3 maja 2015 roku
poczta
zaloguj się
 
Poczet Lekarzy
medycyna praktyczna dla pacjentów

Chirurg dziecięcy Poznań

Parametry wyszukiwania:

 Wszyscy  A B C Ć Č D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W Y Z Ź Ż

Wyniki wyszukiwania

   Dalej »
Lekarz Wojciech Apoznański

Chirurg dziecięcy, Urolog, Urolog dziecięcy

Chirurgia dziecięca, Urologia, Urologia dziecięca

Dr n. med. Renata Kędziora

Chirurg dziecięcy, Chirurg

Chirurgia dziecięca, Chirurgia ogólna

dr n. med. Katarzyna Rapalska

Chirurg dziecięcy

Chirurgia dziecięca

Lekarz Piotr Smogur

Chirurg dziecięcy, Ortopeda

Chirurgia dziecięca, Ortopedia i traumatologia

   Dalej »

Poczet Lekarzy zawiera wyłącznie wizytówki stworzone przez lekarzy. Jesteś lekarzem i nie ma Cię w bazie: stwórz wizytówkę!

Przeczytaj też

  • "Ja wytrzymam!"
    W Polsce system ochrony zdrowia nie działa doskonale, ale pospolite ruszenie serc – bez zarzutu. Dzięki darczyńcom siedmioletnia Zuzia Macheta z Gogolina będzie jednym z pierwszych dzieci na świecie, które poddane zostaną eksperymentalnemu leczeniu pęcherzowego oddzielania się naskórka (Epidermolysis Bullosa – EB).
    Więcej

    W Polsce system ochrony zdrowia nie działa doskonale, ale pospolite ruszenie serc – bez zarzutu. Dzięki darczyńcom siedmioletnia Zuzia Macheta z Gogolina będzie jednym z pierwszych dzieci na świecie, które poddane zostaną eksperymentalnemu leczeniu pęcherzowego oddzielania się naskórka (Epidermolysis Bullosa – EB).

    Zuzia Macheta / fot. Facebook.com/Zuzia.Macheta.EB

    Dziecko cierpi na najcięższą postać tej genetycznej choroby, z którą – według szacunków – żyje w Polsce kilkaset osób

    Terapia w USA będzie możliwa dzięki niezwykłemu, nawet jak na polskie warunki, pospolitemu ruszeniu serc. W marcu rodzice dziewczynki, szukający ratunku dla dziecka, którego większa część ciała pokryta jest głębokimi ranami, dowiedzieli się, że na Uniwersytecie w Minnesocie siedem lat temu odkryto, iż osobom z EB może pomóc przeszczep szpiku oraz komórek macierzystych. Leczeniu od tamtej pory poddanych zostało kilkoro dzieci, a wyniki terapii są dobre: ich skóra zaczęła produkować kolagen, rany się goją, poprawiło się też funkcjonowanie układu pokarmowego (również uszkadzanego systematycznie przez chorobę).

    Konsylium lekarskie przeanalizowało dokumentację Zuzi i okazało się, że dziewczynka może podjąć leczenie za oceanem. Nadzieja i proza życia – kosztorys na 1,5 miliona dolarów – przyszły jednocześnie.

    – Przez siedem lat dzień w dzień patrzyłam na nią, zapłakaną, zrezygnowaną, ciągle pytającą, dlaczego jest chora, czy będzie zdrowa, i targały mną skrajne emocje – wspomina mama Zuzi, Sylwia Macheta. – Ile jeszcze tego bólu i cierpienia zniesie jej skrajnie wykończone ciałko? Patrzyłam i nie mogłam nic zrobić poza codzienną walką z chorobą, która jest jak walka z wiatrakami.

    Rodzice wiedzieli, że leczenia nie sfinansuje ani NFZ, ani Ministerstwo Zdrowia. – To terapia eksperymentalna, nawet w Stanach Zjednoczonych nie ma mowy o opłacaniu jej z ubezpieczenia – mówiła otwarcie matka dziewczynki w jednym z programów telewizyjnych. Jedynym wyjściem była zbiórka publiczna. Ale uzbierać równowartość sześciu milionów złotych, w tym czterech milionów szybko, bo stan dziecka pogarsza się z tygodnia na tydzień?

