28 maja 2015 roku
poczta
zaloguj się
 
Poczet Lekarzy
medycyna praktyczna dla pacjentów

Chirurg onkolog Poznań

Parametry wyszukiwania:

 Wszyscy  A B C Ć Č D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W Y Z Ź Ż

Wyniki wyszukiwania

   Dalej »
dr n. med. Jacek Brzeziński

Chirurg onkolog, Chirurg

Chirurgia ogólna, Chirurgia onkologiczna

Lekarz Józef Dudko

Chirurg, Chirurg onkolog

Chirurgia ogólna, Chirurgia onkologiczna

Lekarz Krystyna Janusz

Chirurg, Chirurg onkolog

Chirurgia ogólna, Chirurgia onkologiczna

Lekarz Robert Kobylarek

Chirurg, Chirurg onkolog, Onkolog

Chirurgia ogólna, Chirurgia onkologiczna, Onkologia kliniczna

Lekarz Michał Kubaszewski

Chirurg, Chirurg onkolog

Chirurgia ogólna, Chirurgia onkologiczna

Dr n. med. Witold Kycler

Chirurg, Chirurg onkolog, Gastrolog

Chirurgia ogólna, Chirurgia onkologiczna, Gastroenterologia

Lekarz Jacek Mróz

Chirurg, Chirurg onkolog

Chirurgia ogólna, Chirurgia onkologiczna

dr n. med. Hanna Perz

Chirurg, Chirurg onkolog

Chirurgia ogólna, Chirurgia onkologiczna

   Dalej »

Poczet Lekarzy zawiera wyłącznie wizytówki stworzone przez lekarzy. Jesteś lekarzem i nie ma Cię w bazie: stwórz wizytówkę!

Przeczytaj też

  • Glina

    Jeśli lekarz myśli,że medycyna nie ma duszy, to niech biały kitel wyniesie na strych, a słuchawki lekarskie spożytkuje na zabawkę dla dziecka. I niech robi co tam mu się żywnie podoba, byle tylko nie wracał do leczenia ludzi.

    Więcej

    Jeśli lekarz myśli,że medycyna nie ma duszy, to niech biały kitel wyniesie na strych, a słuchawki lekarskie spożytkuje na zabawkę dla dziecka. I niech robi co tam mu się żywnie podoba, byle tylko nie wracał do leczenia ludzi.

    Bo z nim obchodzić się trzeba delikatnie i z taktem. Współodczuwając z ludźmi, w praktyce medycznej lekarz oswaja, a może nawet uwalnia innych i samego siebie od bólu egzystencji. Dla Schopenhauera współodczuwanie jest fundamentem pod każdy system etyczny, otwarciem na człowieczeństwo. Zmarły dwa lata temu profesor Andrzej Szczeklik pisał w „Kore”, że dusza medycyny nie jest "tu" ani "tam", bowiem przesuwa się, odnawia, regeneruje wraz z każdym pacjentem, z każdym jego słowem, grymasem, westchnieniem czy jękiem. Oscyluje, "migocze" między chorym a lekarzem. Lekarz winien wiedzieć wszystko o chorobie i niemało o samym pacjencie, wiedzieć to w każdej chwili dnia i nocy, bowiem "bez tego nie ma medycyny. Owszem, jest służba zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, nawet ministerstwo. Ale nie – medycyna.”

