6 marca 2015 roku
poczta
zaloguj się
 
Poczet Lekarzy
medycyna praktyczna dla pacjentów

Parametry wyszukiwania:

 Wszyscy  A B C Ć Č D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W Y Z Ź Ż

Wyniki wyszukiwania

« Wstecz      Dalej »
Lekarz Maria Michalska-Kieres

Pulmonolog, Internista, Specjalista medycyny paliatywnej

Choroby płuc, Choroby wewnętrzne, Medycyna paliatywna

lek. med. Barbara Michcik

Alergolog, Internista, Specjalista medycyny paliatywnej

Alergologia, Choroby wewnętrzne, Medycyna paliatywna

Lekarz Janusz Mielczarek

Internista, Geriatra, Specjalista medycyny paliatywnej, Lekarz rodzinny

Choroby wewnętrzne, Geriatria, Medycyna paliatywna, Medycyna rodzinna

Lekarz Leszek Mierzwa

Anestezjolog, Internista, Specjalista medycyny paliatywnej, Specjalista medycyny ratunkowej

Anestezjologia i intensywna terapia, Choroby wewnętrzne, Medycyna paliatywna, Medycyna ratunkowa

Lekarz Grażyna Okoń-Kowalska

Specjalista medycyny paliatywnej

Choroby zakaźne, Medycyna paliatywna

dr n. med. Anna Orońska

Anestezjolog, Specjalista medycyny paliatywnej

Anestezjologia i intensywna terapia, Medycyna paliatywna

Lekarz Agata Osys-Ormańczyk

Internista, Specjalista medycyny paliatywnej

Choroby wewnętrzne, Medycyna paliatywna

Lekarz Małgorzata Owczarek-Borowska

Specjalista medycyny paliatywnej, Anestezjolog

Anestezjologia i intensywna terapia, Medycyna paliatywna

Lekarz Mirosława Padzik-Grzesińska

Anestezjolog, Specjalista medycyny paliatywnej

Anestezjologia i intensywna terapia, Medycyna paliatywna

Lekarz Małgorzata Paluch

Pulmonolog, Specjalista medycyny paliatywnej

Choroby płuc, Medycyna paliatywna

Lekarz Łukasz Parszewski

Specjalista medycyny paliatywnej

Medycyna paliatywna

Lekarz Jadwiga Paszkowska

Anestezjolog, Specjalista medycyny paliatywnej

Anestezjologia i intensywna terapia, Medycyna paliatywna

Lekarz Mirosława Paśko

Internista, Specjalista medycyny paliatywnej, Specjalista medycyny pracy

Choroby wewnętrzne, Medycyna paliatywna, Medycyna pracy

Lekarz Mirosław Pietrzak

Internista, Specjalista medycyny paliatywnej

Choroby wewnętrzne, Medycyna paliatywna

« Wstecz      Dalej »

Poczet Lekarzy zawiera wyłącznie wizytówki stworzone przez lekarzy. Jesteś lekarzem i nie ma Cię w bazie: stwórz wizytówkę!

Przeczytaj też

  • Kiedy pyta…
    Dziecko chce wiedzieć. Jaka to choroba? Skąd się wzięła? Można się zarazić? Czy można od niej umrzeć? A jak się umrze, to ma się otwarte oczy? Czy śmierć boli?
    Więcej

    Dziecko chce wiedzieć. Jaka to choroba? Skąd się wzięła? Można się zarazić? Czy można od niej umrzeć? A jak się umrze, to ma się otwarte oczy? Czy śmierć boli?

    Nic mu nie umknie uwadze. Widzi, że dziadek nie wstaje już łóżka, a jeszcze miesiąc wcześniej jeździł na rowerze. Martwi się, że wszyscy wkoło smutni, a na nakastliku rośnie piramida lekarstw. Że zniedołężniały Burek, wierny towarzysz zabaw, nie wrócił od weterynarza. Że znieruchomiały ptaszek leży na parapecie, identycznie jak ten, o którym mama czytała w „Calineczce”. Że w bloku naprzeciwko mieszka chłopiec w okularkach, którego na wózku inwalidzkim duży pan prowadzi dzień w dzień w stronę szkoły.