    W Polsce system ochrony zdrowia nie działa doskonale, ale pospolite ruszenie serc – bez zarzutu. W końcu marca na e-donacyjnym portalu siepomaga.pl ruszyła zbiórka na leczenie Zuzi. Cel: sześć milionów złotych. Funduszy przybywało powoli, zbyt powoli. Tak było do piątku, 17 kwietnia, gdy materiał o niezwykłej dziewczynce z Opolszczyzny wyemitowało główne wydanie „Wiadomości”.

    Nie wiadomo, co bardziej trafiło do serc tysięcy Polaków: widoczne gołym okiem cierpienie dziecka, jego ogromna determinacja by żyć normalnie, talent plastyczny i marzenia (Zuzia, mimo niesprawnych rąk, przepięknie maluje, a w przyszłości chciałaby zostać lekarzem albo weterynarzem), radość i nadzieja w oczach dziewczynki... W każdym razie serwery na siepomaga.pl padły. W ciągu czterech dni – do poniedziałkowego wydania „Wiadomości” udało się zebrać pierwszy milion złotych. Podziękowania i przejmujące słowa „Ja wytrzymam!” – i do akcji włączyli się kolejni darczyńcy. Do dziś – tylko na tym portalu – uzbierano 3,8 mln zł. Już wiadomo, że czas na załatwianie wiz medycznych, bo Zuzia wkrótce będzie mogła zacząć leczenie.

    Historia siedmiolatki po raz kolejny obnażyła kwestię braku Narodowego Programu Leczenia Chorób Rzadkich. Problemem nie jest niemożność sfinansowania leczenia dziecka z pieniędzy publicznych – nawet gdyby taki program był, trudno sobie wyobrazić, by w budżecie znalazła się taka kwota na leczenie, które jest w fazie eksperymentu. Jednak „przy okazji” wyszły na jaw takie kwestie, jak cofnięcie refundacji na część opatrunków niezbędnych w tej chorobie (wzrost miesięcznych wydatków rodziny z kilkuset złotych do ponad dwóch tysięcy) czy brak placówki, w której dzieci z rzadkimi chorobami mogły być kompleksowo leczone (Zuzia na takie leczenie jeździ do kliniki w Salzburgu).

    Narodowy Program Leczenia Chorób Rzadkich został przez resort zdrowia obiecany w 2011 roku.

  • Techniki inhalacyjne u dzieci
    W ostatnim czasie, będąc na stażu podyplomowym zauważyłem, że matki coraz częściej stosują przystawki do nebulizatorów w kształcie smoczka. Czytałem, że są one niezalecane, nie znalazłem jednak żadnych źródeł oficjalnych, jedynie komercyjne. Czy mógłbym prosić o wyjaśnienie tej sprawy?
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    W ostatnim czasie, będąc na stażu podyplomowym zauważyłem, że matki coraz częściej stosują przystawki do nebulizatorów w kształcie smoczka. Czytałem, że są one niezalecane, nie znalazłem jednak żadnych źródeł oficjalnych, jedynie komercyjne. Czy mógłbym prosić o wyjaśnienie tej sprawy?

    Odpowiedziała

    dr n. med. Grażyna Durska
    Zakład Medycyny Rodzinnej
    Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie
    Poradnia alergologiczna „Podgórna” w Szczecinie

    Według wszystkich dostępnych rekomendacji, dotyczących przewlekłego leczenia inhalacyjnego dzieci poniżej 4. roku życia, zaleca się podawanie leków wziewnych z inhalatora ciśnieniowego (pressurized metered dose inhaler - pMDI) z użyciem komory inhalacyjnej z maseczką twarzową. Metodą alternatywną może być podawanie leku za pomocą nebulizatora z małą maską twarzową.

    U dzieci powyżej 4. roku życia preferowaną metodą inhalacyjną jest podawanie leku pMDI (inhalator ciśnieniowy) przez ustnik. Metodą alternatywną może być nebulizacja z inhalatora pneumatycznego z zastosowaniem ustnika.

    U pacjentów powyżej 6. roku życia metodą zalecaną jest pMDI z komorą inhalacyjną z ustnikiem lub inhalacja z inhalatora aerozolowego aktywowanego wdechem pacjenta (breath actuated pressurized metered dose inhaler - pMDI-BA) lub inhalacja z inhalatora suchego proszku aktywowanego wdechem pacjenta (dry powder inhaler - DPI). Metodą alternatywną jest inhalacja z inhalatora pneumatycznego z zastosowaniem ustnika.

