31 lipca 2014 roku
poczta
zaloguj się
 
Poczet Lekarzy
medycyna praktyczna dla pacjentów

Parametry wyszukiwania:

Profile lekarzy i opisy placówek medycznych są całkowicie bezpłatne
 Wszyscy  A B C Ć Č D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W Y Z Ź Ż

Wyniki wyszukiwania

« Wstecz      Dalej »
Lekarz Henryk Grymuza

Lekarz Rodzinny, Specjalista medycyny pracy

Medycyna pracy, Medycyna rodzinna

Lekarz Monika Iwaszko

Lekarz Rodzinny, Psychiatra

Medycyna rodzinna, Psychiatria

Lekarz Wojciech Iwaszko

Specjalista medycyny paliatywnej, Lekarz Rodzinny

Medycyna paliatywna, Medycyna rodzinna

Lekarz Wojciech Jaroszewski

Specjalista medycyny paliatywnej, Lekarz Rodzinny

Medycyna paliatywna, Medycyna rodzinna

« Wstecz      Dalej »

Poczet Lekarzy zawiera wyłącznie wizytówki stworzone przez lekarzy. Jesteś lekarzem i nie ma Cię w bazie: stwórz wizytówkę!

Przeczytaj też

  • Łyżką kopiemy sobie grób
    Na całym świecie liczba wykonywanych zabiegów bariatrycznych zaspokaja zaledwie 1-2% potrzeb danego społeczeństwa. Chirurgia bariatryczna jest jedynym skutecznym środkiem leczenia otyłości i cukrzycy, ale globalnie nie rozwiąże tych problemów. Nie da się zoperować 2 mln ludzi w Polsce – mówi prof. Andrzej Budzyński.
    Więcej

    Na całym świecie liczba wykonywanych zabiegów bariatrycznych zaspokaja zaledwie 1-2% potrzeb danego społeczeństwa. Chirurgia bariatryczna jest jedynym skutecznym środkiem leczenia otyłości i cukrzycy, ale globalnie nie rozwiąże tych problemów. Nie da się zoperować 2 mln ludzi w Polsce – mówi prof. dr hab. Andrzej Budzyński z II Katedry Chirurgii Ogólnej Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum.

    Renata Kołton: Otyłość pociąga za sobą kolejne choroby. Jest przyczyną m. in. 80% zachorowań na cukrzycę typu 2. Ale czy konieczne są zabiegi bariatryczne. Czy chorzy nie mogą schudnąć stosując odpowiednią dietę?

    Prof. Andrzej Budzyński: Wszyscy znamy uniwersalne zalecenia dla otyłych – mniej jeść, więcej się ruszać. Ale przy pewnym poziomie BMI jedynym sposobem wyjścia z otyłości jest leczenie operacyjne. U osób z otyłością olbrzymią leczenie zachowawcze jest skuteczne u 1-2% chorych. Mówiąc „skuteczne” mam na myśli takie, które nie tylko spowoduje spadek masy ciała o 20-30 lub więcej kilogramów, ale pozwoli również utrzymać się pacjentowi w odpowiednim przedziale wagowym przez resztę życia. Samą utratę kilogramów może osiągnąć każdy, kto jest do tego odpowiednio zmotywowany. Problemem jest jednak stała zmiana stylu życia, która zapobiegnie odzyskaniu wagi.

    Na szczęście zarówno wśród lekarzy, jak i w społeczeństwie dokonał się pewien przeskok w myśleniu o otyłości. Przestaje być postrzegana tylko jako zaniedbanie, problem wynikający z tego, że za dużo jemy, a z którym każdy może sobie poradzić wykazując odpowiednio silną wolę. Co raz częściej traktowana jest tak jak powinna być, czyli jako choroba.

    Czy naprawdę każdy może sam schudnąć? Być może niektórym nie pozwalają na to powody otyłości?

