jak np. twierdzenie, iż choroby, którym zapobiega się poprzez szczepienia, zostały niemal całkowicie wyeliminowane, więc nie ma potrzeby się na nie szczepić; że zachowując wyższy poziom higieny i warunków sanitarnych, można doprowadzić do tego, że choroby znikną, więc szczepienia nie są potrzebne.

    Biuro WHO w Polsce zamieściło w poniedziałek na swojej stronie także specjalną informację dla rodziców, którzy zdecydowali się nie szczepić dziecka. „Jeśli jako rodzic postanowisz nie szczepić dziecka lub robić to wybiórczo, musisz wiedzieć, że wiąże się z tym ryzyko i odpowiedzialność. Trzeba przekazywać taką informację idąc do lekarza, posyłając dziecko do szkoły” – wskazała Miśkiewicz.

    Obowiązek szczepień ochronnych wynika z przepisów ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a także z rozporządzenia w sprawie obowiązkowych szczepień ochronnych.

    Jeśli rodzic nie zaszczepi dziecka w terminie, wówczas otrzymuje upomnienie z wezwaniem do zaszczepienia dziecka w ciągu 7 dni. Gdy rodzice nie reagują, wówczas można nałożyć na nich grzywnę. Ustawa o postępowaniu egzekucyjnym dopuszcza jednorazowo grzywnę w maksymalnej wysokości 10 tys. zł; może ona być nakładana wielokrotnie, ale łączna suma grzywien w celu przymuszenia nie może przekroczyć 50 tys. zł.

    Jak podkreśla Izabela Kucharska, kary finansowe nie powinny być traktowane jako kara, ale jako "środek przymusu, ponieważ jeśli rodzic zaszczepi dziecko, ta grzywna w celu wymuszenia będzie mu zwrócona". Jak powiedziała, w ubiegłym roku nałożono ok. 100 takich kar.

    "Jeśli rodzic notorycznie nie realizuje tego obowiązku (szczepienia - PAP) wobec dziecka - a to grozi zdrowiu lub życiu dziecka - w świetle przepisów (...) taki rodzic może mieć nawet odebrane prawa rodzicielskie" - podkreśla Kucharska. Dodaje jednak, że dotychczas nie było takiego przypadku.

    Zdaniem Kucharskiej instytucje państwowe, egzekwując obowiązek szczepień, działają zgodnie z Konstytucją. Powołuje się przy tym na zapisany w ustawie zasadniczej obowiązek zwalczania chorób epidemicznych oraz możliwość ograniczania wolności i praw człowieka na rzecz zdrowia i bezpieczeństwa publicznego.

    Konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii dr Iwona Paradowska–Stankiewicz podkreślała, że szczepienia ochronne powinny być prowadzone z kilku powodów. Są konieczne, gdy: choroby zakaźne często występują w populacji, np. krztusiec czy WZW typu B; ryzyko zachorowania jest wysokie - np. pneumokoki, ospa wietrzna, zakażenia rotawirusowe; istnieje poważne ryzyko powrotu danej choroby, np. odry, świnki czy różyczki; jest niebezpieczeństwo występowania zachorowań na choroby zawlekane z innych części świata np. błonicę z Rosji, przez rodaków podróżujących turystycznie i służbowo oraz w wyniku migracji ludności.

..