    Zalecenia te dotyczą głównie chorych na astmę.

    U chorych na ostre infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych, leki najczęściej podawane są za pomocą inhalatora pneumatycznego (lub ultradźwiękowego) z zastosowaniem maseczki twarzowej.

    Podawanie leku przez ustnik smoczek, nie gwarantuje prawidłowej depozycji leku w płucach, ponadto ten sposób inhalacji zwiększa ryzyko miejscowych działań niepożądanych. Podawanie leków wziewnych w postaci nebulizacji powinno być zarezerwowane dla pacjentów niepotrafiących korzystać z innych typów urządzeń inhalacyjnych.

    Zaletą nebulizacji jest możliwość podawania dużych dawek leku, łączenia kilku leków w jednej nebulizacji, nawilżanie dróg oddechowych (0,9% roztwór NaCl, poprawa klirensu śluzowo-rzęskowego - 0,9% roztwór NaCl, hipertoniczne roztwory NaCl) bierne podawanie aerozolu, możliwość jednoczasowego podawania tlenu.

    Ograniczenia nebulizacji to:

    • długi czas inhalacji
    • duża depozycja ustno-gardłowa
    • duże straty leku
    • zwiększone ryzyko miejscowych działań niepożądanych (dotyczy to głównie leczenia wziewnymi glikokortykosteroidami).

    Lepszą depozycję leku w dolnych drogach oddechowych zapewnia spokojny tor oddechowy chorego, co przy długim czasie inhalacji, zwłaszcza u małych dzieci nie zawsze jest możliwe do osiągnięcia.

    Należy pamiętać, że maseczka twarzowa musi szczelnie obejmować usta i nos dziecka. W wielu badaniach wykazano, że odsunięcie maseczki na 1 cm powoduje zmniejszenie depozycji leku o 50%, odległość 2 cm zmniejsza depozycję do 20%.

    Na wielkość depozycji płucnej poza techniką inhalacyjną wpływają również cechy inhalatora, różne dla poszczególnych typów nebulizatorów.

    Stosowane powszechnie inhalatory pneumatyczne gwarantują depozycję płucną wielkości 5%-10% dawki nominalnej, dlatego dawki leków podawanych w ten sposób wielokrotnie (6-10 razy) przewyższają dawki podawane z inhalatorów ciśnieniowych.

    Znacznie lepsze parametry depozycji płucnej (60%-75% dawki nominalnej) uzyskuje się podczas inhalacji z nebulizatorów pneumatycznych kontrolowanych oddechem oraz inhalatorów wibrującej membrany. Inhalatory te ze względu na ich wysoką cenę nie są powszechnie stosowane.

    Wszystkie wymienione ograniczenia powodują, że nie należy stosować w leczeniu przewlekłym inhalacji z zastosowaniem inhalatorów.

    Piśmiennictwo:

    Al-Ansari K., Sakran M., Davidson B.L i wsp.: Porównanie skuteczności nebulizacji NaCl o różnym stężeniu w leczeniu zapalenia oskrzelików u dzieci. Medycyna Praktyczna Pediatria 2011; 1 (73): 98-101.
    Emeryk A., Bartkowiak-Emeryk M.: Glikokortykosteroidy wziewne w astmie - jakie, komu, kiedy, jak? Alergoprofil, reprint 2011; 7(3): 1-8.
    Emeryk A., Bartkowiak-Emeryk M.: Właściwy dobór inhalatora drogą do skuteczniejszego leczenia astmy. Terapia. Alergologia. 2009: 3 (222): 69-74.
    Hermanowicz-Salamon: Znaczenie aerozoloterapii w chorobach układu oddechowego. Terapia. Pulmonologia. 2007: 10 (201): 27-33.
    Kupryś-Lipińska I., Kuna P.: Nebulizacja jako metoda podawania leków w chorobach układu oddechowego. Terapia. Alergologia. 2013; 3(285): 21-22, 25-27.
    Mazurek H., Mazurek-Durlak Z.: Zastosowanie soli hipertonicznej w schorzeniach dróg oddechowych. Terapia. Pneumonologia. Alergologia 2014 11 (313): 75-84.
  • Szczepienie MMR nie powoduje autyzmu nawet u dzieci z grup ryzyka
    Takie wnioski wyciągnęli naukowcy na podstawie wyników badania kohortowego, którym objęto ponad 95 000 dzieci. To kolejny dowód obalający hipotezę o rzekomym związku MMR z zachorowaniem na choroby ze spektrum autyzmu.
    Więcej

    W dużym badaniu kohortowym z retrospektywnym zbieraniem danych, którego wyniki opublikowano w najnowszym numerze czasopisma „Journal of the American Medical Association” (JAMA) wykazano, że nie ma związku przyczynowego między szczepieniem preparatem skojarzonym przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR) a rozwojem chorób spektrum autyzmu (ASD) u dzieci (p. MMR i liczba szczepień a ryzyko chorób ze spektrum autyzmu).