    Schudnąć może niemal każdy. Otyłość pochodzenia mózgowego, mająca podłoże w centralnym systemie nerwowym, czy spowodowana zaburzeniami genetycznymi lub hormonalnymi, występuje może u 1% chorych. W ponad 99% przypadkach mamy do czynienia z bardzo niefortunnie nazwaną otyłością prostą, spowodowaną wyłącznie nadmierną podażą kalorii.

    Są osoby, które potrafią oszukać efekt operacji bariatrycznej i pomimo zabiegu nie schudnąć. Czy naprawdę tak bardzo lubią jeść, że nie są w stanie się od tego powstrzymać nawet gdy nie czują głodu?

    Jedzenie jest niesamowitą gratyfikacją za mnóstwo rzeczy, które nam się w życiu nie udają. Poprawia nam nastrój i samopoczucie. Przez wieki traktowane było jako niewinna przyjemność.

    Osobom po zabiegu znacznie łatwiej stosować dietę. Mają mniejsze poczucie głodu dzięki zmniejszeniu rezerwuaru, w którym mieści się pokarm. Dodatkowo następują zmiany w gospodarce hormonalnej ich przewodu pokarmowego. Ale nawyki, takie jak podjadanie słodyczy leżących na stole, otwieranie lodówki i sięganie po przekąski czy „zajadanie stresu bądź depresji”, pozostają. U osób otyłych mechanizm łaknienia jest bardzo zaburzony. Nie chodzi tylko o smak pożywienia, ale także o jego objętość i przyjemność przeżuwania i przełykania. Pewnie psychiatrzy mogliby tutaj coś dodać o oralnych przyjemnościach związanych z jedzeniem, czy o roli, jaką spełnia ono w kompensacji naszych problemów.

    Czy są szanse, że na hormony przewodu pokarmowego i na nasz metabolizm będziemy mogli wpływać za pomocą leków?

    Na pewno. Choć nie wiem, czy tego dożyję. Badania nad magiczną tabletką na otyłość są dość chaotyczne. Nie widać w nich wyraźnego trendu w kierunku „świętego Graala”. Ale mnóstwo firm próbuje, wkładając w to olbrzymi wysiłek i pieniądze. Liczą na to, że kiedyś przyniesie im to olbrzymi dochód. W Polsce takie tabletki brałoby pewnie nawet do 15 mln ludzi, którzy w jakiś stopniu chcą schudnąć. Ale póki co na rynku nie ma żadnego rozsądnie działającego leku. Te, które cechowały się obiecującą skutecznością, nie zostały wprowadzone z powodu skutków ubocznych i są zbyt niebezpieczne, aby je stosować. Świetnie się chudnie po amfetaminie, ale efekty uboczne są oczywiste.

    Ile zabiegów bariatrycznych wykonywanych jest w Polsce rocznie?

    Nie mamy ścisłego rejestru. Ośrodków, które wykonują około setki takich zabiegów rocznie, jest w Polsce raptem kilka. Są też ośrodki, które dopiero zaczynają i przeprowadzają ich około 20-30 w skali roku. Szacujemy, że w sumie jest to około 1500 operacji.

    Jednym, ale nie jedynym powodem niedostatecznej liczby tych operacji, są względy finansowe. Przez całe lata ta procedura była bardzo tanio wyceniana przez NFZ. Trzeba ją było finansować ze środków „zarobionych” na bardziej dochodowych zabiegach, albo wykonywać w ramach programów naukowych. Zawsze więc były limity. Początkowo, kiedy nie było jeszcze ograniczenia prawnego dla tego typu działalności, ośrodek kliniczny w Zabrzu robił to nawet odpłatnie.

    Operacje bariatryczne nie weszły do tzw. „koszyka świadczeń”. Obecnie Fundusz finansuje tylko jedną procedurę bariatryczną, najmniej skuteczną, jaką jest założenie opaski. Należy się w tym dopatrywać skutecznego lobbingu ze strony firm, które zadbały o swoje interesy. W naszej klinice wszystkie procedury bariatryczne rozliczamy zgodnie z przepisami NFZ, ale niejako od kuchni. Zabiegi gastric by-pass kwalifikujemy jako zespolenie jelitowo-jelitowe, rękawową resekcję żołądka w leczeniu otyłości rozliczamy po tej samej procedurze, co resekcję z powodu choroby wrzodowej.