    Łatwe nigdy to nie będzie, ale trzeba rozmawiać z dziećmi o chorowaniu i związanych z nim konsekwencjami. W dorosłych uruchamiają się wtedy hamulce podszyte lękami przed nazwaniem po imieniu spraw ostatecznych. A dziecko świetnie wie co się dzieje i nie chce by traktowane jak dureń. Dawniej – jeszcze w latach 50., 60. ubiegłego wieku mówić nie było trzeba. Ludzie umierali w domu, w tym samym łóżku, w którym kilkadziesiąt lat wcześniej przychodzili na świat. Trumnę wystawiano w pokoju, rodzina i sąsiedzi modlili się przy ciele zmarłego. Starsi na czuwanie przyprowadzali dzieci, które od początku były oswajane z faktem, że życie ma swój kres. Śmierć była empirycznie doświadczalna, istniała na tych samych prawach co inne kluczowe zdarzenia - chrzty i śluby. W „Fanny i Aleksander” Ingmara Bergmana są długie sceny, w których odchodzi głowa rodziny – ukochany mąż i ojciec, a jego bliscy, bez względu na rozrywający ból i dławiący strach, muszą się z tym faktem skonfrontować. Dziś ludzie chorują i odchodzą w samotności ukryci za szpitalnymi parawanami. Dzieci dostają informację, że dziadka już nie zobaczą - „zabrały go aniołki”. Zostaje pustka i wielka niewiadoma. Dziadek „wyparował” i już. Wierzący zostawiają jeszcze nadzieję na spotkanie wszystkich ze wszystkimi - każda religia wiąże się z wielką obietnicą.

    Wstrząsem dla czytelniczego świata stali się w roku 1973 „Bracia Lwie Serce”, saga rycerska zaadresowana do czytelników nieletnich, opowiadająca o losach dwóch braci, z których młodszy jest kaleki, a starszy zdrowy i piękny. Życie na ziemi przynosi im wyłącznie biedę, zimno i upokorzenia, dopiero po przedwczesnej śmierci, w nowej rzeczywistości, krainie zwanej Nangijala, obaj zaczynają żyć godnie, ciekawie, niebezpieczne przygody kształtują ich charakter, w finale pokonują zło. Ta przełamująca tabu powieść, napisana przez Astrid Lindgren, cesarzową literatury dziecięcej, niesie ową obietnicę, ale zanurzoną wyłącznie w duchu świeckości. Dziś „Bracia” są znani pod każdą szerokością geograficzną - rzucającą pomost między kulturami i religiami. To powieść, w której życie i śmierć są równoprawnymi, a nie ścierającymi się w dramatycznym boju częściami istnienia. Dla dziecka ten rodzaj perspektywy uśmierza lęki przed nieznanym. Zaś dorosłego mobilizuje do tego, by przestał chować głowę w piasek i zacząć uczciwie dialogować nawet z kilkulatkiem.

  • Marzec Miesiącem Świadomości Raka Jajnika
    W 2012 r. rak jajnika był piątym najczęściej diagnozowanym u kobiet nowotworem w naszym kraju, mimo to Polki nie są świadome zagrożenia. Ma to zmienić obchodzony po raz pierwszy w Polsce w marcu Miesiąc Świadomości Raka Jajnika.
    Więcej

    W 2012 r. rak jajnika był piątym najczęściej diagnozowanym u kobiet nowotworem w naszym kraju, mimo to Polki nie są świadome zagrożenia. Ma to zmienić obchodzony po raz pierwszy w Polsce w marcu Miesiąc Świadomości Raka Jajnika.

    Ogólnopolskie obchody rozpocznie we wtorek wieczorem podświetlenie hali Spodka w Katowicach. Symbolem nowotworu jajnika jest turkusowa wstążeczka, dlatego właśnie taką barwą podświetlony zostanie Spodek, a w kolejnych dniach marca – także inne obiekty w kraju.

    Akcja jest realizowana w ramach kampanii edukacyjnej „Dla niej. Możemy więcej”, aby zwrócić uwagę Polek na objawy, metody diagnostyki i leczenia jednego z najczęstszych nowotworów kobiecych. Organizatorami są: Stowarzyszenie na Rzecz Walki z Chorobami Nowotworowymi Sanitas, Stowarzyszenie Kobiet z Problemami Onkologiczno-Ginekologicznymi Magnolia oraz Polskie Amazonki Ruch Społeczny.