    Wiemy świetnie, że w tym fachu jest miejsce na przypadek. Kiedy leczenie nie idzie według wcześniejszych założeń, albo, nie daj Boże, wbrew prognozom, pacjent umiera, nazywa się go „błędem lekarskim”. O „cudzie” mówi się z chwilą, kiedy medyczne „wyroki” biorą w łeb i nie sprawdzają się najgorsze prognozy. Ale, mimo nieoczekiwanych zwrotów akcji, kluczowa w dynamice chorowania jest relacja między pacjentem a lekarzem. Jako dziewczyna potrafiłam się dziwić, kiedy w gazecie czytałam podziękowania za wspaniałe traktowanie składane lekarzom przez chorych lub ich bliskich. W dorosłości, po doświadczeniu choroby onkologicznej ojca i dialogach z lekarzami, którzy swój fartuch powinni czym predzej wynieść na przysłowiowy strych, dotarło do mnie w czym rzecz - ci szczęściarze wykupujący w dziennikach dziękczynne miejsca, trafili na profesjonalistów i humanistów w jednym. Lekarzy z duszą, więc i duszę tchnących w medycynę. Znamy wszyscy ich nazwiska – o Kępinskim, Korczaku, Aleksandrowiczu krążą legendy i powstają kolejne książki. Są czy raczej być powinni moralnym punktem odniesienia dla swoich następców. Bo medycyna nie sprowadza się do zbioru technicznych procedur. Wypełniania formularzy i pisania wniosków. Do braku czasu dla pacjenta. Jasne - przytłoczonego nadmiarem obowiązków lekarza można zawsze usprawiedliwić, że jest częścią niewydolnego systemu. Zaprzyjaźniony chirurg urazowy opowiadał mi jak na ostry dyżur przyszedł bezdomny. Kiedy już go odprawił z powrotem na ulicę, dotarło do niego, że nie uczynił wystarczająco dużo, by temu mężczyźnie pomóc. Zaczął go szukać. Bezskutecznie. Choć zdarzyło się to rok temu, po dziś dzień chirurg nie potrafi o tym zajściu opowiadać bez wyrzutów sumienia. Może jednak na duchowość lekarza nie ma istotnego wpływu bogactwo czy bieda, wojna czy pokój, organizacyjna sprawność czy anarchistyczny bałagan? Może najwięcej ona wspólnego z gliną, z której lekarz został ulepiony?

  • Ostatni papieros Jadźki

    „Nie wiem kiedy minęło mi to moje życie. Galopuje ono, że strach” – powiedziała do mnie dwa, a może trzy lata przed śmiercią. Wiele razy rozkładałam tę frazę na czynniki pierwsze i zawsze wychodzi na to samo – nigdy na nic nie ma czasu, choć karmimy się złudzeniem, że dysponujemy nim w ilościach hurtowych.

    Więcej

    Mówiliśmy na nią „pani Jadzia”, ale częściej, po prostu, „Jadźka”. Od zawsze jawiła mi się jako starsza pani. Elegancka – wyprasowane spódnice, wykrochmalone bluzki, broszka fikuśna – w końcu emerytowana krawcowa. Kok upięty w górze, podtrzymywany wsuwkami. Ręce drobne z roku na rok coraz gęściej pokryte regularnie rozmieszczonymi plamkami wątrobowymi. Nie przeszkadzało jej to – i słusznie – eksponować ich urody: na szczupłe place nasuwała pierścienie z dużymi kamieniami.

    Przez ćwierć wieku była sąsiadką moich rodziców - mieszkali drzwi w drzwi w jednej z krakowskich kamienic. Zdeklarowana singielka – mówiła, że facet to ona nie potrzebuje. Dzieci też mieć nie chciała - w jej pokoleniu (rocznik 25) - taka obyczajową postawę trzeba uznać za formę odwagi. Palaczka - nie widziałam jej nigdy bez papierosa. Albo paliła albo szykowała się do palenia. Wzorcowa reklama nałogu – zasiadała w fotelu i delektowała się każdym zaciągnięciem – czystą przyjemnością było obserwować ten rytualny spektakl, nawet jeśli samemu należało się do klanu nikotynowych abstynentów. Autorytatywna, rozpolitykowana, zawsze na bieżąco - w jej kawalerce przesiąkniętej dymem nikotynowym na przemian chodziły telewizor lub radio.