    Generalnie wykonujemy tych operacji za mało. Ale na całym świecie liczba wykonywanych zabiegów bariatrycznych zaspokaja zaledwie 1-2% potrzeb danego społeczeństwa. Chirurgia bariatryczna jest jedynym skutecznym środkiem leczenia otyłości i cukrzycy, ale globalnie nie rozwiąże tych problemów. Nie da się zoperować 2 mln ludzi w Polsce.

    Co w takim razie mogłoby powstrzymać epidemię otyłości?

    Łatwo mówić o profilaktyce. Czasami przybiera ona jednak paradoksalne trendy w postaci odchudzania noworodków. Dzisiejsze problemy z otyłością związane są z naszą naturą. Jesteśmy leniwi. Mówimy, że chodzimy na siłownię, ale tak naprawdę jeździmy na nią samochodem. A wystarczyłoby zrobić dłuższy spacer. Korzystamy z ruchomych schodów, wyjeżdżamy windą zamiast wyjść dwa piętra. Obecna kultura życia i odżywiania niestety bardzo sprzyjają otyłości. Z jednej strony dostarczamy sobie olbrzymiej ilości kalorii, z drugiej – nasze życie stało się niezwykle wygodne i promujące minimalny wysiłek. Jesteśmy w stanie podjechać 200 metrów samochodem do sklepu, w którym kupimy majonez. Większość pracy wykonują za nas maszyny. Nawet jeśli teoretycznie ktoś jest pracownikiem fizycznym, to coraz rzadziej wykopie rów łopatą, raczej siądzie za dźwigniami koparki i zużyje niewiele kalorii.

    My tej otyłości już nawet nie widzimy, a lekarzy liczących BMI prawie nie ma. Pamiętam, jak w naszej klinice zaczynaliśmy wykonywać zabiegi bariatryczne. Personel medyczny widząc chorą, która nie była monstrualnie otyła, ale miała BMI w okolicach 40, pytał czy naprawdę chcę ją operować. Podczas wykładów pokazuję zdjęcia chorych i pytam lekarzy, czy gdyby te osoby weszły do ich gabinetu, to czy zaproponowaliby im operacje bariatryczną. Zgłaszają się pojedynczy lekarze. Gdy na następnym slajdzie pokazuję parametry tych pacjentów, takie jak waga, wzrost, występowanie cukrzycy, okazuje się, że wszyscy spełniają kryteria. Otyłości jest coraz bardziej powszechna i staje się w naszych oczach normą.

    To co możemy zrobić? Mniej jeść?

    Jak mawiała moja babcia, łyżką kopiemy sobie grób. A dziś jedzenie jest wszędzie. Goni za nami i woła „zjedz mnie”, jak ciasteczka do Alicji z krainy czarów. Rzesze specjalistów pracują nad tym, aby przywiązywało nas do siebie. Możemy je dostać w kiosku czy na stacji benzynowej. W budynkach urzędów, biur, na uczelniach ustawia się dystrybutory pełne śmieci jedzeniowych. Produkty te apetycznie pachną i wyglądają, dobrze smakują, ale zawierają głównie cukry proste i tłuszcze. Tłuszcz jest bowiem nośnikiem smaku i wszystko, co go zawiera, lepiej nam smakuje. Wystarczy porównać smak gotowanych ziemniaków i frytek. W gramie tłuszczu jest jednak zarazem najwięcej kilokalorii. Dwa razy więcej niż w białku.