    Województwo śląskie, według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów, w 2012 r. było na pierwszym miejscu w Polsce, jeśli chodzi o liczbę nowych diagnoz raka jajnika. Choroba ta przebiega bezboleśnie i wykrywana jest najczęściej w stadium zaawansowanym. Najczęstsze objawy zwykle kojarzone są z układem trawiennym, a nie rodnym, dlatego tak ważne są regularne wizyty ginekologiczne, szczególnie po 50. roku życia.

    „Sama chorowałam na raka jajnika i na własnej skórze przekonałam się, że objawów można zupełnie nie zauważyć. Uratowało mnie ginekologiczne badanie USG, podczas którego lekarz zwrócił uwagę na zmiany w jajniku. Wcześniej wiedziałam wprawdzie, że taka choroba istnieje, ale nie spodziewałam się, że dotknie również mnie. Dlatego dziś tym bardziej zależy mi, by kolor turkusowy zwracał uwagę kobiet na nowotwór jajnika i przypominał o konieczności wykonywania regularnych badań ginekologicznych” – powiedziała współorganizatorka kampanii, założycielka Stowarzyszenia na Rzecz Walki z Chorobami Nowotworowymi Sanitas Anna Nowakowska.

    Lekarze podkreślają, że rak jajnika nie boli, daje jedynie niespecyficzne objawy, które kojarzone są raczej z układem trawiennym niż rozrodczym. Dlatego aż u 80 proc. chorych, raka jajnika wykrywa się w stadium zaawanasowanym. Najbardziej narażone na zachorowanie są kobiety po 50. roku życia, choć choroba dotyka również osoby młodsze.

    „Nadzieją napawa fakt, iż po wielu latach oczekiwania mamy dziś coraz więcej narzędzi, by leczyć kobiety chore nawet na zaawansowaną postać tego nowotworu. Tym niemniej zachęcam osoby, w których rodzinie występował rak jajnika lub rak piersi, a także kobiety w piątej i szóstej dekadzie życia, by zachowały czujność i przynajmniej raz w roku badały się u ginekologa” – powiedział dr Lubomir Bodnar z Kliniki Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego.

    W ramach obchodów Miesiąca Świadomości Raka Jajnika, turkusowy kolor rozświetli marcowe noce w kilku największych miastach Polski. Po katowickim Spodku będą to obiekty w Kielcach, Poznaniu, Gliwicach, Rzeszowie, Ełku, Koninie, Wrocławiu, Krakowie, Opolu.

  • Joanna, Piotr, Jaś

    Rzecz jak z szekspirowskiego dramatu. Namiętności, zbrodnia, miłość i śmierć. Na scenie prawdziwi ludzie w egzystencjalnym szachu. Postawieni pod ścianą, nie mający wyboru. Cenię „Joannę” za siłę przekazu. Rozumiem, że Aneta Kopacz pokazała tyle, ile w danej chwili mogła. Posłuchała głosu Joanny, To on stał się dla niej kierunkowskazem. Ale w przyszłości chciałabym zobaczyć jeszcze dwa dokumenty – „Piotr” i „Jaś”. Być może wtedy tryptyk by się domknął.

    Więcej

    Szkoda, że dokumentalna „Joanna” w Oscarowych wyścigach przepadła. Historia tytułowej bohaterki jest uniwersalna i znana u nas jeszcze przed powstaniem filmu. Na początku trzydziestoczterolatka chorująca na galopujacego raka zaczęła prowadzić bloga, w którym otwarcie, lecz bez martyrologii, stękania, żalów opowiadała o onkologicznej golgocie. Literacka wrażliwość, uczciwe stawianie sprawy plus poczucie humoru powodowały, że „Chustka” w 2,5 roku zdobyła ogromną popularność, a po śmierci autorki została wydana w formie książkowej.

    Aneta Kopacz zachwyciła się osobowością Joanny jeszcze za jej życia. Filmowała ją ze świadomością, że na opowieści o „wojowniczkach” stawiających czoła przeciwnościom losu, istnieje społeczne zapotrzebowanie. Kamera towarzyszyła chorej kobiecie i jej bliskim – synkowi i partnerowi - w domu, na spacerze, w szpitalu. Na plan pierwszy wysuwają się dialogi między matką a dzieckiem. Rozmowy o sprawach zasadniczych. Joanna chce wyposażyć synka w wiedzę o człowieku – to jest jej duchowy testament, a dla chłopca klucz do świata, w którym nie będzie już mamy.