    Gdy Jadźka dobiła 90tki a zdrowie odmówiło posłuszeństwa, obwieściła, że chce umrzeć w domu. Do szpitala nie dała się zaciągnąć za nic w świecie. Nie wychylała się poza próg balkonu, godzinami siedziała na krześle w jednej jedynej pozycji - głowa pochylona, noga na podwyższeniu – wtedy tylko nie dokuczał jej upiorny ból kręgosłupa. Przychodziła zająć się nią pani Misia z opieki społecznej, święta osoba, znosiła humory starszej pani, na które coraz częściej ta sobie pozwalała. Zajmowała się też Jadźką moja mama oraz małżeństwo spod jedenastki – pani Staszka i pan Andrzej. Doglądali, gotowali, karmili, załatwiali leki. No i z Jadźką dyskutowali – nigdy nie zmalał jej apetyt na wiedzę. Bo tak w ogóle to apetyt traciła, nikła w oczach, dosłownie. Ale zawsze, przy najwiekszej chudości i najbardziej dokuczliwym bólu, ubrana w podomkę w kwiaty, ze „zrobioną” fryzurą, z wypilowanymi starannie płytkami paznokci. Od bylejakości trzymała się z daleka, trzeba wyglądać z klasą nawet gdy na horyzoncie finał, to jest moja godność – zdawała się demonstrować każdym gestem. Kilka godzin przed śmiercią zapaliła ostatniego papierosa. Ściślej rzecz ujmując, moja mama jej go podała, Jadźka już nie była w stanie samodzielnie trafić w usta papierowym filtrem.

    „Nie wiem kiedy minęło mi to moje życie. Galopuje ono, że strach” – powiedziała do mnie dwa, a może trzy lata przed śmiercią. Wiele razy rozkładałam tę frazę na czynniki pierwsze i zawsze wychodzi na to samo – nigdy na nic nie ma czasu, choć karmimy się złudzeniem, że dysponujemy nim w ilościach hurtowych. Już po jej śmierci myślałam o tym, że Jadźka miała szczęście nieziemskie: spotkała wspaniałych sąsiadów. Serdecznych i dobrych znoszących z wyrozumiałością niejeden jej „wyskok”. Nie każdy decydujący się na życie w pojedynkę w jego finale okazuje się w czepku urodzonym. Umrzeć w we własnym łóżku, z papierosem w ustach – może to nawet raj w epoce szpitalnych parawanów, anonimowych pielęgniarek, śnieżnobiałych izolatek.

  • 12 maja - Europejski Dzień Walki z Czerniakiem
    Z okazji obchodzonego 12 maja Europejskiego Dnia Walki z Czerniakiem (Euromelanoma Day) będzie można bezpłatnie skontrolować znamiona w gabinetach dermatologicznych na terenie całego kraju – informuje delegat Euromelanoma w Polsce, prof. Waldemar Placek.
    Więcej

    Z okazji obchodzonego 12 maja Europejskiego Dnia Walki z Czerniakiem (Euromelanoma Day) będzie można bezpłatnie skontrolować znamiona w gabinetach dermatologicznych na terenie całego kraju – informuje delegat Euromelanoma w Polsce, prof. Waldemar Placek.

    Akcja została objęta patronatem Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego. Weźmie w niej udział ponad 280 dermatologów z 50 miast. Lista gabinetów, w których można będzie się przebadać, znajduje się na stronie www.euromelanoma.org/poland. Na badania można się zapisywać do 15 maja.

    Stowarzyszenie Euromelanoma, które powstało w 1999 r. i działa już w 33 krajach, w tym również w Polsce, informuje, że w ramach Euromelanoma Day do tej pory przebadało się ponad 450 tys. ludzi na świcie. W Polsce skorzystało z tej możliwości ponad 20 tys. osób.

    W 2014 r. na bezpłatne badanie dermoskopowe zgłosiło się 4,3 tys. Polaków. Podejrzenie czerniaka zdiagnozowano u 62 z nich, czyli u 1,4%. Nowotwory skóry innego typu (tzw. nieczerniakowe) rozpoznano u 143 osób (3,3%). Dodatkowo lekarze zidentyfikowali inne podejrzane znamiona atypowe u 21% uczestników ubiegłorocznej kampanii Euromelanoma Day.