    Amerykańscy naukowcy przebadali 95 727 dzieci, a wśród nich również te, których rodzeństwo choruje na autyzm, a więc należące do grupy zwiększonego ryzyka rozwoju ASD ze względu na predyspozycje genetyczne. Główna autorka badania – dr Anjali Jain z The Lewin Group w Stanach Zjednoczonych – ujawniła, że wszystkie dzieci obserwowano od urodzenia przez co najmniej 5 lat.

    Z przeprowadzonych analiz wynika, że wśród 7 735 dzieci nieobciążonych zwiększonym ryzykiem ASD, których nie zaszczepiono, zachorowało 0,7% (56 dzieci). W analogicznej grupie dzieci, które otrzymały 2 dawki szczepionki MMR ASD stwierdzono u 0,5% (244 dzieci z 45 568 badanych). Podobne wyniki uzyskano porównując dzieci z grupy zwiększonego ryzyka, a więc rodzeństwa chorych na ASD: wśród 269 nieszczepionych zachorowało 8,6% (23 dzieci), natomiast w grupie 796 zaszczepionych MMR tylko 3,8%.

    „W grupie zwiększonego ryzyka dzieci częściej chorowały na choroby ze spektrum autyzmu bez względu na to, czy były szczepione, czy też nie” – podkreśla dr Anjali Jain. Dodała także, że dzieci z grupy ryzyka nieco rzadziej są szczepione MMR z obawy przed powtórzeniem się autyzmu u kolejnego rodzeństwo. Jak pokazują badania, obawy te są zupełnie nieuzasadnione.

    Dr Bryan King, dyrektor Autism Center w Seattle Children's Hospital również podkreślił, że w rodzinach, których zdarzyła się jedna z chorób ze spektrum autyzmu, ryzyko ASD jest takie samo bez względu na to, czy dzieci są szczepione, czy też nie.

    Niestety mimo 15 lat badań, które obaliły hipotezę o rzekomym związku pomiędzy szczepieniem MMR a ryzkiem ASD u dzieci, nadal około 25% rodziców wierzy w plotki rozpowszechnione w Internecie przez przeciwników szczepień (p. Artykuł Wakefielda wiążący szczepionkę MMR z autyzmem był oszustwem i Jak spreparowano dowody przeciwko szczepionce MMR).

  • Jest jedna prawda o szczepieniach
    „Nie ma dwóch prawd – prawdy ruchu antyszczepionkowego i prawdy resortu zdrowia na temat szczepień; jest jedna prawda: szczepienia są skuteczne, bezpieczne i akceptowalne” – podkreśla Izabela Kucharska z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
    Więcej

    „Nie ma dwóch prawd – prawdy ruchu antyszczepionkowego i prawdy resortu zdrowia na temat szczepień; jest jedna prawda: szczepienia są skuteczne, bezpieczne i akceptowalne” – podkreśla Izabela Kucharska z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

    W poniedziałek rozpoczął się Europejski Tydzień Szczepień. Podczas konferencji zorganizowanej z tej okazji przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – PZH specjaliści przekonywali, że kluczowa w tej sprawie jest edukacja rodziców, którzy powinni wiedzieć, czym ryzykują, nie szczepiąc dzieci. Rzetelna wiedza o skutkach zaniechań w tym zakresie to ich zdaniem najskuteczniejszy oręż z walce z mitami krążącymi na temat szczepień.

    Jak podała Kucharska , obserwowana jest wzrostowa tendencja liczby osób uchylających się od szczepień - w 2014 r. było to ponad 12,3 tys. przypadków. Dla porównania, w 2011 r. w Polsce nie zostało zaszczepionych ok. 3 tys. dzieci, w 2012 r. było już ich 5,3 tys. a w 2013 r. - ok. 7,2 tys.