    Istnieje także historycznie ugruntowane społeczne przyzwolenie na bycie grubym. Przez całe wieki historii ludzkości otyli byli głównie ludzie bogaci, których stać było na dużo jedzenia i którzy nie musieli pracować fizycznie. Była to więc najbardziej pożądana rzecz, wyznacznik wysokiego statusu społecznego. Do dziś postrzeganie otyłości jako czegoś dobrego widoczne jest w naszym języku. Gdy widzimy kogoś kto schudł, to pytamy co takiego się stało, że tak źle wygląda. Gdy ktoś przytył, stwierdzamy, że dobrze wygląda. To musi się zmienić w świadomości kolejnych pokoleń.

    Na  świecie widoczny jest trend, że otyłość częściej dotyka osoby z niższymi dochodami?

    Coraz trudniej kupić dobrą żywność, która staje się towarem ekskluzywnym. Ludzie coraz częściej spożywają więc jedzenie niskiej jakości, bo jest tańsze. Wielkie koncerny opanowały rynki większości krajów. Produkują żywność, w której nie ma czystych produktów. Wiele osób zmuszonych jest więc kupować produkty zmodyfikowane, „nadmuchane szynki”, które mogą mieć nawet lepszy smak niż czysty produkt, ale będą zawierały również cukry proste i dużą ilość tłuszczy.

    Patrząc na otyłość z punktu widzenia epidemiologicznego z roku na rok jest coraz gorzej. Obecnie WHO postrzega ją jako największy problem zdrowotny współczesnej ludzkości. A przecież jeszcze nie tak dawno był to głód. Zaczęto bić w dzwon alarmowy, ponieważ obserwowana przez wiele lat wzrastająca średnia długość życia w krajach rozwiniętych, może zacząć ulegać skróceniu właśnie w związku z otyłością.

    Rozmawiała Renata Kołton

  • Czy kwas chlorogenowy pomaga schudnąć?
    Czy tabletki, które tak ludzie sobie chwalą na odchudzanie CGA800 kwas chlorogenowy - pomaga schudnąć? Czy to szkodzi zdrowiu? Można zaryzykować i czy są to te tabletki, po których szybko się chudnie, a potem szybko przybiera na wadze?
    Więcej

    Pytanie nadesłane do redakcji

    Czy tabletki, które tak ludzie sobie chwalą na odchudzanie CGA800 kwas chlorogenowy - pomaga schudnąć? Czy to szkodzi zdrowiu? Można zaryzykować i czy są to te tabletki, po których szybko się chudnie, a potem szybko przybiera na wadze?

    Odpowiedziała

    dr hab. med. Teresa Nieszporek
    Katedra i Klinika Nefrologii, Endokrynologii i Chorób Przemiany Materii
    Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach

    Kwas chlorogenowy jest polifenolem występującym w wielu roślinach, w tym w zielonych owocach kawowca, karczochach, pokrzywie oraz w suszonych śliwkach. W odróżnieniu od ziaren zielonej kawy, ziarna palonej kawy zawierają znacznie mniejsze ilości tego związku, gdyż ulega on rozpadowi w czasie obróbki termicznej.

    Wyciąg z ziaren zielonej kawy w postaci tabletek zawierających kwas chlorogenowy (800 CGA) dostępny jest na rynku jako suplement diety. Kwas chlorogenowy wykazuje właściwości antybakteryjne, antyoksydacyjne, a ponadto korzystnie wpływa na metabolizm glukozy. Zmniejsza wchłanianie cukru z przewodu pokarmowego oraz poprawia wrażliwość tkanek na insulinę. Te właściwości kwasu chlorogenowego wskazują, że związek ten może być przydatny w odchudzaniu. Przemawiają za tym badania na zwierzętach oraz niezbyt liczne próby kliniczne, w których badano skuteczność kwasu chlorogenowego w redukcji masy ciała.

    Najbardziej znane, przeprowadzone ostatnio badanie (Vinson i wsp.) dotyczyło 16 młodych ludzi z nadwagą, którzy stosowali wyciąg z ziaren zielonej kawy zawierający kwas chlorogenowy w dość dużych dawkach (700 do 1050 g/dobę) przez 22 tygodnie. Uczestnicy badania zmniejszyli masę ciała o ok. 8 kg. Należy jednak zaznaczyć, że wartość kaloryczna diety badanych osób nie przekraczała 2500 kcal/dobę.