    To się udało –„Joanna” porusza autentycznością relacji umierającego rodzica i bystrego kilkulatka. Kopacz nie szantażuje widza emocjami, choć jej film traktuje właśnie o uczuciach i wartościach z nimi związanymi. Przywiązaniu, odpowiedzialności i tym, co głębsze jeszcze od miłości. Przede wszystkim jest opowieścią o życiu – celebrowaniu jego powszedniości. Zakotwiczaniu się w niej poprzez rytuały – dlatego w tej perspektywie cień odchodzenia jest tak dotkliwy. Powstałby zupełnie inny obraz, gdyby jego horyzont poszerzyć o pozostałych bliskich Chustki. Mama Joanny istniejąca w blogowej narracji jako babcia B., w filmie nie pojawia się ani razu. Piotra - partnera – o którym Joanna wypowiada się jako o największej spotkanej miłości, widzimy w kilku zaledwie scenach. Wystarcza – postawny mężczyzna o łapach drwala z czułością nosi na rękach swoją z dnia na dzień coraz bardziej kruchą kobietę. Wierzymy, że Piotr jest dla Joanny ogromnym wsparciem. Lecz nie wiemy, że sporo istotnych wątków w „Joannie” zostało pominiętych. Możemy się tylko domyślić, że Piotr nie jest ojcem Jasia. Nie mamy pojęcia, że jest skazany za gwałt i że ślub z Joanną wzięli w areszcie. Że wcześniej nosił nazwisko Koziarki, a Sałyga przyjął po żonie. Że był ścigany listem gończym. To reżyserka zdradziła w jednym z wywiadów, że bohaterka jej filmu w sprawie męża chciała odwoływać się do organizacji walczącej o prawa człowieka. Po śmierci Joanny ukazał się w Gazecie Wyborczej nekrolog podpisany nazwiskiem matki, w którym wśród licznych podziękowań nie jest wymieniony obecny mąż córki, tylko ten były. W ubiegłym roku miała być wydana, ale tak się nie stało, książka Piotra Sałygi zatytułowana „Niemąż”.

    Rzecz jak z szekspirowskiego dramatu. Namiętności, zbrodnia, miłość i śmierć. Na scenie prawdziwi ludzie w egzystencjalnym szachu. Postawieni pod ścianą, nie mający wyboru. Cenię „Joannę” za siłę przekazu. Rozumiem, że Aneta Kopacz pokazała tyle, ile w danej chwili mogła. Posłuchała głosu Joanny. To on stał się dla niej kierunkowskazem. Ale w przyszłości chciałabym zobaczyć jeszcze dwa dokumenty – „Piotr” i „Jaś”. Być może wtedy tryptyk by się domknął.

  • Kreatywna kolejkowość
    Dyrektorzy szpitali coraz głośniej mówią, że pakiet onkologiczny trzeszczy w szwach, i to w kilku miejscach jednocześnie. Z pakietu nie wynika możliwość leczenia, a jedynie zasady rozliczenia i sprawozdawczości – podkreślają.
    Więcej

    Dyrektorzy szpitali coraz głośniej mówią, że pakiet onkologiczny trzeszczy w szwach, i to w kilku miejscach jednocześnie. Z pakietu nie wynika możliwość leczenia, a jedynie zasady rozliczenia i sprawozdawczości – podkreślają.

    Jeden z największych szpitali onkologicznych w kraju, dysponujący specjalistami, sprzętem, możliwościami leczenia nowotworów na najwyższym poziomie. Oczywiście, działający w ramach pakietu onkologicznego. I pacjent, który od kilku miesięcy leczy się w tejże renomowanej placówce po operacji guza mózgu. Wyniki, szczęśliwie, znakomite. Pod koniec stycznia lekarz prowadzący zleca wykonanie rezonansu magnetycznego – dokładnie za 10 tygodni od wizyty. – Ale to nie u nas – zaznacza od razu. – U nas czeka się cztery miesiące. Proszę zrobić gdzieś prywatnie albo znaleźć krótszą kolejkę – radzi.