    Jej zdaniem intensyfikację negatywnego zjawiska wywołały m.in. spekulacje, że szczepionka przeciwko śwince, odrze i różyczce (MMR) może powodować powikłania, na co nie ma żadnego naukowego potwierdzenia.

    „Mitów powielanych przez przeciwników szczepień jest wiele, należy z nimi zdecydowanie walczyć, bo są szalenie szkodliwe” – podkreśliła dr Paulina Miśkiewicz, dyrektor Biura WHO w Polsce. Przypomniała, że badanie z 1998 r., którego wyniki spowodowały obawy dotyczące ewentualnego istnienia związku między podaniem szczepionki MMR a autyzmem, było obarczone poważnymi wadami, a pismo, w którym praca badawcza została opublikowana, podjęło decyzję o jej wycofaniu.

    „Niestety, publikacja wywołała panikę, która doprowadziła do spadku poziomu zaszczepienia i w konsekwencji do wystąpienia ognisk chorób zakaźnych. Nie ma żadnych, żadnych, żadnych naukowych dowodów, które wskazywałyby na istnienie związku między podaniem szczepionki MMR a wystąpieniem autyzmu lub zaburzeń ze spektrum autyzmu” – powiedziała Miśkiewicz.

    Kolejny mit, który – jak stwierdziła - wywołuje histerię w temacie szczepień, to kwestia zawartości w nich rtęci.

    „Tiomersal to organiczny związek zawierający nietoksyczną postać rtęci, dodawany do niektórych szczepionek jako substancja konserwująca. Nie ma żadnych dowodów wskazujących, że ilość tiomersalu wykorzystywanego w szczepionkach stwarza zagrożenie dla zdrowia” - powiedziała.

    Inny powszechny mit – jak wskazała - dotyczy tego, że lepiej przejść chorobę niż zostać zaszczepionym. „Szczepionki wchodzą w interakcje z układem odpornościowym, wywołując podobną odpowiedź immunologiczną jak naturalnie rozwijająca się infekcja, ale nie powodują u zaszczepionej osoby wystąpienia choroby ani potencjalnych powikłań” – podkreśliła Miśkiewicz. Jak mówiła, koszty uzyskania odporności dzięki przebyciu choroby zakaźnej mogą być bardzo wysokie - w postaci powikłań.

    Biuro Światowej Organizacji w Polsce stara się rozprawić także z innymi mitami. W informacji zamieszczonej w poniedziałek na swojej stronie organizacja neguje zasadność teorii rozpowszechnianych przez przeciwników szczepień, takich jak np. twierdzenie, iż choroby, którym zapobiega się poprzez szczepienia, zostały niemal całkowicie wyeliminowane, więc nie ma potrzeby się na nie szczepić; że zachowując wyższy poziom higieny i warunków sanitarnych, można doprowadzić do tego, że choroby znikną, więc szczepienia nie są potrzebne.

    Biuro WHO w Polsce zamieściło w poniedziałek na swojej stronie także specjalną informację dla rodziców, którzy zdecydowali się nie szczepić dziecka. „Jeśli jako rodzic postanowisz nie szczepić dziecka lub robić to wybiórczo, musisz wiedzieć, że wiąże się z tym ryzyko i odpowiedzialność. Trzeba przekazywać taką informację idąc do lekarza, posyłając dziecko do szkoły” – wskazała Miśkiewicz.

    Obowiązek szczepień ochronnych wynika z przepisów ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, a także z rozporządzenia w sprawie obowiązkowych szczepień ochronnych.

    Jeśli rodzic nie zaszczepi dziecka w terminie, wówczas otrzymuje upomnienie z wezwaniem do zaszczepienia dziecka w ciągu 7 dni. Gdy rodzice nie reagują, wówczas można nałożyć na nich grzywnę. Ustawa o postępowaniu egzekucyjnym dopuszcza jednorazowo grzywnę w maksymalnej wysokości 10 tys. zł; może ona być nakładana wielokrotnie, ale łączna suma grzywien w celu przymuszenia nie może przekroczyć 50 tys. zł.

    Jak podkreśla Izabela Kucharska, kary finansowe nie powinny być traktowane jako kara, ale jako "środek przymusu, ponieważ jeśli rodzic zaszczepi dziecko, ta grzywna w celu wymuszenia będzie mu zwrócona". Jak powiedziała, w ubiegłym roku nałożono ok. 100 takich kar.