    Dokładna analiza wyników badania wskazuje, że po odstawieniu kwasu chlorogenowego może dojść do ponownego wzrostu masy ciała. Nie można jednak wyciągać zbyt szerokich wniosków na podstawie badania, które dotyczyło tak niewielkiej liczby uczestników.

    Większość badań dotyczących kwasu chlorogenowego wykazuje, że jest to dość bezpieczny suplement diety. Są jednak prace eksperymentalne przeprowadzone na zwierzętach, które sugerują, że duże dawki kwasu chlorogenowego mogą nasilać reakcję zapalną. Wykazano też, że stosowanie kwasu chlorogenowego łącznie z dietą wysokotłuszczową nie tylko nie przyczynia się do zmniejszenia masy ciała, ale też nie chroni zwierząt doświadczalnych przed niekorzystnymi następstwami metabolicznymi takiej diety.

    Biorąc pod uwagę opublikowane badania, można przypuszczać, że kwas chlorogenowy jako suplement diety może być pomocny w zmniejszaniu masy ciała pod warunkiem jednoczesnej modyfikacji diety. Nie można wykluczyć, że po odstawieniu tego związku dojdzie do ponownego wzrostu masy ciała.

    Piśmiennictwo:

    Du W.Y, Chang C., Zang Y. i wsp. High-dose chlorogenic acid induces inflammation reactions and oxidative stress injury In rats without implication of mast cell degranulation . J. Ethnopharmacol. 2013; 147: 74-83.
    Meng S., Cao J., Feng Q. i wsp.: Role of Chlorogenic Acid on Regulating Glucose and Lipid Metabolism: A Review. Evidence-Based Complementary and Alternative Medicine. 2013; Article ID 801457.
    Mubarak A., Hodgson J.M., Konsidine M.J. i wsp.: Supplementation of a high-fat diet with chlorogenic acid is associated with insulin resistance and hepatic lipid accumulation in mice. J. Agric. Food Chem. 2013; 61: 4371-4378.
    Vinson J.A., Burnham B.R., Nagendran M.V.: Randomized, double-blind, placebo-controlled, linear dose, crossover study to evaluate the efficacy and safety of a green coffee bean extract in overweight subjects. Diabetes, Metabolic Syndrome and Obesity; Targets and Therapy. 2012; 5: 21-27.
  • Piloci z nadwagą, podoficerowie z nadciśnieniem
    – Niszczymy zachowania prozdrowotne, z którymi ci ludzie przyszli do armii – mówi jeden z uczestników debaty o coraz gorszym stanie zdrowia polskich żołnierzy. Jakie metody rozwiązania problemu proponują lekarze?
    Więcej

    – Niszczymy zachowania prozdrowotne, z którymi ci ludzie przyszli do armii – mówi jeden z uczestników debaty o coraz gorszym stanie zdrowia polskich żołnierzy. Jakie metody rozwiązania problemu proponują lekarze?

    Miesięcznik „Polska Zbrojna” (6/2014) zamieścił zapis debaty na temat stanu zdrowia polskich żołnierzy. Uczestniczyli w niej gen. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak (dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii), prof. Ewa Szarska (kierownik Pracowni Fizjologii Wysiłku w Zakładzie Higieny i Fizjologii Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii) oraz mjr lek. Narcyz Sadłoń (pracownik Wojskowego Ośrodka Szkoleniowo-Kondycyjnego „Gronik” w Zakopanem).