    Kierownik kliniki nowotworów tkanek miękkich, kości i czerniaków w Centrum Onkologii w Warszawie, prof. Piotr Rutkowski przekonuje, że warto się badać, ponieważ czerniak, choć jest jednym z najgroźniejszych nowotworów skóry, jest wyleczalny w 90%, jeśli tylko zostanie odpowiednio wcześnie wykryty.

    Dodaje, że 90% szans na przeżycie co najmniej 5 lat bez wznowy choroby mają chorzy, u których wycięty czerniak miał grubość poniżej 1 mm. Gdy jednak grubość zmian nowotworowych przekracza już 3,5 mm, szanse na pięcioletnie przeżycie spada do zaledwie 50%, nawet wtedy, gdy nie ma objawów rozsiewu choroby w całym organizmie.

    Według Stowarzyszenia Euromelanowa, co roku na świecie wykrywanych jest 200 tys. nowych przypadków czerniaka. W Polsce co roku rejestruje się ponad 2500 nowych zachorowań, a co 10 lat liczba ta się podwaja. W ostatnich 20 latach zachorowalność na ten typ raka skóry wzrosła w naszym kraju aż trzykrotnie.

    Prof. Rutkowski uważa, że głównym tego powodem jest moda na opalanie się. Nie chodzi jednak o to, żeby unikać słońca, ponieważ pod jego wpływem wytwarzana jest w skórze witamina D. Najbardziej szkodliwe jest krótkotrwałe wystawianie się na intensywne promienie słoneczne, a szczególnie niebezpieczne są poparzenie skóry.

    Nie wystarczy chronić się przed nadmiarem promieni słonecznych, np. stosować preparaty ochronne na skórę, nosić kapelusze, okulary przeciwsłoneczne i odpowiednią odzież. Bardzo ważne jest, żeby regularnie konsultować się z lekarzem, przynajmniej raz w roku. Robimy to jednak zbyt rzadko.

    Z opublikowanego w marcu 2015 r. sondażu Ipsos wynika, że zaledwie połowa ankietowanych Polaków kiedykolwiek konsultowała się z dermatologiem w sprawie znamion. Tylko 13% naszych rodaków zgłasza się na taką kontrolę co najmniej raz w roku. 34% twierdzi, że co najmniej raz w roku samodzielnie kontroluje własne znamiona, ale 23% przyznaje, że nigdy jeszcze tego nie robiła.

    Dermatolog dr Grażyna Kamińska-Winciorek z Ośrodka Wczesnej Diagnostyki i Leczenia Nowotworów w Katowicach zwraca uwagę, że ważne jest zarówno kontrolowanie znamion, jak i całej skóry, ponieważ większość czerniaków (62%) powstaje w miejscach, w których nie było wcześniej żadnych zmian.

    „Podczas samobadania należy kierować się zasadą ABCDE” - powiedziała specjalistka. „A” (od asymmetry) oznacza, że podejrzana jest zmiana asymetryczna; „B” (borders) wskazuje na poszarpane jej granice; „C” (color) to zmiana różnobarwna, szczególnie czarna, szara, czerwona i mleczna; „D” (diameter) sugeruje zbyt dużą średnicę, powyżej 5 mm; „E” evolution” to zmiana gwałtownie się powiększająca.

    „Wszystkie te zmiany mogą ujawniać rozwój czerniaka, który zwykle powstaje w ciągu 6-8 miesięcy, to dość dużo czasu, żeby w porę go wykryć” – powiedziała dr Kamińska-Winciorek. Na tym etapie nowotwór ten jest na ogół w pełni uleczalny, trzeba go tylko jak najszybciej usunąć.

  • Smoki nasze powszednie

    Ksiądz Jan demonstruje jeszcze inny poziom czułości – tej lokującej się poza orbitami retoryki. Do niej zdolni są ci, którzy czuli są dla samych siebie - szanują swoje życie. Świadomi, że przeżyli je sensownie. Zrobili, co mieli zrobić, doświadczyli, czego mieli doświadczyć. Są spełnieni. To trampolina do odwagi – ona wtedy wybrzmiewa w każdym czynie, milczeniu i słowie. Poskramia smoka alienacji i opuszczenia.