    Ten konkretny pacjent nie miał większych problemów ze znalezieniem szpitala, w którym rezonans wykonano w zaleconym przez lekarza terminie. Ale dyrektorzy placówek coraz głośniej mówią, że pakiet onkologiczny trzeszczy w szwach – i to w kilku miejscach jednocześnie. Największe problemy w tej chwili, to rozrastające się kolejki do diagnostyki obrazowej oraz ewidentne nierówności w traktowaniu pacjentów „nowych” (lepszych, bo „pakietowych”) i „starych”, którzy mieli podwójnego pecha: zachorowali na nowotwór i udało się im go zdiagnozować zbyt wcześnie. Systemowo ci pacjenci dla placówek stali się obciążeniem, nie przychodem. Im jest ich więcej, tym większe prawdopodobieństwo, że poradnia czy szpital nie zdąży ze zdiagnozowaniem „nowych” chorych, za których ma dostać pieniądze w ramach pakietu.

    Niewykluczone, że w szpitalach zaczną funkcjonować w najbliższym czasie dwie lub nawet trzy kolejki – do tych samych świadczeń. Jedna dla pacjentów z zieloną kartą, druga – również dla diagnozowanych, ale na podstawie zwykłego skierowania, trzecia – dla pacjentów, którzy kontynuują leczenie nowotworu lub stawiają się na wizyty kontrolne. Ale żeby nie było zbyt prosto, świadczenia wykonywane pacjentom ustawionym w trzech kolejkach będą rozliczane albo w ramach pakietu (tylko dla pacjentów z kartami DiLO) albo na podstawie zwykłego kontraktu (na przykład na diagnostykę czy procedury onkologiczne). - Kontrakt poza pakietem mamy minimalny. Jak się skończy, zaczniemy robić nadwykonania, tak samo jak do tej pory. Pytanie tylko, czy NFZ będzie skłonny za nie płacić? – zastanawia się jeden z dyrektorów, z którymi rozmawiałam.

    Bo istnieje prawdopodobieństwo, że Fundusz płacić skłonny nie będzie. Minister zapowiedział, że limity zostają zdjęte tylko na leczenie onkologiczne w ramach pakietu: zdjęcie limitów zostało obwarowane całym szeregiem biurokratycznych i terminowych warunków. Można się więc spodziewać, że za leczenie „pozapakietowe” szpitalom nikt nie będzie chciał zapłacić. A to oznacza albo olbrzymie straty, albo – co bardziej prawdopodobne – procesy sądowe szpitali z NFZ.

    Tymczasem jednak kreatywna kolejkowość kwitnie. Są placówki, które na początku roku wprowadziły zasadę zapisywania pacjentów z co najwyżej miesięcznym wyprzedzeniem. W sytuacji, gdy całość procesu diagnostycznego miała zająć dziewięć tygodni, wydawało się to rozsądnym rozwiązaniem. - I nagle okazało się, że mamy boom pacjentów, bo wykazywaliśmy, że u nas czeka się na usługę zaledwie miesiąc. Przeszliśmy na tryb trzymiesięczny – opowiada szef warszawskiego szpitala. Kolejka wydłużyła się z dnia na dzień.

    Inne szpitale – na przykład na Śląsku – próbują regulować kolejki renegocjacją kontraktów z NFZ i zwiększeniem puli pieniędzy na leczenie poza pakietem – zarówno jeśli chodzi o świadczenia dla pacjentów onkologicznych jak i nieonkologicznych. – Ministerstwo zapowiada, że poprawki do pakietu będą wprowadzane po pierwszym kwartale. A my pacjentów musimy przyjmować codziennie i jednocześnie pamiętać, że szpitala zadłużać za bardzo nie można – mówi szef średniej wielkości szpitala ze Śląska.

    Są też placówki, które już wypowiedziały kontrakt na pakiet, albo w ogóle w niego nie weszły. Tak, jak uznawany za jeden z najlepszych szpitali Małopolski, szpital im. E. Szczeklika. Jego dyrektor, Marcin Kuta, już na początku stycznia stwierdził publicznie to, co wielu innych szefów szpitali teraz przyznaje: - Z pakietu onkologicznego nie wynika możliwość leczenia, a jedynie zasady rozliczenia i sprawozdawczości.

    Tę opinię podzielił w rozmowie z „MP” dr Dariusz Godlewski: - Pakiet onkologiczny nie dotyczy pacjenta. To regulacja dotycząca rozliczeń między płatnikiem a świadczeniodawcą.