    57% z otyłością lub nadwagą

    WIM od siedmiu lat prowadzi w wojsku program profilaktyki chorób układu sercowo-naczyniowego. Ocenę występowania czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych oraz badania przeprowadzono u ponad 100 żołnierzy, kandydatów do służby poza granicami kraju. – Badaliśmy ludzi przewidzianych wyłącznie na stanowiska bojowe, ze średnią wieku 27 lat – mówi gen. Gielerak. – 51% z nich miało nieprawidłowe ciśnienie tętnicze, 57% otyłość lub nadwagę, 5% zaburzenia gospodarki węglowodanowej, 54% zaburzenia gospodarki lipidowej.

    Z kolei zespół prof. Ewy Szarskiej kilka lat temu porównywał wskaźniki wydolnościowe w grupach 20- i 30-letnich wojskowych i cywilów. – Choć wśród żołnierzy odsetek badanych z bardzo wysoką wydolnością był większy niż wśród cywilów, to 40% badanych z tej drugiej grupy stanowiły osoby o przeciętnej wydolności, a w pierwszej aż u 57% oceniono ją jako bardzo małą – mówi prof. Szarska. – W wypadku żołnierzy z tej grupy wiekowej zastrzeżenia budzą zarówno wydolność, jak i wartości BMI. Wielu ma nadwagę, a niektórzy są po prostu otyli – mówi wprost badaczka.

    Gen. Gielerak przypomina jeszcze inne badania dotyczące profilaktyki chorób układu sercowo-naczyniowego, prowadzone w latach 1993–1998. Wynika z nich, że w tamtym czasie żołnierze zawodowi byli w lepszej kondycji niż obecnie. – Pierwsze symptomy, że zaczyna się dziać nie najlepiej, pokazały badania pilotów przeprowadzone przez dr. Krzysztofa Mazurka w 2000 roku – opowiada gen. Gielerak. – Otyłość lub nadwaga dotyczyły ponad 60% osób, a hipercholesterolemia 72%. To się nie zmieniło i marnym pocieszeniem jest, że w krajach państw natowskich sytuacja wygląda tylko trochę lepiej.

    Mjr Sadłoń: 70% badanych przez nas pilotów ma nadwagę lub cierpi na otyłość. Na zdj: F-16 Polskich Sił Powietrznych. Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta

    Mjr lek. Narcyz Sadłoń, który w ramach pracy w Ośrodku Szkoleniowo-Kondycyjnym „Gronik” w Zakopanem zajmuje się m.in. pilotami wojskowymi, dodaje: – Do badania podczas każdego turnusu używamy prostych wskaźników, określamy ich BMI. 70% badanych przez nas pilotów ma nadwagę lub cierpi na otyłość.

    Armia nie jest bez winy

    Według mjr. Sadłonia wojsko ponosi część winy za niektóre niekorzystne zjawiska. Z analizy porównawczej podchorążych pierwszego i drugiego roku z czwartym i piątym rocznikiem wynika, że „o ile 80% studentów dwóch pierwszych roczników miało prawidłowy stan nasycenia tkanką tłuszczową, o tyle na czwartym i piątym roku wskaźnik ten spadł do 62%”. – Na piątym roku dramatycznie spadała liczba zużywanych kalorii w ciągu doby, średnio do 824 – mówi lekarz. – Jeżeli nałożymy na to normę kaloryczną dla pilotów, określoną powyżej 4 tys. kalorii na dobę, wówczas wniosek wydaje się oczywisty: niszczymy zachowania prozdrowotne, z którymi ci ludzie do armii przyszli.

    Ze stanowiskiem majora nie do końca zgadza się prof. Ewa Szarska. – Nie zawsze jednak jest tak, że problem zaczyna się dopiero w wojsku – podkreśla. – Wszystko tak naprawdę ma początek już na etapie edukacji młodych ludzi w szkole. Wiemy, jak wygląda WF. Wojsko w pewnym sensie musi więc nadrabiać to, co zaniedbała szkoła.

    Żołnierski opór

    Niestety, mimo że ogólny stan zdrowia żołnierzy się pogarsza, w większości wypadków wcale nie współpracują oni chętnie z lekarzami. – Mamy w armii taką grupę żołnierzy, dla których kontakt ze służbą zdrowia jest utożsamiany z realnym zagrożeniem ich dalszej egzystencji w wojsku – wyjaśnia gen. Gielerak.