    "Jeśli rodzic notorycznie nie realizuje tego obowiązku (szczepienia - PAP) wobec dziecka - a to grozi zdrowiu lub życiu dziecka - w świetle przepisów (...) taki rodzic może mieć nawet odebrane prawa rodzicielskie" - podkreśla Kucharska. Dodaje jednak, że dotychczas nie było takiego przypadku.

    Zdaniem Kucharskiej instytucje państwowe, egzekwując obowiązek szczepień, działają zgodnie z Konstytucją. Powołuje się przy tym na zapisany w ustawie zasadniczej obowiązek zwalczania chorób epidemicznych oraz możliwość ograniczania wolności i praw człowieka na rzecz zdrowia i bezpieczeństwa publicznego.

    Konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii dr Iwona Paradowska–Stankiewicz podkreślała, że szczepienia ochronne powinny być prowadzone z kilku powodów. Są konieczne, gdy: choroby zakaźne często występują w populacji, np. krztusiec czy WZW typu B; ryzyko zachorowania jest wysokie - np. pneumokoki, ospa wietrzna, zakażenia rotawirusowe; istnieje poważne ryzyko powrotu danej choroby, np. odry, świnki czy różyczki; jest niebezpieczeństwo występowania zachorowań na choroby zawlekane z innych części świata np. błonicę z Rosji, przez rodaków podróżujących turystycznie i służbowo oraz w wyniku migracji ludności.

  • Diagnostyka w przypadku problemów z przełykaniem pokarmów stałych
    Moja siedemnastoletnia córka ma problem z przełykaniem pokarmów stałych, np. tabletki. Nic jej nie boli, ale ten stan jest uciążliwy i mało komfortowy. Co to może być? Do jakiego specjalisty powinnam udać się z córką?
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    Moja siedemnastoletnia córka ma problem z przełykaniem pokarmów stałych, np. tabletki. Nic jej nie boli, ale ten stan jest uciążliwy i mało komfortowy. Co to może być? Do jakiego specjalisty powinnam udać się z córką?

    Odpowiedziała

    dr hab. n. med. Andrea Horvath
    pediatra-gatsrolog
    Klinika Pediatrii, WUM

    Szanowna Pani,
    jeśli u wcześniej zdrowego pacjenta pojawia się problem z połykaniem pokarmów stałych to zawsze w pierwszej kolejności należy wykluczyć zmiany w obrębie przełyku, które mogą mieć podłoże organiczne (np. eozynofilowe zapalenie przełyku czy zapalenie w przebiegu choroby refluksowej) lub czynnościowe (np. achalazja czy szeroko pojęte zaburzenia motoryki).

    Zazwyczaj u takich chorych występują dodatkowe objawy towarzyszące, tj. ból przy połykaniu posiłków stałych (nie tylko tabletek), niechęć do jedzenia, spadek masy ciała. Jednak w początkowych fazach każdej choroby, objawy mogą być subtelne i bagatelizowane przez pacjenta. Oczywiście nie możemy wykluczyć także czynników psychicznych, ale rozważamy je dopiero po wykluczeniu zmian chorobowych o podłożu organicznym lub czynnościowym.

    O zakresie diagnostyki i kolejności proponowanych badań powinien zadecydować specjalista, najlepiej gastrolog. W tym do rozważenia są:

    • badanie endoskopowe górnego odcinka przewodu pokarmowego z pobraniem biopsji - pozwala ocenić błonę śluzową przełyku i uzyskać wycinki z widocznych zmian chorobowych;
    • obrazowe badanie kontrastowe - wykonanie RTG w trakcie połykania kontrastu pozwala uwidocznić zarówno zwężenia w obrębie przełyku, jak i zaburzenia czynnościowe związane z zaburzoną motoryką przełyku;
    • badanie manometryczne przełyku - jest pomocne w diagnozowaniu zaburzeń czynnościowych, ale jest dostępne tylko w ośrodkach o wyższym stopniu referencyjności.

    Z uwagi na objawy występujące u córki, choć nie są mocno wyrażone - nie ma co zwlekać z diagnostyką - proponuję udać się na konsultację gastrologiczną celem ustalenia dalszego postępowania.

    Piśmiennictwo:

    Interna Szczeklika. Podręcznik chorób wewnętrznych 2013. Medycyna Praktyczna, Kraków 2013: 883-900