    Więcej

    Na ochotnika wstąpił do legionów rzymskich i doszedł do rangi wyższego oficera. W III wieku, za czasów Dioklecjana, podczas prześladowań, jako chrześcijanin odmówił złożenia ofiary bóstwom pogańskim. Wcześniej ubogim rozdał cały majątek. Poddano go męczarniom - według niektórych źródeł miały trwać lat siedem. Przybijano do krzyża, torturowano na katowskim kole. W ikonografii Święty Jerzy ukazywany jest w krótkiej tunice jako rycerz na koniu zabijający smoka symbolizującego szatana. Według średniowiecznej legendy miał stoczyć z nim walkę w libijskiej Silenie. Św. Jerzy uwolnił tubylców od poczwary i ocalił przed śmiercią córkę króla. Ten, ku czci nieustraszonego, rycerza postawił gigantyczny kościół. Spod jego ołtarza miało bić źródło leczące wodą najbardziej chorych. Święty Jerzy stał się patronem ludzi zakażonych dżumą i trądem, ukąszonych przez jadowite węże oraz gorączkujących.

    Kilka dni temu ksiądz Jan Kaczkowski przyjął z rąk księdza Adama Bonieckiego Medal Świętego Jerzego. W uzasadnieniu kapituły honorującej niespełna 40-letniego kapłana, założyciela puckiego hospicjum, autora znakomitych kazań i popularnych książek, czytamy: "za walkę ze smokiem nieczułości".

    Czyli tak naprawdę nagroda za czułość. Kluczowe pojęcie w ludzkim świecie - zdrowych i chorych. Obejmujące empatię, dobro, wrażliwość. Miękkość delikatność. Ksiądz Jan w miesiąc temu wydanej książce „Życie na pełnej petardzie” wspomina historię z podstawówki. Jako nastolatek jest świadkiem incydentu: na oczach całej klasy nauczycielka wyśmiewa jego kumpla. "Coś we mnie pękło. Wtedy poczułem, że nigdy nie wolno nikogo poniżać, nikim pogardzać bez względu na wszystko.” Być może ta sytuacja sprzed dwóch dekad powoduje, że Jan postanawia wziąć pod opiekuńcze skrzydła słabszych. Nie zostawia ich na pożarcie znieczulicy. Przemawia w ich imieniu. W hospicjum towarzyszy umierającym. Wie jakich słów użyć, czego potrzebują w ostatnich chwilach. Księdza Jana świadomość poszerza los - sam zaczyna chorować na glejaka, agresywnie postępujący nowotwór mózgu. Przechodzi emocjonalną golgotę jak każdy inny – szok po diagnozie, niedowierzanie, łzy rozpaczy… W tym, że raka potrafił oswoić, pomaga mu głęboka wiara. Ona jest jego orężem na smoka toczącego w jego ciele bój ze zdrowiem. AD 2015 Ksiądz Jan przemawia do wszystkich zajmujących się chorymi – lekarzy, personelu medycznego, rodzin - uważnie wsłuchujcie się w ich potrzeby. Zaś powiedzenie uczciwej prawdy o stanie zdrowia może być bolesne dla obu stron. Ale da się to uczynić tak, by nikt nie poczuł się zdewastowany, by smok znieczulicy i odbierania nadziei nie chwycił nas wszystkich za gardło. Ksiądz Jan demonstruje jeszcze inny poziom czułości – tej lokującej się poza orbitami retoryki. Do niej zdolni są ci, którzy czuli są dla samych siebie - szanują swoje życie. Świadomi, że przeżyli je sensownie. Zrobili, co mieli zrobić, doświadczyli, czego mieli doświadczyć. Są spełnieni. To trampolina do odwagi – ona wtedy wybrzmiewa w każdym czynie, milczeniu i słowie. Poskramia smoka alienacji i opuszczenia.

..