    Gen. Gielerak: Żołnierze jednostek specjalnych sami występują z inicjatywą dodatkowych badań swojego stanu zdrowia. Ich podejście jest wzorcowe. Na zdjęciu: akcja pokazowa komandosów z oddziału Formoza. Fot. Kamil Gozdan / Agencja Gazeta

    – Z drugiej jednak strony, na podstawie wyników naszych badań możemy wyodrębnić populację żołnierzy, którzy idealnie wpisują się w wzorcowy, pożądany model zdrowego stylu życia i sprawności– przyznaje generał. – To żołnierze elitarnych jednostek wojsk specjalnych. (...) Oni sami występują z inicjatywą dodatkowych badań, bo chcą poznać stan swojego zdrowia, możliwości psychofizyczne i poziom wytrenowania. (...) Ich podejście jest wzorcowe i wierzę, że tacy żołnierze są nie tylko wśród specjalsów.

    Strategia skutecznej walki

    Jak zaradzić narastającemu problemowi? – Jeśli mamy przygotować skuteczny i efektywny dla całych sił zbrojnych model dochodzenia do zdrowia, to nie może się on opierać tylko na lekarzu czy instruktorze wychowania fizycznego w jednostce – zaznacza szef WIM. – W jego tworzeniu widzę rolę szerokiego gremium specjalistów z wielu dziedzin: lekarzy, socjologów, psychologów, wuefistów, dowódców, ale również dziennikarzy i osób mających doświadczenie we wdrażaniu różnego rodzaju programów profilaktycznych w dużych populacjach, także w środowisku cywilnym. Gdy już powstaną podwaliny systemu, należałoby zacząć od profilaktyki: mówić o pozytywnych skutkach aktywności fizycznej, czynnikach ryzyka, o zdrowym sposobie odżywiania, o skutkach palenia tytoniu. Jednocześnie wprowadzić zaawansowany, oparty na obiektywnych, uznanych wskaźnikach fizjologicznych, monitoring stanu zdrowia i kondycji fizycznej żołnierzy.

    Gen. Gielerak chciałby także zmienić wymogi fizyczne dla żołnierzy. Dziś przełożeni żołnierza patrzą głównie na to, ile zrobił podciągnięć, ugięć ramion czy „brzuszków”. Według generała kluczem powinna być tymczasem ocena wydolności. – Dysponujemy coraz doskonalszymi urządzeniami, zarówno stacjonarnymi, jak i mobilnymi, które liczbowo, obiektywnie są w stanie określić poziom wydolności fizycznej – tłumaczy dyrektor WIM. –Jeśli ten wskaźnik, razem z takim na przykład jak BMI, będą uznane za oficjalną zmienną, opisującą stan zdrowia i wytrenowania żołnierzy, to być może ta część kadry, która stanowi dziś naszą szczególną troskę, zacznie mieć motywację, aby ćwiczyć przez cały rok, a nie tylko trzy miesiące przed egzaminem z WF.

    Trzy kolory

    Gen. Gielerak zwraca też uwagę na możliwość pozytywnego wykorzystania... faktu etykietyzowania innych pod kątem zdrowia i sprawności fizycznej. – Gdy przeprowadzamy badania profilaktyczne, to każda osoba wychodzi od nas z książeczką z zaleceniami dalszego postępowania. Są one w trzech kolorach: czerwonym, żółtym i zielonym, dopasowanych do poziomu ryzyka, z jakim w przypadku danej osoby mamy do czynienia – tłumaczy. – Nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, ale żołnierze uważnie obserwowali, z jaką książeczką kto wychodzi od lekarza. I proszę mi wierzyć, że ci z czerwonymi byli bardzo zakłopotani. Presja środowiska zatem działa, i to w pożądanym przez nas wszystkich kierunku.

    Mjr Sadłoń dodaje, że żołnierzom należy otworzyć dostęp do lekarzy, aby mogli wspólnie budować partnerski zespół, mający na celu poprawę kondycji całej armii. – Można też przygotować mobilnie dostępny profil każdego z nas. Łatwiejszy dostęp do zespołu lekarskiego, monitoring i badania profilaktyczne pozwolą w porę wykryć ewentualne problemy zdrowotne – podpowiada oficer.

  • Przepisy na potrawy z indyka
    Mięso z indyka jest źródłem witamin z grupy B, takich jak niacyna, tiamina oraz ryboflawina. Dzięki temu jego spożycie pozytywnie wpływa na syntezę kwasów tłuszczowych, stan skóry, wzrok, pracę układu nerwowego i sercowo-naczyniowego, wspomaga prawidłowe funkcjonowanie błon śluzowych oraz reguluje proces wzrostu.
    Więcej

    Czy wszystko jedno jaką część indyka wykorzystam do przepisu?

    Nie, każdy element z indyka ma nieco inne przeznaczenie kulinarne. Mięso z piersi indyka – jasne, ubogie w tłuszcz, bogate w łatwo przyswajalne białko, można wykorzystać do pieczenia i smażenia. Ale uwaga: wymaga krótkiej obróbki termicznej w wysokiej temperaturze. Mięso z piersi indyka nie nadaje się do potraw, w których obróbka termiczna trwa dłużej, np. zup, duszenia.

    Mięso z udźca ma znacznie ciemniejszą barwę, bardziej wyrazisty smak. Doskonale nadaje się do pieczenia oraz duszenia. Skrzydła z indyka są idealne jako mięsna baza do zup.

    Czy mięso z indyka zawiera jakieś cenne składniki mineralne?

    Oczywiście, że tak! Zawiera ważne mikroelementy, fosfor, regulujący gospodarke wodną, potas, odpowiedzialny za sprawność kośćca, uwalnianie enrgii i wchłanianie składników odżywczych, magnez wspomagający dotlenianie komórek, żelazo oraz cynk, który wspiera układ immunologiczny.

    Mięso indycze zawiera również znaczne ilości witamin z grupy B: niacynę, ryboflawinę i tiaminę.

    Warto wiedzieć, że ciemne mięso z uda zawiera więcej żelaza i cynku niż jasne mięso z piersi, ale ma też nieco wyższą wartość kaloryczną.

    Czy mięso z indyka jest dietetyczne?

    Trudno o bardziej dietetyczne mięso. Kotlet z piersi indyka ważący 150 g to tylko 126 kcal! Mięso indycze cechuje delikatna struktura, równomiernie przesycona tkanką tłuszczową. Niewielka ilość tłuszczu zawarta w mięsie indyczym jest lekkostrawna i łatwo przyswajalna.

    Jaka jest zawartość kolagenu w mięsie indyczym?

    Mięso indycze charakteryzuje się niską zawartością kolagenu - idealne w diecie podczas intensywnego wysiłku fizycznego oraz w czasie rekonwalescencji. Zalecane przy alergiach pokarmowych oraz przy dietach odchudzających.

    Czy mięso z indyka poprawia humor?

    W łagodzeniu złych nastrojów, także tych na granicy depresji, może pomóc jedzenie mięsa z indyka, szczególnie jego ciemniejszych części. To dlatego, że znajduje się w nim L-tryptofan, aminokwas działający korzystnie na nastrój. Zwiększa on wytwarzanie melatoniny oraz serotoniny.

    Likwiduje problemy ze snem oraz przyspiesza regenerację organizmu. L-tryptofan ma również właściwości uspokajające. Warto wiedzieć, że nie zaleca się łączenia mleka z indykiem – w mleku również znajduje się L-tryptofan i takie połączenie może być zbyt dużym obciążeniem dla Twojego organizmu.

    Zdrowe przepisy na potrawy z indyka

    Przeczytaj także poradę dietetyka: Jak zdrowo przyrządzić indyka?